Open post

BIOGRAFIA BENJAMINA FRANKLINA

W tym blogu przede wszystkim chodzi o inspiracje, rozwój i poznawanie dróg osób, które odniosły lub odnoszą szeroko pojęte sukcesy. W związku z tym nierzadko będę przybliżał ciekawe i inspirujące postacie, niekiedy również kontrowersyjne, które w jakiś sposób wyróżniały się z tłumu. Nie mam żadnej ustalonej hierarchii co do kolejności opisywanych osób, tak więc po prostu czerpmy co najlepsze z ich doświadczenia i wdrażajmy to w życie.

Pierwszy traf padł na Benjamina Franklina – amerykańskiego polityka, przedsiębiorcę, uczonego i wynalazcę z XVIIIw., jednego z inicjatorów Stanów Zjednoczonych.

Swoją autobiografię spisał między innymi dla swojego syna i przyszłych pokoleń, co jak twierdził powinno być dla nich ciekawe i powinni zrobić z tego właściwy użytek. Przy okazji skorzystamy i my. Tym bardziej będzie to ciekawa i zachęcająca historia, że sam Benjamin Franklin mówił, że swoją drogę z nędzy do dobrobytu powtórzyłby jeszcze raz tak samo, nanosząc jedynie pojedyncze poprawki do swojego autentycznego życia.

Benjamin, urodzony w Bostonie, był najmłodszym synem, wśród siedemnaściorga rodzeństwa. Od chłopięcych lat pomagał ojcu w wytwarzaniu świec i mydła. Jego ojciec chociaż prowadził ten mało dochodowy interes, był osobą szanowaną, udzielającą rozsądnych rad i lubiącą rozmawiać o użytecznych kwestiach, co miało także wpływać na jego dzieci, w tym Benjamina. Benjamin był zanurzony w książkach, czemu poświęcał ogrom czasu, w zasadzie każdą wolną chwilę. Tym bardziej spodobała mu się kolejna praca jako pomocnik swojego brata w drukarni, gdzie miał dostęp do większego zbioru wartościowych książek i ludzi zainteresowanych tym czym on. Pożyczane książki nierzadko czytał nocami aby rano je oddać w nienaruszonym stanie.

Benjamin miał także inne zainteresowania jak pisanie własnych utworów czy co znacznie oryginalniejsze prowadzenie wyniosłych dyskusji, które miały na celu pogrążenie rozmówcy, nie tylko siłą argumentów ale także sposobem ich prezentowania. Co ciekawe wyznawał on raczej zasadę braku kategorycznych stwierdzeń, co skutkowało dłuższymi dyskusjami, na których mu w pewien sposób zależało.

Dalej były burzliwe relacje z bratem, chwilowe zarządzanie lokalną gazetą, następnie rozłąka z bratem i załatwienie przez brata “wilczego biletu” w pobliskich drukarniach dla Benjamina. Tym samym ambitny i dobrze zapowiadający się, siedemnastoletni wówczas Benjamin wypłynął do Nowego Yorku. Daleko od domu, bez znajomości, referencji i pieniędzy ale za to z wiarą, umiejętnościami i wiedzą drukarską. W nowym miejscu nie dostał pracy ale dowiedział się o możliwości podjęcia takowej w Filadelfii dokąd z wieloma przeszkodami na trasie i wytężonym wysiłkiem fizycznym dotarł niebawem. Zmęczony wiosłowaniem, głodny, brudny i ubrany na roboczo młody Benjamin dotarł do celu swojej podróży z nędzną ilością pieniędzy i bez innych swoich rzeczy, które miały zostać mu dosłane później. Pierwsze co zrobił to skierował się do piekarni gdzie poprosił o jedzenie za 3 pensy. Dostał za to 3 bułki, z czego dwie z nich oddał kobiecie z dzieckiem, którzy razem z nim przypłynęli do Filadelfii. Mimo, że sprawiał wrażenie zbiegłego sługi o dziwacznym, podejrzanym wyglądzie wciąż wykazywał się hojnością i dobrocią.

Na początku i tutaj nie znalazła się dla niego praca w drukarni, jednak za jedzenie i dach nad głową imał się pomniejszych prac, mimo, że uważał tutejszych drukarzy za słabo przygotowanych do ich zawodu. Po dosłaniu kufra z rzeczami Benjamin zaczął sprawiać lepsze wrażenie na ludziach i spędzać z nimi więcej czasu. Niedługo później o młodym chłopaku dowiedział się gubernator prowincji, który widząc potencjał w Benjaminie i brak perspektyw dla Niego w Jego branży w Filadelfii zaproponował Jemu założenie własnej drukarni a ze swojej strony należytą pomoc i wsparcie rządowe. W tym samym czasie doszły Benjamina głosy, że jego rodzina i przyjaciele są zaniepokojeni Jego zniknięciem i w dobrej wierze chcą Jego powrotu do Bostonu. Ustalono zatem, że przy pierwszej okazji Benjamin wróci do Bostonu posiadając ze sobą pisemną rekomendację od samego Gubernatora w sprawie założenia własnej działalności. Zabieg ten miał przekonać rodzinę, szczególnie Ojca Benjamina do idei założenia nowej drukarni w Filadelfii.

Po powrocie do Bostonu, wszyscy znajomi, oprócz skłóconego brata, byli zadowoleni i zaciekawieni podróżą Benjamina a Ojciec dodatkowo zszokowany listem referencyjnym. Co prawda propozycji zawartej w liście nie przyjął ale był zadowolony z syna, że ten tak dobrze wypadł w oczach ważnej osobistości. Co więcej widząc, że syn dobrze sobie radzi w Filadelfii a tutaj nie ma nici porozumienia z bratem tym razem za zgodą i z poparciem rodziców Benjamin wrócił do Filadelfii. Na miejscu Gubernator nie uznał odmowy Ojca Benjamina za słuszną więc postanowił w całości pomóc chłopakowi. Zaaranżował między innymi podróż do Londynu, w którym to młody chłopak miał pozałatwiać sobie potrzebne rzeczy, materiały i nawiązać branżowe znajomości.

Niczego nie podejrzewający Benjamin po pewnym czasie znalazł się w Londynie, jednak jak się na miejscu okazało nie doszły żadne listy referencyjne zachęcające do współpracy ani listy kredytowe od Gubernatora. Okazało się, że Gubernator chcąc zadowalać wszystkich wokoło siebie tak naprawdę nie miał nic do zaoferowania. Składał jedynie wielkie obietnice.

Tym samym Benjamin musiał podjąć jakąkolwiek pracę i zarobić na życie w Londynie oraz zacząć zbierać pieniądze na ewentualny powrót do Filadelfii. Zmieniał prace i znajomych, nie zmieniał jednak swoich wartości czy to mentalnych czy żywieniowych. Nie dopasowywał się do miejscowych zwyczajów np. do powszechnie panującego spożywania piwa w dużych ilościach. Co więcej wprowadzał swoje zmiany, które większość współpracowników przyjmowała z aprobatą. Poznawał po drodze mnóstwo wartościowych ludzi także po za pracą i ich fascynujące historie. W Londynie nie powiększył znacząco swojego majątku, za to znacznie rozbudował swoją sieć kontaktów i co za tym idzie nowych możliwości. Jedną z nich była dogadana współpraca z poznanym kupcem po powrocie do Filadelfii.

Po powrocie do Filadelfii Benjamin zajmował się zatem handlem i po niedługim czasie stał się specjalistą w sprzedawaniu towarów. Współpraca nie trwała jednak za długo, co było spowodowane śmiercią wspólnika. Spore umiejętności oraz bystry i oczytany umysł nie pozwoliły pozostawać za długo Benjaminowi bez zajęcia. Przyciągał on do siebie ważnych ludzi i oferty współpracy.

Wierny był wciąż swoim wpojonym wartościom, że prawda, szczerość i rzetelność są gwarantem szczęścia w życiu gdy otaczasz się ludźmi. Na bazie tych wartości wspólnie ze swoimi najbardziej uzdolnionymi kolegami założył nawet klub samodoskonalenia, który był najlepszą szkołą filozofii i etyki w okolicy. Co więcej członkowie klubu wykorzystywali swoje wpływy i możliwości do rekomendacji działalności Benjamina.

Kolejna próba rozkręcenia własnej drukarni z pomocą finansową innego wspólnika dzięki niezwykłej pracowitości i zaradności Franklina zyskiwała coraz większe uznanie w oczach ludzi. Po jakimś czasie Jego wspólnik nie posiadający przygotowania i pasji do tego zawodu, na zasadzie obustronnej umowy, odstąpił swoje udziały w drukarni, pozostawiając Benjaminowi cały interes. Wszystkie zaległości i zobowiązania były spłacane a interes rozkwitał do tego stopnia, że postanowiono powierzyć Franklinowi druk banknotów rządowych. Dochody były coraz większe wobec tego były także podejmowane nowe inwestycje jak otwarcie sklepu piśmienniczego czy zatrudnianie nowych pracowników. Nadal Benjamin żył jednak skromnie i przedsiębiorczo, wykonując wiele czynności osobiście. Po drodze odnowił też swoją znajomość z pewną wcześniej poznaną dziewczyną i wziął z nią ślub.

Kolejnym przedsięwzięciem wymyślonym przez Benjamina była publiczna prenumerowana biblioteka.

Do Benjamina w trakcie jego rozwijającej się kariery dochodziło coraz więcej sygnałów, aby dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem, gdyż jego narzędzia są proste i prawdziwe a czym prędzej wpłynie się świadomie na życie innych tym lepiej ponieważ później ten zapał jest coraz słabszy wśród ludzi. To w młodości podejmowanych jest wiele kluczowych decyzji. Argumentowano również, że czerpanie przykładu z Niego będzie przyśpieszać rozwój innych ludzi. Stanie się również kluczem do ich progresu zawodowego i wzorem tego, że nie potrzeba wiele na starcie by wiele osiągnąć. A fundamentem mogą być dobre: nawyki, myśli i natura oraz cechy takie jak: pracowitość, oszczędność i umiarkowanie a także wolność.

13 cnót BENJAMINA FRANKLINA:
UMIARKOWANIE w jedzeniu i piciu
MILCZENIE, mów z pożytkiem, unikaj próżnych rozmów
­ – PORZĄDEK, niech wszystko ma swoje miejsce i czas
POSTANOWIENIA, czyń to co powinieneś
OSZCZĘDNOŚĆ, wydatkuj rozsądnie, nie marnuj niczego
PRACOWITOŚĆ, nie trać czasu, działaj produktywnie i pożytecznie
SZCZEROŚĆ, nie zniżaj się do oszust
SPRAWIEDLIWOŚĆ, działania podejmuj uczciwie i obiektywnie
POWŚCIĄGLIWOŚĆ, unikaj skrajności
CZYSTOŚĆ, nie toleruj nieczystości cielesnej i materialnej
SPOKÓJ, nie denerwuj się drobiazgami i sprawami powszechnymi
SUROWOŚĆ CIELESNA, rozsądnie korzystaj ze swojej płciowości
POKORA, naśladuj Jezusa i Sokratesa

Benjamin postanowił wdrażać te nawyki pojedynczo. Kiedy skupił się i opanował jedną cnotę przechodził do następnej i tak do opanowania całego zestawienia cnót. Nieprzypadkowa jest tu też kolejność wymienionych cnót dlatego, że nabycie pewnych cnót pomaga w realizowaniu kolejnych. Jednocześnie sformułowane cnoty były zharmonizowane z chęcią pozyskiwania wiedzy, którą nabywał raczej słuchając aniżeli mówiąc. W celu usprawnienia i kontroli swoich poczynań Benjaminowi pomagała książeczka, w której zapisywał plany i ich realizacje. Zgodnie z cnotą porządku Benjamin miał ułożony szablonowy plan dnia, który zaczynał się wcześnie rano modlitwą oraz rozważaniami dotyczącymi nadchodzącego dnia, następnie pracą z krótką przerwą na posiłek i czytanie oraz wieczorna rozrywka (muzyka, rozmowa) i podsumowanie dnia. Rano zadawał sobie pytanie co dobrego dzisiaj uczynić, natomiast w wieczornym podsumowaniu zastanawiał się czego dobrego w tym dniu dokonał. Sam wspominał, że nie osiągnął perfekcji w cnotach, ale już sam proces czynił Go lepszym człowiekiem. Chociażby skromniejszy sposób, w jaki zaczął przedstawiać swoje opinie powodował lepsze ich przyjęcie i napotykał na mniejszy opór rozmówców. Wypracowanie niektórych cnót wymaga wiele czasu i poświęcenia nad odrzuceniem naturalnych, niedobrych skłonności. Za najtrudniejszą do poskromienia Benjamin uważał pychę.

Franklin obserwując ówczesną scenę polityczną zauważył, że kiedy jakaś partia osiągnie sukces, członkowie tej partii zaczynają zajmować się własnymi interesami i korzyściami co finalnie skutkuje zamętem, podziałami w partii i brakiem dobra na rzecz społeczeństwa. Chodziła Mu po głowie idea aby założyć towarzystwo oparte na nauce Jego autorskich cnót i w ten sposób wypuszczałby na świat dobrych i sprawiedliwych obywateli. Był bowiem zdania, że nawet jeden człowiek, z dobrze sformułowanym celem i planem i o odpowiednich predyspozycjach, może dokonać znaczących zmian w społeczeństwie kiedy bezgranicznie i bezwarunkowo podejmie się tego przedsięwzięcia. Wielość innych spraw nie pozwoliła Jemu jednak zrealizować tej idei.

Zajmując się innymi biznesami doświadczał osobiście prawdziwości w twierdzeniu, że łatwiej pomnożyć pewną sumę pieniędzy niż zdobyć pierwszą równowartość tej sumy.

Dzięki dobrej opinii jaką się cieszył wśród społeczeństwa był wybierany i mianowany na różne ważne stanowiska w zgromadzeniach, radach i komisjach, w ogóle o to nie prosząc! Ponadto ludzie tak cenili zdanie Franklina, że dopiero po jego aprobatach konkretnych projektów publicznych zaczęli się na nie przychylniej patrzeć i wspierać te idee.

Wtedy gdy Benjamin nie mógł wspierać jakiegoś projektu własną osobą, proszony o rady, służył nimi, dając wartościowe sugestie, które w swojej prostocie nierzadko były bardzo skuteczne. W jednym przypadku poradził szukającemu datków na projekt publiczny aby zaczął zbiórkę od tych ludzi, którzy znani są z hojności i przychylności, następnie zwrócił się do tych mniej przekonanych, przekonując ich listą osób, które już wsparły projekt z poprzedniej grupy a na koniec nie lekceważył tych, na których liczył najmniej. Poskutkowało to bardzo dobrze.

Za sprawą Franklina zaczęto również brukować i sprzątać chodniki i ulice, dzięki Jego odpowiednim właściwie dobieranym argumentom z korzyścią dla wszystkich mieszkańców, czyli ogólnego dobra (czystość, przyjemność, itd.). Był, w swoim rejonie, prekursorem niektórych rozwiązań technologicznych. Dbał o kwestie czysto techniczne i strategiczne takie jak wyższość jednego rynsztoku nad dwoma na ulicach, co skutkowało silniejszym strumieniem wody i efektywniejszym zmywaniem napotkanego błota i brudu.

Strategicznie podchodził do problemów, w czasie wojny i zagrożeń rozsądnie rozdysponowywał pracami odpowiednimi dla mężczyzn, kobiet czy dzieci. Utrzymując ich tym samym w gotowości, pracy i bezpieczeństwie co skutkowało ogólną przychylnością i korzyściami.

Pasjonował się także naukami przyrodniczymi, w tym atmosferą i elektrycznością czego owocem było wynalezienie piorunochronu.

Życie Benjamina Franklina było legendarne i inspirujące. Uważam, że najlepiej do Jego osoby pasuje stwierdzenie, że to człowiek, który ujarzmił pioruny i Amerykanów.

Open post

MOJA INSPIRACJA

Do niniejszego przedsięwzięcia (czytaj bloga i całego projektu NowaPasja.pl) przede wszystkim zainspirowało mnie moje własne życie. Życie dotychczas przeciętne z lepszymi i gorszymi momentami.
Życie, w którym studiowałem niezamierzony kierunek, chodziłem do przypadkowych prac, zajmowałem się głównie zabijaniem czasu bez większego celu i planu na przyszłość.
Jednocześnie coś mi się ciągle nie zgadzało, czegoś brakowało. Czułem potencjał, jednak nie potrafiłem go wdrożyć w życie.
Tutaj upatruję źródła tego największego bo wewnętrznie powstałego ognia do działania, do zmian. Nie bez znaczenia były również czynniki zewnętrzne,
wypływające bezpośrednio z otaczającego mnie świata, czyli od ludzi i sytuacji życiowych. Każdy człowiek doświadcza na swojej drodze niepowtarzalnych rzeczy, przecież nikt inny na całym świecie nie przeżyje dokładnie tych samych wydarzeń, w tej samej kolejności, w tym samym miejscu i czasie co Ty. Nikt nie spotka przez cały swój żywot dokładnie tylu i takich samym ludzi co Ty. Jednym zdaniem: nikt nie przeżyje swojego życia tak samo jak Ty! zastanów się nad tym – masz w sobie pewną wyjątkowość, którą możesz się podzielić, zainspirować.

A nigdy nie wiadomo kto, gdzie i kiedy może Cię zainspirować czy wlać nutkę nadziei w Twoje poczynania. Nikt też nie będzie odczuwać, nawet podobnych rzeczy, tak samo jak Ty.
Choć w wielu aspektach jesteśmy do siebie podobni to na pewno nie jesteśmy tacy sami. Między innymi w tym doszukuję się idei czerpania inspiracji zewsząd, czasami nawet z najmniej oczekiwanych stron. Jak się chce to można konstruktywne wnioski wyciągnąć z każdej historii, gdzie często ten potencjalnie negatywny epizod ku przestrodze może przynieść więcej korzyści i dobra niż się spodziewamy.

Szukając niedawno inspiracji znalazłem w internecie dwa niesamowite fragmenty, które wskrzesiły moją wewnętrzną wolę zmiany. Pierwszą sentencję przypisuje się Benjaminowi Franklinowi a jego myśl przewodnia brzmiała:

większość ludzi umiera w wieku 25 lat, ale czekają z pochówkiem aż do starości

Niezwykle mocno te słowa uderzają w człowieka takiego jak ja kiedy widzi taką myśl mając akurat te przysłowiowe 25 lat i zastanowi się chwilę jak to przekłada się na jego życie. U mnie było to po prostu brutalne i bezlitosne uderzenie prawdy w oczy. Widmo młodej osoby świeżo po studiach (czyli po etapie zakończenia jakiejkolwiek edukacji przez większość osób) pracującej na niekoniecznie wymarzonym etacie, na którym będzie wykonywać powtarzalną pracę przez dni, tygodnie, miesiące, lata aż do nieuchronnej starości skutecznie mnie przebudziło i postawiło w stan czujności. Uważam, że określenie tego wieku na 25 rok życia jest jak najbardziej adekwatne z racji właśnie ukończenia przez większość osób właśnie w tym wieku swojej edukacji oraz wyboru swojej dalszej ścieżki kariery czy po prostu dalszej drogi życia, co w wielu przypadkach może opierać się na chęci łatwej egzystencji co paradoksalnie może przynieść całkowicie odwrotny skutek od zamierzonego. Wszyscy na pewno umrzemy ale czy wszyscy aby na pewno żyjemy? Żyjemy własnym życiem? I czy długość tej kalendarzowej egzystencji pokrywa się z rzeczywistym, świadomym życiem?

 

Drugim zapłonem godnym refleksji było w zasadzie całe życie Helen Keller, kobiety, która w wieku niespełna dwóch lat na skutek choroby straciła wzrok, słuch i w znacznym stopniu mowę. Pomimo wydawałoby się tak wielkich przeciwności nie poddała się i poznawała świat jedynie za pomocą pozostałych zmysłów. To nie przeszkodziło Jej stać się szanowaną, międzynarodową pisarką i działaczką społeczną oraz dożyć sędziwego wieku w szczęściu. Jak sama mówiła:

gorsze od niewidzenia byłoby życie ze wzrokiem ale bez wizji

Takich historii jak te dwie powyższe jest mnóstwo, ludzi którzy inspirują i zarażają pozytywną energią i nastawieniem, również. Najpiękniejsze jest to, że czerpać możemy w zasadzie od każdego od kogo tylko będziemy chcieli coś wynieść. Nieważne czy będzie to jak B. Franklin jedna z donioślejszych postaci w historii Stanów Zjednoczonych czy jak H. Keller niepełnosprawna kobieta (która na swój sposób była o wiele sprawniejsza od innych ludzi). Te dwie postacie (mimo pewnych zastrzeżeń, które generalnie można mieć do każdej jednej osoby na tym świecie) wskrzesiły mój potencjał i chęć podjęcia pewnego ryzyka związanego z nowym, całkowicie odmiennym rozdziałem w moim życiu pod szyldem NowejPasji.pl.

Powyżej wspomniałem osoby, które do działania mnie wskrzesiły, i których życiorysem zajmę się szczegółowiej w pierwszej kolejności. Jednak punktów zapalnych było sporo. Zawsze wizualizowałem sobie, że zrobię coś “większego” albo zainspiruję się czymś i wszystko się nagle zmieni. Tak było np. z przebiegniętym maratonem, na który się rzuciłem bez większego przygotowania z dotychczasowym, jednorazowym rekordem długości biegu liczącym dystans półmaratoński. Granice po takim wyczynie co prawda się rozmazują a umysł otwiera na inne wyzwania ale myślę, że to kwestia bardziej złożona aniżeli jednej rzeczy. To kwestia szukania i inspirowania się ludźmi, książkami, muzyką, sportem, otoczeniem i wydarzeniami.

Więcej konkretów wkrótce w artykułach o mojej drodze na bloga, spotkanych “inspiracjach” i przełomowych wydarzeniach 🙂

Nic złego w procesie odkrywania i budowania prawdziwego „ja” nie może się stać, a dobre rzeczy pojawiają się już na starcie, chociażby w kwestii nastawienia, nadziei i ciekawości podejmowanych wyzwań. Powyższa przygoda zapowiada się obiecująco!

Posts navigation

1 2