Edynburg, SZKOCJA – “państwo” nr 7

W drugim tegorocznym wypadzie za granicę Nową Pasję wywiało ponownie do klimatycznej Wielkiej Brytanii. Tym razem jednak nie ubiegłoroczna Anglia a Szkocja stała się obiektem eksploracji 🙂 . W tej części Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii powstaje ogrom produkcji i scen filmowych. Szkocka tradycja i niebywała przyroda inspirowała do realizacji wielu dzieł, chociażby słynnego “Braveheart” Mela Gibsona. Nie ma się co za bardzo temu dziwić. Szkocja da się lubić. Mi osobiście Szkocja oddalona od zgiełku miast przypominała trochę Islandię. Sam Edynburg ciężko porównać do innego miasta. Jest po prostu wyjątkowy….

Dzień 1
Popołudniowy przylot do stolicy Szkocji wiązał się przede wszystkim ze znalezieniem hostelu, ogarnięciem mapek i zrobieniem planu na resztę dni. W tym mocno pomogła obsługa hotelowa, którą w większości stanowili Polacy. Szybko dowiedzieliśmy się co, gdzie i kiedy najlepiej zobaczyć. Okazało się, że nasze zakwaterowanie jest na jednej z główniejszych ulic miasta ze znakomitym połączeniem komunikacyjnym z lotniskiem, centrum i w zasadzie czymkolwiek gdzie się chciało jechać. Przez Princes Street (bo o tej ulicy mowa) przejeżdża większość pojazdów komunikacji miejskiej i pozamiejskiej Edynburga. Największą zaletą zakwaterowania na tej ulicy okazał się jednak ….. widok z okna. Widok wychodził idealnie na zamek na wzgórzu. Co więcej nocami zamek ten był podświetlany co dawało fantastyczny efekt. Mimo, że oprócz głównych zabytków Edynburg nie jest dobrze oświetlony to dało się już w pierwszy dzień odczuć magię tego miejsca. Niesamowite zabytki, kościoły, monumenty, “londyńskie” budki telefoniczne oraz piętrowe autobusy z rozległymi ogrodami w centrum miasta robiły wrażenie.

   

 

Dzień 2
Naszym celem było wzgórze Calton Hill. To miejsce naszpikowane jest zabytkowymi pomnikami i budowlami a ze szczytu rozprzestrzenia się widok na całe miasto. Panorama z tego miejsca ma 360 stopni i obejmuje zasięgiem wzroku kolejne fantastyczne, jeszcze większe pasmo wzniesień – Holyrood Park. To z kolei ogromny królewski park z kilkoma szczytami, jeziorami, urwiskami czy wąwozami. Największym wzniesieniem tego miejsca jest góra Artura. Występują tam jeszcze drobne ruiny – pozostałości opactwa Holyrood. W pobliżu parku zlokalizowany jest niezwykle malowniczo położony cmentarz z przepięknymi, zabytkowymi płytami. Cmentarz, którym można się zachwycić. Połączenie klimatycznych zabytków z niebanalną przyrodą Szkocji jest obłędne.

 

Dzień 3
Tego dnia była sobota. A w sobotę rano się biega na parkrunie 🙂 .Zatem przed kolejnym punktem turystycznym pojechaliśmy na przedmieścia Edynburga na start tutejszego biegu. Szkoci to jednak trochę leniuszki i parkrun zaczynają pół godziny później niż rozgrywany jest on w Polsce. Kilka minut przed startem tłumów jeszcze nie było, a finalnie zebrała się całkiem pokaźna pół tysięczna grupka biegaczy. Sama trasa bardzo płaska i bardzo łatwa. Podobna do tej z Gdyni. Biegnie się 2,5 kilometra bulwarem i nawrotka. Bardziej intrygowało jednak otoczenie tego miejsca. Bulwar bowiem przylegał do niemal wyschniętego wybrzeża zatoki od Morza Północnego.

Szkocja jak się okazało nie skończyła zadziwiać. Popołudniu wybraliśmy się do największego parku w obrzeżach Edynburga. Był to Pentland Hill. Miejsce. w którym mieliśmy nadzieję spotkać słynne, szkockie, “włochate” krowy. Tak też się zresztą stało i to z dużą nadwyżką, bo mieliśmy też przyjemność się spotkać z włochatymi bykami 🙂 . Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego, po za tym, że te zwierzęta żyją sobie w tym parku na wolności. Co jeszcze ciekawsze kucyki i małe koniki były odgrodzone od szlaków, którymi przemieszczali się ludzie a “włochate” byki i krowy nie 🙂 . Co prawda wyglądały całkiem przyjaźnie, ale bliskiego “selfika” z nimi nie ryzykowaliśmy 😛 . Jadąc tam mieliśmy głównie w planach zobaczyć te zwierzęta. Nie spodziewaliśmy się, że będzie w tym parku aż tak pięknie. Tak malownicze krajobrazy widziałem jedynie na Islandii, stąd to moje wcześniejsze porównanie. Szkocja tak samo zachwyca zabytkami w mieście, jak przyrodą w terenie. W tych wędrownych wypadach towarzyszyła nam także świetna pogoda. Co jeszcze bardziej upiększało widoki…

 

Dzień 4
Chociaż Islandia w mojej opinii nadal pozostaje na pierwszym miejscu jeśli chodzi o najładniejszy krajobraz, to w mieście przewagę ma Szkocja. Dopiero tego dnia na spokojnie był czas pozwiedzać centrum Edynburga. Wcześniej jedynie przejazdem albo nocą. Jest to stolica pełna zabytków i przyrody. Niemal na każdej ulicy jest jakaś zabytkowa wieżyczka, rzeźba, wybijająca się kamienica, kościół czy inna rzucająca się w oczy budowla. Zamek, pałac, teatry, muzea, galerie, jest wszystko.  Z drugiej strony są liczne parki, te małe i te duże. Są także niesamowicie bajkowe i urocze dzielnice, takie jak otoczone zielenią Dean Village leżące w dolinie rzeki. To dzielnica starych domów i mostów ze scenerią gotową na plan filmowy. Dalej wiodą leśne ścieżki wzdłuż rzeki, prowadzące do innych mostów i wodospadów. Bajka w realu.

 

Dzień 5
To już dzień wieczornego powrotu, ale jakże dobrze spożytkowany. To tego dnia zajrzeliśmy do szkockich galerii i muzeów. Szczególnie polecamy Muzeum Narodowe Szkocji. Jest ono darmowe, a spędzić tam można niemal cały dzień. Muzeum jest podzielone na wystawy tematyczne. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Jest Szkocja w przeszłości, Szkocja niepodległa, szkocka garderoba i kuchnia, sprawy techniczne, innowacyjne i nie tylko. Mnóstwo atrakcji. Największym powodzeniem cieszy się chyba sekcja techniczna bowiem można wypróbować wiele, ciekawych rzeczy samodzielnie. Dużo frajdy przynosi rozmowa z drugą osobą po kablach, generator fal morskich czy beczka elektryczna napędzana nogami 🙂 . Można się też przenieś w świat kierowcy formuły 1 albo kosmonauty.

 

Wielkie wrażenie po sobie zostawia także gmach i dziedziniec Uniwersytetu w Edynburgu. Typowa brytyjska cegła ze specyficznym klimatem i licznymi wieżyczkami. Uczyć się w takim budynku to trochę jak uczyć się w Hogwarcie 🙂 . Nie dziwi specjalnie też, że J.K. Rowling również inspirowała się szkocką architekturą tworząc swoje bestsellery. Na zakończenie wyjazdu trzeba było sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie ze Szkotem w kilcie i ze świadomością dobrze spędzonego czasu zmierzać ku lotnisku.

 

Dziękuję za cudownie spędzony czas w przepięknej Szkocji mojej dziewczynie Asi 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *