ISLANDIA – pierwsze państwo na liście NowejPasji.pl

Misję przemierzania świata pod szyldem NowejPasji.pl chciałem zacząć tylko w jednym miejscu. Od “szczytu” naszego globu, a dokładniej od najdalej wysuniętej na północ stolicy świata – Reykjawiku! Zresztą cały obszar Islandii choć nie równa się “arktycznością” z Grenlandią to jej południowe granice są bardziej wysunięte na północ aniżeli początki Grenlandii. Abstrahując zresztą od zależności geograficznych było to miejsce numer jeden ex aequo z Australią i Nową Zelandią, które chciałem odwiedzić. Zaczęliśmy więc na Islandii a dążyć będziemy do Nowej Zelandii, przez świat na wskroś 🙂 zwiedzając po drodze mnóstwo ciekawych miejsc.

Ale po kolei…..

Wylot miałem z lotniska Chopina w Warszawie do Keflaviku nieopodal Reykjaviku. Pierwsze wrażenie patrząc przez okno w samolocie przed lądowaniem – jestem na księżycu. Ogromne połacie wolnej przestrzeni pokrytej żwirem, kamieniami, mchem i trawą, inną niż nasza. Nieliczne drogi widziane z lotu ptaka były niemalże puste.

Po wylądowaniu tak pusto już wcale nie było. Lotnisko obsługiwało całkiem sporo lotów i pasażerów a droga z lotniska do centrum Keflaviku i dalej w stronę Reykjaviku całkiem ruchliwa. Zdając sobie sprawę z wysokich cen panujących na Islandii za transport oraz po długim locie pospiesznie ruszyłem pieszo kilka kilometrów do mojego pierwszego noclegu znajdującego się na krańcu Keflaviku, do hostelu Start. Już w trakcie mojej pierwszej pieszej wędrówki po Islandii doświadczyłem co to znaczy zmienna pogoda na Islandii. Słońce, wiatr i deszcz naprzemiennie, choć niezbyt uciążliwie, towarzyszyły mi w drodze. Tym sposobem utwardzonym poboczem ulicy i z widokami jak na powyższym zdjęciu doszedłem do hostelu. Hostel całkiem przyjemny, jak na Islandię niedrogi. Dużym plusem było dobre śniadanie i całodobowa świetnie wyposażona kuchnia dla gości. Samo miasteczko też przyjemne z fajnym wybrzeżem. Przy dobrej pogodzie widać piękne, zaśnieżone góry z oddali za wodami oraz część Reykjaviku.

skaliste wybrzeże Keflaviku
płaskie wybrzeże Keflaviku

Do Reykjawiku musiałem skorzystać już z busa, które są strasznie drogie na Islandii i w wersji taniej wyniosło mnie to około 100 zł za przejechane 40 kilometrów. Na szczęście w stolicy Islandii nie musiałem płacić za równie drogie noclegi bo przygarnęli mnie i ugościli dawni znajomi. W samym mieście czułem się nadzwyczaj swobodnie zważając, że jest to najdalej wysunięta na północ stolica świata na krańcu naszego kontynentu. Reykjawik okazał się w miarę normalną, europejską stolicą z kilkoma fajnymi miejscami. Była tam super nowoczesna sala koncertowa – Harpa, promenada z pięknym widokiem na zaśnieżone góry, kościół Hallgrímskirkja o niezwykłej konstrukcji i z tarasem widokowym na miasto i okolice a także Ratusz miejski ciekawie usytuowany przy wodzie z pokaźną gromadą kaczek, gęsi i łabędzi dookoła. Nie jest to miasto bardzo obszerne i z ogromną ilością atrakcji także 2 dni na Reykjawik w zupełności wystarczą. Tu zapoznasz się tylko z przedsmakiem tego co będzie Cię czekać po za tą jedyną dużą aglomeracją w tym kraju.

Reykjavik z wieży Hallgrímskirkja

Mnie najbardziej interesował następny punkt wyprawy – wyszukane wcześniej w internecie i upatrzone od razu Hveragerdi. Małe miasteczko zlokalizowane niecałe 40 km od Reykjawiku, położone w dolinie z licznymi źródłami geotermalnymi dookoła i termalną rzeką na końcu jednej z górskich tras. Od razu zainteresowałem się tym miejscem i najważniejszy cel wyprawy wykrystalizował się samoistnie – przejście górskiego szlaku nad Hveragerdi do Reykjadalur między źródłami geotermalnymi i gorącą parą unoszącą się nad źródłami a na końcu zażycie kąpieli w termalnej rzece. Tym samym po powiedzmy sobie europejskim klimacie Reykjawiku nastał czas na prawdziwą i dziką naturę Islandii. Dojazd ze stolicy do Hveragerdi nie zajmuje dłużej niż godzinę aczkolwiek trzeba uważać bo jest to trasa przebiegająca przez góry i niekiedy zamykana z powodu złych warunków atmosferycznych do jazdy. W marcu kiedy ja byłem na Islandii droga ta była w stanie podwyższonego ryzyka jednak przejezdna. Po dotarciu na miejsce miasteczko samo w sobie może nie porywa pięknem. Wiele porzuconych , zniszczonych samochodów, dużo warsztatów samochodowych, kilka sklepów, kawiarni i domostw ze szklarniami. Nic nadzwyczajnego dopóki nie wejdzie się na ścieżkę prowadzącą do doliny pary i dalej do miejsca kąpieli w Reykjadalur.

To tutaj kilkaset metrów nad miasteczkiem Hveragerdi otwiera się przed nami prawdziwe piękno wspaniałej islandzkiej natury.

 

Kontrast śniegu, zieleni, wody, wodospadów, gorących źródeł, roślin, wyziewów wulkanicznych, dymu i słońca – obłędnie wspaniały. Dodatkowego smaczku dodawało to, że nie był to okres turystyczny co sprawiało, że po wyjściu z miasteczka w stronę termalnej rzeki częściej spotykałem miejscowe zwierzęta aniżeli jakichkolwiek ludzi.

Nieocenione widoki zaśnieżonych gór pomiędzy, którymi leniwie płyną ciepłe potoki, wodospady a na zboczach dymiące się termalne źródła i gejzery. Do tego zmienna aczkolwiek przeważnie słoneczna pogoda, w zasadzie brak turystów i niewielu tubylców. Trasa z Hveragerdi do Reykjadalur to zdecydowanie miejsce , w którym można się poczuć jak w innym świecie. Piękno natury, które ciężko opisać słowami, uwiecznić na zdjęciach też trudno w sposób odzwierciedlający rzeczywistość w 100%.

To piękno tak wielkie, że zwala na kolana swoim ciężarem 🙂 

 Zbliżając się do podnóża właściwego szlaku prowadzącego przez góry do kąpieliska geotermalnego zaczęły się pojawiać pojedyncze osoby, które do samego podnóża szlaku podjeżdżały samochodami tracąc tym samym niektóre możliwości obcowania z naturą jeszcze przed bezpośrednim szlakiem. Właściwy szlak jest już ogrodzony i zamknięty dla jakiegokolwiek ruchu kołowego. Trzeba przyznać, że na Islandii (przynajmniej tu) dba się o środowisko po prostu nie ingerując za bardzo w jego naturę, stąd mało znaków czy udoskonaleń dla turystów. Czysta natura. Początek szlaku z racji przepływających wzdłuż ścieżki gorących wód oraz licznych małych gejzerów i źródełek, roztapiających śnieg i odsłaniających roślinność, wyglądał tak:

a dalej nie jest wcale gorzej 🙂 czym wyżej się szło tym mniej było odkrytej przyrody a więcej śniegu, niekiedy duże zaspy i momentami brak wydeptanych ścieżek spowodowane cyklicznymi opadami śniegu i brakiem tłumów w tym okresie, co sprawiało, że jeszcze bardziej można było zaprzyjaźnić się z islandzką naturą. Co prawda nie mam porównania jak by wyglądał też szlak latem ale cieszyłem się, że jestem w tym miejscu akurat w okresie takiego kontrastu zimna i ciepła bo jest to raczej rzadko spotykane zjawisko w innych miejscach. Wyobraź sobie, że pośród wielkich, zaśnieżonych gór wiją się spiralne szlaki turystyczne a dookoła znajdują się dymiące gejzery oraz gorące źródła i strumyki roztapiające wzdłuż siebie zalegający śnieg. odsłaniając różnoraką roślinność. Obraz wszystkich pór roku w jednym miejscu i czasie 🙂 już wtedy cieszyłem się, że jestem tu w marcu, kiedy jest bardzo mało ludzi za to bardzo duża różnorodność otoczenia, co było właściwie najpiękniejszym zjawiskiem na tym szlaku. Różnorodność i niezwykłość tego miejsca. Idąc ciągle pod górę zaczęła roztaczać się coraz piękniejsza panorama podnóża gór, zaś droga po której szedłem zaczęła być coraz bardziej zasypana śniegiem. Czym było wyżej tym rzadziej spotykałem dymiące źródła aż do momentu całkowitego zatracenia ich z oczu.

Idąc nadal przed siebie i próbując nie zgubić ścieżki w coraz większych zaspach śniegu natrafiłem na wysuniętą skałę ze stromym spadem, pod którą przepływała w korycie gór rzeka napędzana przez niesamowicie zachwycający, skalisty wodospad. Miejsce to było na tyle zachwycające i prawdopodobnie najbardziej zjawiskowe jakie do tej pory widziałem, że w tym miejscu postanowiłem po raz pierwszy w podróży wyciągnąć specjalnie przygotowaną pod takie okazje koszulkę NowejPasji. Tak też wykonałem historyczne, pierwsze zdjęcie z logiem projektu, który mam nadzieję będzie mi towarzyszył w bardzo wielu równie inspirujących podróżach i wydarzeniach 🙂 widok był na tyle zapierający dech w piersiach w tym miejscu, że nie byłem w stanie odzwierciedlić tego na zdjęciu.
zdjęcie z dalszej perspektywy i innego aparatu wyszło trochę atrakcyjniej, lecz także jakoś nierealnie. Choć to miejsce “nierealne” trochę było 🙂

Tutaj zatem, na szlaku z doliny dymu do kąpieliska geotermalnego na obrzeżach Hveragerdi, oficjalnie po raz pierwszy zadebiutowała koszulka projektu “NowaPasja.pl” 🙂 a ten widok i to uczucie towarzyszące na tej skale było doprawdy nowe i pasjonujące 😛 w ten dzień widziałem tyle pięknych rzeczy i widoków, że nie jestem przekonany czy był to najlepszy widok ale na tamten moment na tyle piorunujący, że właśnie to miejsce wybrałem na narodziny projektu NowaPasja.pl 🙂 a to była dopiero mniej więcej połowa drogi do celu tego dnia czyli kąpieli w gorącej, naturalnej rzece w otoczeniu zaśnieżonych islandzkich gór. Czym bliżej celu tym więcej bieli a rzadziej spotykane gejzery robiły niesamowity dysonans na tle białych połaci śniegu. Taka biała pokrywa bywała czasami zdradliwa. Krok w bok od wytyczonej ścieżki i człowiek po pas zalega w śniegu. A ścieżkę ciężko było niekiedy odnaleźć. To wytyczało się własne 🙂

W dalszej części obszar HOT 100℃ z ostrzegającymi tabliczkami. Góry, pełno śniegu, temperatura powietrza bliska zeru, arktyczny klimat i ….. ostrzeżenie przed naturalnym wrzątkiem wydobywającym się z ziemi. Niezwykłe uczucie nienormalności 🙂

Stąd blisko już było do celu i tu napotkałem na kilka osób co trochę sprowadziło mnie z powrotem na ziemię po długiej, odosobnionej wędrówce po tym “nierealnym” miejscu 🙂
Gdy dochodziłem do głównej atrakcji i zarazem celu tej wyprawy – gorącego potoku górskiego, w którym można zażyć zasłużonego relaksu po wspinaczce, załamała się lekko pogoda i zaczął po chwili padać grad . Co sprawiło kolejny fantastyczny kontrast bo oprócz kąpieli w ciepłym ponad 30 stopniowym kamienistym, górskim potoku pośrodku zaśnieżonych gór i zerowej temperatury, bonusem otrzymałem topiący się w strumieniu grad 🙂 po raz kolejny to miejsce zapewniło mi wspaniałego kontrastu.

Tutaj też ponownie doceniłem fakt, że jestem tu zimą. Nie jestem sobie w stanie nawet wyobrazić lepszej pory roku na taką kąpiel w naturalnej, górskiej termie niż przy padającym gradzie, niskiej temperaturze i w zasadzie mając to na wyłączność. Niczym nieskrępowany w samych kąpielówkach (przy okazji cenna rada aby zimą na Islandię zabierać kąpielówki bo to kraj niekonwencjonalny) relaksowałem się i odpoczywałem przed powrotem. Sama miejscówka nie jest aż tak bardzo urokliwa jak sceneria na szlaku, jednak możliwość wzięcia kąpieli pod szczytem gór w takich warunkach robi swoje. Cel został zatem osiągnięty i trzeba było się zacząć zbierać z powrotem. W tym momencie zrobiło się trochę mniej przyjemnie gdyż różnica pomiędzy temperaturą wody a powietrza wynosiła ponad 3o℃ a moje rzeczy zostały przysypane padającym gradem. Szybka akcja pt. ubrać się i lecimy dalej. W drodze powrotnej, która przebiegała w większości tę samą trasą towarzyszyła mi kominiarka i dodatkowe ubranie gdyż po zażytej kąpieli góry wydawały się o wiele mroźniejsze a i dymu było coraz więcej, który w zapachu nie był jakoś wyjątkowo przyjemny 🙂

Czas było wracać i poszukać swojego hotelu. A ciężko było sprecyzować ile to zajmie czasu a pogoda zaczynała być niepewna. Szlak górski ma ponad 3 km długości a dojście od podnóża szlaku do miasteczka kolejne 4-5 km, przynajmniej teoretycznie. To jednak nie odzwierciedla się za bardzo w czasie gdy człowieka wszystko dookoła zaskakuje i zadziwia, czas wędrówki przyjemnie i błogo mija, zaś dzień się szybko kończy. Liczne przerwy przy cudach natury strasznie wydłużają taką przechadzkę. A zachwyt i zdumienie czekają na każdym kroku.

“not bad”
bulgoczące “piekiełko”

 

 

 

Takich zjawisk jest tam co niemiara. I człowiek nie chce z takiego miejsca wychodzić. Jednak ma w zanadrzu jeszcze kilka dni, w których wie, że nudno nie będzie. Tym sposobem dziarskim krokiem w pełni usatysfakcjonowany wracałem do miasteczka.

 

 

 

 

Po drodze pomiędzy miasteczkiem Hveragerdi a szlakiem do kąpieliska termalnego jest usytuowane boisko piłkarskie i hala rekreacyjna. Niesamowicie ciekawe miejsce na tego typu obiekty. Do ciekawostki sportowej można zaliczyć także fakt, że na Islandii nie spotyka się wielu biegaczy a na szlaku górskim do Reykjadalur jako jedną z nielicznych osób spotkałem starszego Pana uprawiającego jogging na tym szlaku w krótkim ubraniu.

Po powrocie do miasteczka poszedłem do jedynej “galerii handlowej”, w której mieścił się najbardziej przystępny cenowo sklep z ogólnokrajowej sieci BONUS (ze świnką w logo) – coś na zasadzie odpowiednika naszej biedronki. Warte odnotowania jest także, że w tego typu sklepach za kasami stoją często darmowe ekspresy do kawy. Zaopatrzony w prowiant ruszyłem lekko za granice miasteczka, gdzie miałem zarezerwowany nocleg. Trzeba było iść wzdłuż drogi krajowej numer 1, oplatającej dookoła całą Islandię. Po drodze natrafiłem na znak informacyjny określający miejsce, które zrobiło dotychczas na mnie największe wrażenie za całokształt atrakcji.

#najlepsze

Wspomniany hotel Eldhestar okazał się klimatyczną noclegownią dla pasjonatów koni. Jest zbudowany w kształcie i klimacie ekskluzywnej, rozbudowanej stajni. Każdy pokój nosi nazwę, któregoś z koni z tej stajni wraz z przedstawioną charakterystyką. Pokoje mają wyjścia na tarasy/ogródki. Dodatkowo wspólna HOT TUBA z 42 stopniową wodą nie robiąca już jednak takiego wrażenia po skorzystaniu z jej naturalnego odpowiednika w górach.

Następnego dnia krótsza wyprawa w góry z innej strony ale również owocna w doznania. Tutaj już bez celu wędrówki, szedłem tam gdzie coś się działo, a dokładniej mówiąc dymiło 🙂

za tymi górami jest droga powrotna do Reykjawiku, zatem mega zadowolony wracam do stolicy Islandii

Miałem w stolicy jeszcze jeden dzień na zwiedzanie przed wylotem i przy lepszej pogodzie niż za pierwszym razem niespodziewanie dostrzegłem o wiele więcej wartości w tym mieście niż poprzednio. Będąc na Islandii nie zwraca się większej uwagi na budynki, choć i te są ciekawe (np. Hallgrímskirkja i Harpa). Islandia to kraj wielkiego kontrastu i przepięknej natury i raczej na tym się skupiają podróżni. W Reykjaviku najbardziej urzekła mnie zadbana promenada przy wybrzeżu z widokiem na czystą wodę i zaśnieżone, piękne góry.

Na pożegnanie ze stolicą Islandii natknąłem się jeszcze na inspirujący mural z przesłaniem
Generalnie jak można zauważyć nawet na zdjęciach Islandia to wielkie zróżnicowanie terenu, roślinności, pogody i architektury. Dzięki czemu ten kraj jest tak wspaniały i nieobliczalny.
To miejsce, na które trzeba poświecić na pewno więcej czasu niż niecały tydzień jak w moim przypadku. Starczyło to jednak do zwariowania na punkcie tej wyspy i postanowienia o powrocie na nią w przyszłości.

moc 🙂 ostatnie chwile przed wylotem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *