Kim są “Zające” w bieganiu?

Zając, inaczej Pacemaker, to osoba nadająca tempo biegu na określony czas końcowy (np. na złamanie 2 godzin w półmaratonie). Jej celem jest prowadzenie danej grupy zawodników utrzymując równe tempo od startu do mety gwarantujące minimalne złamanie czasu, na który dana grupa biegnie. Jest to w tym przypadku zając klasyczny, biegnący równym tempem cały bieg. Coraz częściej na zawodach spotykani są jednak zające biegnący lekko zmodyfikowanymi strategiami. Tym samym można spotkać zające, które biegną tzw. Positive Splitem, gdzie pierwsza połowa dystansu pokonywana jest szybciej niż druga. Mniej lub bardziej świadomie większość amatorów podchodzących do półmaratonu czy maratonu biegnie właśnie tę metodą. Powód jest banalny – mniej sił w drugiej części biegu. Dlatego mocno przydatne mogą okazać się zające pokonujące trasę tzw. Negative Splitem, czyli metodą odwrotną. Rozkładają oni bardziej siły na drugą część dystansu. Są to kwestie przeważnie kilkudziesięciu sekund różnicy pomiędzy połówkami dystansu. Często jednak, szczególnie dla amatorów, są to wartości “ratujące” bieg.

Dla kogoś kto debiutuje w zawodach, chce uzyskać wyznaczony rezultat lub nawet zrobić życiówkę – zaufanie do zająca jest całkiem spore. Oczywiście o ile w ogóle mu zaufa i będzie chciał z nim biec 🙂 Głównie z powodu właśnie “presji” na czyjś wynik na zającu ciąży pewna odpowiedzialność. Szczególnie jak grupa jest duża i jest sporo osób debiutujących. Jest wtedy większa nutka niepewności, ale ewentualna radość na mecie też jest większa. Przerabiałem to też w swojej grupie, ale o tym chwilkę później.

36 zająców na czasy od 1:30 do 2:10 – Poznań półmaraton 2019
wyposażenie zająca biegowego 🙂

Z racji, że zającowi ufa organizator oraz co najważniejsze inni biegacze, zającem nie może być pierwszy z brzegu biegacz. Potencjalny kandydat na Pacemakera (szczególnie w dużych biegach) musi wykazać się sporym doświadczeniem biegowym w niedalekim okresie czasu. Wyniki zająca z innych zawodów potwierdzają jego bieżącą kondycję fizyczną oraz udowadniają, że będzie w stanie prowadzić innych zawodników na dany czas z wystarczającym zapasem sił. Często się zdarza, że zające prowadzą swoje grupy na czasy znacznie wolniejsze od ich osobistych życiówek. U mnie, jak i u większości Pacemaker Team była to kwestia około 20-30 minut zapasu w półmaratonie. To gwarantuje spokojne prowadzenie grupy. Przy okazji można dopingować, motywować i rozmawiać ze swoją grupą, nie tracąc przy tym właściwego równego tempa.

Dla kogo pomocni są zające?

  • na pewno dla osób, które mają problem z utrzymaniem równego tempa.

  • które potrzebują motywacji i elementu rywalizacji. W grupie trudniej jest odpuścić, bo widzisz, że inni też walczą i biegną dalej.

  • nie każdy biegacz musi mieć zegarek z tempem, a ciężko bez tego utrzymać równy krok, szczególnie na dłuższym dystansie. Wówczas jego “zegarkiem” staje się zając.

  • niektórzy aby zapominać o zmęczeniu i bólu lubią sobie ucinać krótsze lub dłuższe pogawędki z zającami. Na wolniejszych czasach spotykani są wręcz zające – przewodnicy, którzy opowiadają o mijanych wzdłuż trasy biegu miejscach.

  • bieganie w grupie (a przy zającach na ogół jest sporo ludzi) zmniejsza np. opory powietrza.

Zając Team 🙂

pierwsza linia startu 🙂

Zalet biegania z zającami jest niewątpliwie wiele i sporo osób nie wyobraża sobie nie skorzystania z takiej okazji. Jedyny problem jaki nasuwa się do głowy to taki, że dookoła zająców jest po prostu gęsto. Szczególnie na mocno obsadzanych czasach jak 2 godziny w półmaratonie czy 4 godziny w maratonie. Są to tak zwane magiczne progi czasowe, gdzie zawsze ustawia się mnóstwo osób. Ścisk na trasie, a szczególnie po starcie, sprawia, że trzeba niejednokrotnie zwalniać, mijać innych biegaczy, często dochodzi do jakiś potknięć.

Uważać też trzeba z doborem odpowiedniego czasu. Zające trzymają się założonego z góry tempa i międzyczasów. Nawet najlepszy Pacemaker nie weźmie Cię na plecy i nie przebiegnie za Ciebie dystansu. Trzeba dobrze oszacować swoje możliwości i dopiero wtedy podpiąć się pod konkretnego zająca lub grupę zająców. Czym większy bieg tym grupa prowadząca na dany czas też się zwiększa. Czasami zające z jednego czasu dzielą się na mniejsze grupki aby rozładować ścisk. Jedna grupka może być trochę szybsza tzn. z zapasem czasowym, a druga biegnąca na tzw. styk.

Moje największe “zającowanie” :

  • to 12 Poznań półmaraton – jedna z największych imprez biegowych w Polsce na tym dystansie. Bieg ukończyło ponad 10 tysięcy osób a na trasie było aż 36 zająców na czasy od 1:30 do 2:10.

  • spora grupa biegaczy dołączyła do naszej 4 osobowej grupki zająców na czas 2:00 . Ciężko określić dokładnie ile osób biegło z nami bo były ich dziesiątki, w porywach setki. Z moich obserwacji w trakcie biegu wynika, że taka stała, stabilna grupa biegnąca z nami od startu do mety mogła liczyć około 30-40 osób. Reszta się lekko przetasowywała. W każdym razie tłoczno dookoła nas było cały czas.

  • warto wspomnieć, że zające często odróżniają się od pozostałych biegaczy specjalnymi koszulkami oraz balonikami lub husarskimi skrzydłami z wypisanym czasem, na który biegną. Ja miałem przyjemność w swoim debiucie jako zając biec z balonikami przed rokiem w Wągrowcu. Teraz w Poznaniu biegłem w husarskich skrzydłach. Żadna opcja nie przeszkadza jakoś znacząco w biegu.

  • dwumetrowe skrzydła husarskie są na tyle rzucające się w oczy, że jeszcze przed startem ludzie podchodzili do nas pytać się o dosłownie wszystko związanego z biegiem.

  • na starcie też było sporo rozmów bo starty odbywały się falowo. Czekając na swoją kolej poznaliśmy trochę naszą grupę. Staliśmy na samym początku naszego sektora, dzięki czemu ruszaliśmy z pierwszej linii niczym Kenijczycy. Jedynie z tą różnicą, że jakieś kilkanaście minut po nich 🙂

  • biegliśmy równo cały bieg, na międzyczasach na poszczególnych kilometrach mieliśmy leciutkie nadwyżki czasowe i o to chodziło.

  • w pewnym momencie w naszej grupie zaczęły się śpiewy chóralno-motywacyjne i trwały w zasadzie do ostatnich kilometrów.

  • biegnąc jako zając wolniejszym dla siebie tempem można dookoła zobaczyć o wiele więcej rzeczy, a atrakcji w ramach poznańskiego półmaratonu nie brakuje. Było jak zwykle mnóstwo kibiców, zespołów muzycznych, wymyślnych transparentów – generalnie atmosfera sportowego święta.

Cała droga sprawiała nam radość, jednak najwięcej miłych momentów dla Zająca jest zawsze na samej mecie, o ile się spisze 🙂 . Ludzie wówczas dziękują Tobie, że poprowadziłeś ich do nowej życiówki, dobrego wyniku lub udanego debiutu! Robią sobie z zającem wspólne foty i razem się cieszą z wyniku. Przy okazji tak dużego wydarzenia sportowego spotkało nas także dużo dobrych słów w internecie od biegaczy. Jeszcze tydzień po półmaratonie spływały pojedyncze podziękowania za bieg.

Dlaczego warto być zającem? Ano właśnie dla tej atmosfery, ludzi i życzliwych podziękowań na mecie. Wiadomo, że jednemu taka forma biegania przypasuje, drugiemu nie, ale do czego zawsze zachęcam trzeba próbować nowych rzeczy 🙂

ze sportowym pozdrowieniem
Michał Schlegel / TreningSportowy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *