Londyn, ANGLIA państwo nr 5

Londyn – miasto kolos, które pod wieloma względami (powierzchnia, populacja, aglomeracja) jest ścisłą europejską czołówką. Aglomeracja Londynu liczy kilkanaście milionów ludzi. Jest to miasto niezwykle rozwinięte turystycznie, przyciągające po kilkadziesiąt milionów turystów rocznie. Będąc tutaj pierwszy raz w 2009 roku z wycieczką szkolną miałem wrażenie, że to miasto nie ma końca. Najbardziej utkwiło mi wtedy w pamięci to, że będąc w tym mieście przez ponad tydzień nie widziałem żadnego stadionu, których w Londynie przecież nie brakuje. Zwiedzaliśmy wówczas bardziej muzea, galerie, sławne zabytki i inne obiekty. Teraz do Londynu przyleciałem z trochę innymi zamiarami – związanymi z mniej turystyczną stroną tego miasta. Żeby jednak nie było, tamten wypad wspominam bardzo dobrze, szczególnie pobyt w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud, gdzie można spotkać nie lada osobistości. Nieprzerwanie jest to dla mnie chyba najmilej wspominany pobyt w jakimkolwiek muzeum 🙂

2009 rok, ja z doradcą, który został niedawno zwolniony 🙂

Obecnie do Londynu wyruszyłem na 5 dniową podróż z postanowieniem poznania mniej turystycznego Londynu, wliczając w to objazd po londyńskich stadionach, zwiedzenie artystycznej dzielnicy Camden Town oraz udział w jubileuszowym biegu na 13 lecie istnienia ParkRun w kolebce tej inicjatywy w Bushy Parku na przedmieściach Londynu. Cele zostały osiągnięte, niektóre dodatkowo z miłymi niespodziankami. A wyglądało to wszystko mniej więcej tak:

1 dzień) przelot z Poznania na lotnisko Londyn-Stansted, niezawodnymi dla mnie tanimi przewoźnikami, tym razem Ryanairem. Lotnisko jest oddalone od centrum Londynu o dobre 60 km, dlatego najlepiej skorzystać z jakiegoś transferu lotniskowego. Z tym nie ma większego problemu. Ja wybrałem busa CityLink, który za 8 funtów zawozi podróżnych na stację King’s Cross/Pancras Station w samym sercu Londynu. King’s Cross to oczywiście legendarny dworzec i stacja, słynne z opowieści o Harrym Potterze. Można tutaj znaleźć słynny peron 9 i 3/4, do którego nadal próbują przedostać się zwykli ludzie 🙂 Jest też oczywiście magiczny sklep z różdżkami, pelerynami, kociołkami i innymi przymiotami czarodziejów. Popularność stacji King’s Cross trochę tłumi rozpoznawalność budynku sąsiedniej, międzynarodowej stacji kolejowej – St Pancras Station, ale to właśnie ta budowla przykuła moje spojrzenie na dłużej. Szczególnie od południowej strony budynek robi wrażenie.

St Pancras Station z zewnątrz od strony południowej – pierwsza rzecz, którą zobaczyłem po opuszczeniu busa. Lambo w bonusie 🙂

Reszta tego dnia upłynęła na rozpoznaniu okolicy, poszukaniu hostelu i nocnym wyjściu nad Tamizę. Swoją drogą pierwszy raz miałem wykupiony nocleg w pokoju wieloosobowym (12 osobowym), co ciekawe z czterema potrójnie piętrowymi łóżkami i powiem szczerze, że były to całkiem spokojne i normalne noclegi. Każde łóżko jest zaopatrzone we własne: zasłony, lampki i zasilanie (pamiętaj, że w Londynie mają inne wtyczki!), więc można całkiem fajnie i minimalistycznie się tam urządzić. Londyn do tanich miast nie należy, dlatego takie rozwiązanie jest godne rozważenia. Nocą wyszedłem jeszcze na miasto, przechadzając się głównie wzdłuż Tamizy. Jest tam wiele przyjemnych alejek po obu stronach rzeki z widokiem na twierdzę Tower of London czy Katedrę Św. Pawła oraz z bezpośrednim dostępem do najpopularniejszych londyńskich mostów: Tower Bridge, London Bridge i Millennium Bridge.

Tower of London i Tower Bridge nocą
Millennium Bridge z widokiem na Katedrę św. Pawła
Tamiza by night

2 dzień) to dzień przeznaczony na realizację moich, pierwszych celów turystycznych: Stamford Bridge, Craven Cottage oraz Emirates Stadium, czyli kolejno stadiony piłkarskie Chelsea, Fulham oraz Arsenalu. To były oczywiście poszczególne punkty docelowe, ale jak zwykle drogę urozmaicałem sobie jak tylko mogłem 🙂 W ten sposób najpierw zatłoczonymi ulicami miasta dotarłem do Hyde Parku, zielonych płuc centralnego Londynu, znanych chociażby z popularnego “speakers’ corner”, czyli miejsca swobodnego wygłaszania poglądów.Fajnie, że w tak obszernym i zaludnionym mieście znajduje się miejsce dla licznych parków, często z dodatkowymi atrakcjami w postaci akwenów i zwierząt. Niektóre z tych parków, jak Hyde Park, są całkiem pokaźnych rozmiarów.
Chociaż życie w Londynie jest drogie, a dla turystów najdroższe wydają się być zakwaterowanie i transport miejski to wiele londyńskich muzeów i wystaw jest darmowych. Na jedną z takich instytucji trafiłem nieopodal Hyde Parku. Jest to Muzeum Historii Naturalnej, dzielące się na tematyczne działy: botanika, paleontologia, zoologia i tym podobnych dziedzin. Tuż po jednym z wejść do środka, ukazuje się ciekawa konstrukcja ruchomych schodów, przenikających przez wnętrze ziemi. Dalej można zwiedzić tysiące eksponatów, zawierających galerie, odlewy, rekonstrukcje czy tematyczne kolekcje, dotyczące zwierząt, roślin i całej historii przyrody. W głównym holu znajduje się potężny odlew szkieletu dinozaura. Wśród sekcji dinozaurów można też podziwiać ruchomego i ryczącego dinozaura-robota. Dla miłośników historii naturalnej to miejsce jest niezbędnym punktem wycieczki po Londynie. Samo muzeum w środku jest bardzo nowoczesne i posiada wiele audiowizualnych rozwiązań. Procesy i zmiany zachodzące na ziemi są przedstawiane w sposób bardzo przystępny i interaktywny, co sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zainteresowanym powyższą tematyką może zlecieć tu nawet kilka godzin. Przy okazji wspomnę jeszcze o dwóch innych darmowych muzeach, które nawiedziłem “po drodze”, ale w inne dni zwiedzania. Było to V&A Museum of Childhood, które pomimo paru fajnych ekspozycji z zabawkami lub makietami nie jest zbyt zajmujące dla starszego towarzystwa. Trzecią galerią, do której zajrzałem była Tate Britain – muzeum sztuki brytyjskiej, prezentujące dzieła malarskie i rzeźbiarskie z przestrzeni ostatnich stuleci. Antyczne wnętrze galerii oraz ciekawa kompozycja dzieł sztuki przyciąga do siebie nie tylko turystów, ale także profesjonalnych i predysponujących artystów, którzy gromadnie zbierają się przed prototypami i odwzorowują je.

 

Moja wyprawa szła jednak dalej w nieznane i niebawem trafiłem na Stamford Bridge – jeden z najbardziej rozchwytywanych medialnie stadionów piłkarskich w Europie, znany głównie z wielu niezapomnianych pojedynków w piłkarskiej Lidze Mistrzów. Niestety na miejscu spotkało mnie całkiem spore rozczarowanie. Moim oczom ukazała się konstrukcja przypominająca luksusowy blok mieszkalny z różnymi lokalami użytkowymi na dole. Reszta obiektu przypominała z zewnątrz halę magazynową. Podsumowując jednym zdaniem, stojąc przed tą konstrukcją można mieć uzasadnione wątpliwości co do funkcjonowania tego obiektu jako stadionu sportowego. Przyjemnym aspektem była za to cała otoczka towarzysząca stadionowi z utrzymanymi, pokazowymi murami starego Stamford Bridge czy galerią sław Chelsea na czele. Lekko zawiedziony, ale niezrażony ruszyłem do pobliskiej dzielnicy Fulham, na której terenie znajduje się kolejny stadion, tym razem drużyny z Championship – Fulham F.C. Całe szczęście, że przemierzając w ten dzień Londyn w poszukiwaniu stadionów zwracałem też uwagę na inne rzeczy bo stadionami tego dnia bym się nie uraczył 🙂 Stadion Craven Cottage, choć przepięknie położony z jednej strony przy Tamizie a z dwóch innych stron otoczony parkiem też nie budził wielkiego zachwytu. W tym miejscu muszę jednak przyznać, że ten obudowany typowo angielską, czerwoną cegłą stadion na swój sposób oddawał brytyjski klimat kibicowski, znany z niektórych filmów. W każdym razie w przeciwieństwie do Stamford Bridge budził jakieś emocje. Generalnie ciągnąca się zabudowa szeregowa tej dzielnicy jest całkiem intrygująca. Podobnie jak niezliczona ilość zabytkowych kościołów na terenie Londynu.

zabudowa dzielnicy Fulham
Kościół St John’s, Notting Hill

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Trzymając się tego dnia stadionowej atmosfery postanowiłem na koniec zwiedzania odwiedzić jeszcze jeden stadion – słynne Emirates Stadium, na którym swoje mecze rozgrywa Arsenal Londyn. Szczęśliwie i zgodnie z dewizą “szukajcie a znajdziecie” trafiłem w końcu pod obiekt, który w 100 procentach na stadion wyglądał i był całkiem niezły. To chyba stało się już moim standardem, że fajne rzeczy odkrywam późną nocą 🙂

3 dzień) logistycznie zaplanowałem na zwiedzanie wschodniej części Londynu, ze stadionem olimpijskim na czele. Tam bowiem swoje mecze rozgrywa mój ulubiony angielski klub West Ham United. Zanim tam jednak doszedłem zachwycałem się nieustannie londyńską architekturą, niezliczonymi, piętrowymi autobusami oraz niepodrabialnymi, miejscowymi taksówkami. Nie zawodziły mnie też londyńskie murale, które niejednokrotnie głosiły jakąś jakże prostą, ale mądrą sentencję 🙂

mi już nie trzeba takich rzeczy powtarzać, więc ruszyłem śmiało dalej 🙂

Po drodze zahaczyłem o kolejny londyński park – Victoria Park. Miejscowe parki są niezwykle przestrzenne, z szerokimi alejkami, wieloma atrakcjami w postaci stawów, kanałów, fontann i innych tym podobnych upiększeń oraz licznymi wodnymi zwierzątkami. W tym parku spotkałem się pierwszy raz w życiu z może trywialną, ale jednak nową dla mnie sytuacją. Chodziło mianowicie o (nie)zwykłe mycie rąk 🙂 Nie było żadnego kranu, ani widocznej czujki. Była za to czarna dziura w ścianie, w której nic nie było widać. Gdy włożyło się do niej ręce, zaświeciło się zielone, laserowe światełko i poleciała pianka. Następnie krótka ciemność i światełko niebieskie z wodą. Na koniec kolor czerwony i nastąpiło osuszanie rąk. Z taką konstrukcją i mechanizmem mycia rąk jeszcze się nie spotkałem a widziałem już różne i dziwne rozwiązania 🙂 Z czystymi rękoma niebawem dotarłem do Olimpijskiego Parku im. Królowej Elżbiety, na którego terenie znajduje się Stadion Olimpijski, na co dzień użytkowany przez klub piłkarski West Ham United. Stadion powstał specjalnie na niedawne Igrzyska Olimpijskie w Londynie w 2012 roku i był główną areną, na której odbyła się ceremonia otwarcia oraz zamknięcia tych Igrzysk. Po Olimpiadzie postanowiono przekazać stadion klubowi West Ham United, jednakże zachował swoje wielofunkcyjne walory i nadal odbywają się na nim inne wydarzenia sportowe (np. tegoroczne mistrzostwa świata w lekkiej atletyce) i muzyczne. Był to w zasadzie jedyny stadion w Londynie, na którego obiekt chciałem wejść do środka, niestety tego dnia nie było takiej opcji, choć prawie udało się od “zaplecza” 😛 nic specjalnego się jednak nie stało ponieważ z własnego doświadczenia wiem, że stadiony najlepiej nawiedzać przy okazji meczu. Bez klimatu sportowego święta i emocji nie ma tych samych wrażeń. Przynajmniej wiem, że warto kiedyś tu jeszcze zajrzeć bo stadion z zewnątrz jest efektowny i zlokalizowany w pięknym, nowoczesnym parku z wieloma atrakcjami. Jedną z nich jest dosyć kontrowersyjna, aczkolwiek ciekawa konstrukcja – ArcelorMittal Orbit. Jest to ponad 100 metrowa wieża widokowa o niezwykłym kształcie, wybudowana z okazji Igrzysk. Niektórzy twierdzą, że to najwyższa rzeźba w Wielkiej Brytanii. Generalnie jest to “dzieło” trudne do zdefiniowania 🙂 od niedawna można też z tej konstrukcji zjechać zakręconą, bardzo długą zjeżdżalnią. Przed wybudowaniem całego kompleksu sportowo-rekreacyjnego ta część Londynu nie uchodziła za bezpieczną. Teraz jest to na pewno miejsce godne polecenia. Mieszanka niepospolitej architektury, sportowy klimat tego miejsca, piękna przyroda dookoła oraz wodne kanały oplatające Stadion Olimpijski jak twierdzę sprawiają naprawdę niezwykłe wrażenie.

ArcelorMittal Orbit “wieża Eiffla Londynu” 🙂
Stadion Olimpijski i klubowy stadion West Ham United

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pozostałą część dnia przeznaczyłem na to, od czego normalny turysta zacząłby zwiedzanie Londynu, czyli centrum miasta a w nim: Tower of London, kompleks Westminsterki z siedzibą Parlamentu i wieżą Big Ben na czele, Katedra św. Pawła, Pałac Buckingham czy London Eye. Kilka z tych miejsc było w remoncie co trochę traciło wizualnie na wartości, szczególnie otoczony rusztowaniami Big Ben. Są to jednak ikony Londynu, które zawsze prezentują się z typowo brytyjską klasą. Na mnie spośród tych ikon Londynu największe wrażenie zrobiło Opactwo Westminsterskie i Katedra św. Pawła a z mostów: Tower Bridge oraz Millennium Bridge. Zasadniczo uważam, że Londyn całościowo ma specyficzną i klimatyczną zabudowę, tak samo jak posiada niezwykły transport miejski 🙂 Nie przeszkadza nawet fakt, że miasto jest teraz w całkiem sporej “przebudowanie”. Widocznych jest teraz naprawdę sporo budowanych lub remontowanych obiektów i atrakcji turystycznych.

London Eye by Night

4 dzień) to zaplanowana misja biegowa na przedmieściach tzw. Wielkiego Londynu. W Bushy Parku w południowo-zachodniej części miasta odbywał się jubileusz 13 lecia istnienia globalnej inicjatywy ParkRun, w której regularnie uczestniczę w Polsce. To właśnie w tym parku 13 lat temu narodziła się ta koncepcja a dzisiaj rozrasta się z dnia na dzień na całym świecie i odbywa się już w ponad 1200 różnych lokalizacjach, przyciągając rzesze biegaczy i amatorów sportu. Najpiękniejsze jest jednak to, że wykupując bilety lotnicze do Londynu z zamiarem przebiegnięcia któregoś z londyńskich ParkRunów nie miałem pojęcia o tym jubileuszu. Szczęśliwie się złożyło, że akurat w tę sobotę taki jubileusz miał miejsce. To z kolei potwierdza regułę, że jak się samemu zrobi pierwszy krok i wyjdzie z jakąś inicjatywą mogą się dziać później fantastyczne rzeczy, a takie właśnie na mnie w Bushy Park czekały 🙂

Mając do Bushy Parku ponad 30 km ze swojej kwatery musiałem najpierw skorzystać z metra, a następnie z miejskiej kolei i wysiąść na stacji Teddington, skąd jest już tylko kilka minut pieszo do celu. Pierwsza rzecz po dotarciu do tego miejsca to rzucająca się przestrzeń parku i chodzące na wolności jelenie i daniele. Bushy Park to jeden z największych królewskich parków w Londynie. Zajmuje ponad 400 hektarów. Występują w nim po za zwierzętami, liczne stawy, kanały, aleje parkowe oraz pokaźna fontanna w centrum parku.

Przechodząc do samego biegu ogrom tego parku sprawia, że nie do końca ogarnia się ogromnej liczby uczestników. Oczywiście miałem świadomość, że jest to niespotykana w Polsce ilość. Przed biegiem zakładałem, że jest nas przed startem około 800 osób. Jak się po biegu okazało było nas niemal dwa razy więcej, a dokładnie 1465 sklasyfikowanych na mecie osób. Jest to drugim rekordem frekwencji na tej elitarnej trasie, do czego także się przyczyniłem 🙂 Abstrahując od fantastycznej liczby biegaczy, w oczy rzuca się także “jakość” biegaczy. Nie jest tam żadnym problemem znalezienie biegacza z koszulką 250 (co oznacza przebiegnięte minimum 250 ParkRun’ów). Co więcej natknąłem się także na Pana, który od dawna jest już w klubie ParkRun 500. Jak się później okazało takich osób biegło ze mną co najmniej kilka.  W powietrzu czuć było atmosferę biegowego święta. Po uroczystym wstępie nadszedł czas na jubileuszowy bieg ParkRun, a dla mnie dodatkowo pierwszy w życiu bieg zagraniczny z pomiarem czasu. Biorąc jednak pod uwagę moją incydentalną wizytę w tym miejscu w trakcie zwiedzania Londynu, biegłem w butach turystycznych i z obładowanym plecakiem. Swój bieg ukończyłem z czasem 22:40, zajmując 288 miejsce na 1465 uczestników. Mój wynik nie był specjalnie zachwycający, ale przeżycia związane z tym biegiem już owszem. Cieszę się bardzo, że mój debiut w zagranicznym biegu przypadł w tak pięknym i legendarnym dla biegaczy miejscu, dodatkowo w tych jubileuszowych i rekordowych okolicznościach. Najfajniejszym wyróżnikiem i niespodzianką były dla mnie jednak towarzyszące biegaczom wolno żyjące jelenie z całkiem pokaźnymi porożami 🙂

W transferze do i z parku korzystałem z londyńskiego metra i kolei miejskich. Miejscowe metro jest najstarszym na świecie. Nie to jednak jest najbardziej specyficzne na co dzień, a to, że często wagony pociągu nie są dopasowane do peronów. W efekcie na różnych stacjach są różnej wielkości luki pomiędzy peronami a wagonami. Czasami jest to kwestia nawet kilkudziesięciu centymetrów w poziomie, a innym razem kilkunastu w pionie. Jest to wynikiem wielu różnych operatorów w przeszłości, którzy zarządzali infrastrukturą kolejową pod własne potrzeby.
Wróciwszy do centrum trafiłem na sam koniec przemarszu kibiców z Wielkiej Brytanii, Polski i innych krajów, zjednoczonych przeciwko ekstremizmowi i terrorowi. Spotkałem wówczas wielu chłopaków z Polski, którzy uczestniczyli w marszu a byli z różnych miast i reprezentowali różne kluby. Uczestnicy marszu poskładali na moście Westminsterskim klubowe wieńce i w spokoju porozchodzili się w swoje strony.

wieńce klubowe na moście Westminsterskim. W tle remontowany budynek Parlamentu i Big Ben

5 dzień) dzień wyjazdu, ale z jeszcze bardzo ważnym punktem programu przed wylotem. Chodzi o prawdopodobnie najbardziej pokręconą i artystyczną dzielnicę Londynu, gdzie smoki chodzą po domach 🙂 Dzielnica ta to Camden Town i znajduje się na północy miasta, nieopodal stacji King’s Cross. Jest to miejsce niezwykle barwne i różnorodne, głównie za sprawą oryginalnych elewacji sklepowych oraz licznych, finezyjnych graffiti. To miejsce obowiązkowe dla turystów, którym nie wystarczają “surowe” zabytki 🙂 zresztą zdjęcia same to potwierdzą.

uprzedzałem, że smoki chodzą po domach 🙂




chyba moje ulubione dzieło tego zakątka Londynu 🙂

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *