Open post
morsowanie nocą

MORSOWANIE – co daje morsowanie? jak zacząć?

Obecnie w najlepsze trwa mój pierwszy sezon morsowania, czyli systematycznego zażywania zimnych kąpieli w otwartych i zewnętrznych akwenach. Wcześniej były to sporadyczne wejścia do jezior lub morza przed lub po sezonie letnim, gdy woda była co najwyżej chłodna. Latem praktykowałem też zimne prysznice, ale to zupełnie spontanicznie, i od czasu do czasu. Od listopada 2019 roku zacząłem swoje “poważne” morsowanie wcielać w życie, na stałe zapisując w terminarzu ten rodzaj aktywności. Niedzielne spotkania poznańskiej grupy PnB Morsy stały się obowiązkowym punktem mojego weekendu. Pomimo, że zima w tym sezonie (2019/2020) jest wyjątkowo łagodna (dla morsów znacznie za ciepła) to zdążyłem złapać już bakcyla, przyswoić trochę wiedzy i praktyki, jeśli chodzi o morsowanie. Miałem okazję morsować w nocy, za dnia, w słońcu, w deszczu, przy silnym wietrze i przy dużych falach. Niewątpliwie to moja kolejna “nowa pasja” 🙂 , w którą chciałbym się trochę bardziej zagłębić.

Co daje morsowanie?

  1. Zmniejsza stany zapalne. Dzięki temu pozytywnie wpływa na zapobieganie i leczenie już występujących urazów. Nawet w trakcie zawodów sportowych sztaby medyczne posługują się właśnie lodowymi obkładami lub sprayami do minimalizowania bólu zawodników.
  2. Przyspiesza regeneracje. Zmniejsza napięcia w ciele (rozluźnia mięśnie) oraz pozytywnie wpływa na wiele rodzajów obrzęków.
  3. Usprawnia układ krążenia. Krew wydajniej cyrkuluje po całym ciele, docierając do każdego miejsca w organiźmie.
  4. Podnosi odporność. Ciało się hartuje, będąc poddane niskiej temperaturze w wodzie i na powietrzu. Dlatego morsom nie straszna jest żadna zima.
  5. Odmładza skórę. Skóra staje się jędrniejsza i świeższa. Ciało szybciej pozbywa się toksyn. Często można spotkać “starszego” morsa, który nie wygląda na swój wiek.
  6. Spowalnia procesy starzenia. Badania przeprowadzane na ludziach i zwierzętach niejednokrotnie wykazują, że  w zimnie żyje się dłużej i ….. zdrowiej.
  7. Poprawia humor. Leczy stany depresyjne. Jest to spowodowane głównie wytwarzaniem się dopaminy, endorfin i adrenaliny, związanych z wejściem do zimnej wody. Nie widziałem jeszcze smutnego morsa wychodzącego z zimnej wody 🙂 .
  8. Sprzyja odchudzaniu. Ciało “ratując” się przed wychłodzeniem traci bardzo dużo energii. Morsowanie same w sobie nie zdziała cudów sylwetkowych, ale będzie bardzo dobrym wsparciem w tej kwestii.
  9. Zmniejsza liczbę zachorowań. Odpowiednie podejście do morsowania może sprawić, że bardzo rzadko będziemy chorzy albo nawet wcale.
  10. Korzyści dodatkowych jest jeszcze całe mnóstwo. Jest to jednak kwestia zależna od osoby i sytuacji. Do innych zalet morsowania można zaliczać: podkręcanie metabolizmu, wydajniejszy układ oddechowy czy zwiększona jasność umysłu.

Morsowanie, chociaż coraz bardziej popularne w Polsce, ciągle jest uważane za dosyć szaloną aktywność. W tym szaleństwie jest jednak metoda na zdrowie i radość 🙂 .

morsowanie

pierwsze morsowanie

MORSOWANIE – jak zacząć? przed wejściem do wody.

  1. ZDROWIE. Przede wszystkim trzeba być świadomym swojego stanu zdrowia. W tym temacie najlepiej skonsultować się z lekarzem, aby móc bez zbędnego ryzyka czerpać profity z morsowania. Chodzi tu głównie o wykluczenie poważniejszych chorób kardiologiczno – naczyniowych oraz innych przeciwwskazań typu borelioza.
  2. PRZYGOTOWANIE “NA SUCHO”. Dobrym i często praktykowanym przygotowaniem są zimne lub chłodne prysznice. Jest to sposób “domowy” i bezpieczniejszy, aby przygotować organizm do naprawdę zimnej wody. Spokojnie można zaczynać od bardzo krótkich sesji, po kilkanaście sekund.
  3. PRZYGOTOWANIE. Przed “prawdziwym” morsowaniem w zewnętrznych akwenach dobrze jest mieć wszystko przyszykowane. Dotyczy to rzeczy, które zabieramy ze sobą do wody (strój kąpielowy, ewentualnie buty neoprenowe lub klapki, czapka, rękawiczki) i które zostawiamy na brzegu (ręczniki, ciepłe ubranie). Kto w czym wchodzi do wody to już kwestia indywidualna. Tak naprawdę niezbędny jest tylko strój kąpielowy. Reszta to dodatki, utrzymujące więcej ciepła tam gdzie ono najszybciej uchodzi (dłonie, stopy, głowa).
  4. ROZGRZEWKA. Przed wejściem do zimnej wody dobrze zrobić porządną rozgrzewkę. Ważne aby się nie spocić, tylko rozgrzać. Chodzi o dotlenienie i rozruszanie organizmu oraz przygotowanie go do wysiłku. Wskazane tu będą pajacyki, przysiady czy różne wymachy.

MORSOWANIE – jak zachowywać się w wodzie?

  1. WEJŚCIE. Do samej wody wchodzimy powolnym, ale pewnym i zdecydowanym krokiem. Pierwsze zetknięcie z wodą może być mało przyjemne. Po chwili “szok” mija i sytuacja się normuje.
  2. ODDECH. Należy kontrolować oddech. Nie należy wstrzymywać oddechu, ani przesadnie się hiperwentylować. Oddech powinien być głęboki, miarowy, można zastosować delikatną hiperwentylację.
  3. GŁĘBOKOŚĆ. Optymalnie jest wchodzić do wody do granicy klatki piersiowej. Na początku może być trochę płycej, chociażby po pas. Nie trzeba głęboko wchodzić, można się po prostu lekko zanurzać. Jest to chociażby o tyle ważne, że niektórzy morsujący nie potrafią dobrze pływać. Nigdy nie wiadomo jaka “niespodzianka” czeka na nas na zewnętrznych akwenach. Doświadczone morsy zanurzają się niekiedy cali z głową, niektórzy też pływają. To jednak już trochę wyższy poziom wtajemniczenia 🙂 .
  4. CZAS. Nie siedź w wodzie na siłę i nie rywalizuj z nikim. Najlepiej nie mierzyć czasu w wodzie, tylko po wyjściu z niej. To nie zegarek powinien Ciebie wyciągać z wody a Twój rozsądek. Na czas spędzony w wodzie wpływa wiele czynników jak: zmęczenie, dyspozycja dnia czy pogoda. Na początku na pewno lepiej przebywać w wodzie znacznie krócej niż mogłoby się wytrzymać. Będzie Ci zimno, ale powinienieś się czuć dobrze, bez większych drgawek w trakcie morsowania.
  5. TOWARZYSTWO. Nie morsuj sam! A już na pewno nie rób tego za pierwszym razem, ponieważ nie wiesz jak Twój organizm się zachowa. Pomocna dłoń zawsze się przyda. W Polsce jest coraz więcej klubów morsowych oraz mniejszych grupek, które wspólnie morsują. Przyłącz się do nich!

MORSOWANIE – co dalej po kąpieli?

  1. WYJŚCIE. Nie uciekaj z wody, ani przesadnie się nie ociągaj. Zimny i mocny wiatr po morsowaniu może Cię bardzo niemile zaskoczyć. Dlatego spokojnym, ale pewnym krokiem podejdź do swoich ubrań i się ciepło ubierz. Możesz zrobić też krótką “rozgrzewkę po” morsowaniu, dla rozgrzania ciała.
  2. SYSTEMATYCZNOŚĆ. Jak z każdą aktywnością, dobrze by było gdyby morsowanie było praktykowane cyklicznie. Wystarczy raz w tygodniu (ja tak robię), można częściej lub rzadziej, ale bez popadania w skrajności, przynajmniej na początku.
morsowanie poznań
Morsowanie w Poznaniu nad Rusałką. Jestem jedyny bez czapki 🙂
nie morsuj sam
Nie morsuj sam 🙂

Osobiście zaczynałem morsowanie w czapce, kominie i rękawiczkach, z tygodnia na tydzień pozbywając się kolejnej rzeczy. Obecnie wchodzę do wody w samych kąpielówkach. Pogodziłem się z tym, że wchodzę do wody, aby było mi przez chwilę naprawdę zimno 🙂 . W sumie o to chodzi w tym wszystkim. U mnie najlepiej sprawdzają się wejścia około 5 minutowe. Jeśli dobrze i pewnie się czuję, niekiedy zanurzam się na sekundę pod wodę cały. Naprawdę trzeba uważać, aby nie przesadzić. Za pierwszym razem było mi nadspodziewanie dobrze w wodzie i siedziałem w niej zdecydowanie za długo. W konsekwencji moje stopy dochodziły kilka godzin do pełnej sprawności a przez 3 noce miałem problem z zaśnięciem, taki byłem pobudzony 🙂 . No cóż, człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach.

Morsowanie nie jest jednak niebezpieczne, o ile robi się to w odpowiedni i odpowiedzialny sposób. Ten chwilowy stresor / dyskomfort, jakim jest wystawienie się na zimną wodę daje odroczone zdrowotne korzyści w przyszłości. Trzeba tylko z tego umiejętnie korzystać. Mi osobiście morsowanie najbardziej pomaga w regeneracji i poczuciu rześkości. Czasami mam też wrażenie, że po prostu całe ciało lepiej funkcjonuje. Ale i tak wszyscy mamy źle w głowach, że morsujemy 🙂

morsowanie


Michał Schlegel / TreningSportowy.pl

Open post
zamek wyspa bornholm

Wyspa Bornholm (Dania) – raj dla aktywnych turystów?

Wyspa Bornholm jest często polecana jako raj dla turystów preferujących aktywne formy spędzania wolnego czasu. Szczególnie chwalą ją sobie turyści-rowerzyści. W związku z tym postanowiłem przeznaczyć jeden dzień na sprawdzenie tych informacji. Ze względu na mocno ograniczony czasowo i w zasadzie spontaniczny wyjazd na wyspę, nie zabrałem ze sobą jednak roweru. Ale bez obaw, co miałem zobaczyć, zobaczyłem 🙂 . Na wycieczkę poświęciłem tylko jeden dzień. Przy dobrym zorganizowaniu transportu jest się w stanie zwiedzić spory kawałek wyspy w bardzo krótkim czasie. Jedną z opcji, którą polecam jest rozpoczęcie podróży z samego rana z Kołobrzegu, skąd odpływa prom na wyspę Bornholm, a dokładnie do miejscowości Nexo. Rejs trwa około 4 godzin i w zależności od warunków pogodowych potrafi sam w sobie przysporzyć mniejsze lub większe atrakcje. Katamaran pasażerski Kołobrzeskiej Żeglugi Pasażerskiej daje jednak radę i nawet da się lubić za wystrój i atmosferę.

katamaran na wyspę Bornholm

Katamaran dopływa do portu w malutkiej miejscowości Nexo, skąd można wyruszyć w dalszą podróż po wyspie różnymi środkami transportu. Mając jednak jedynie 6 godzin do rejsu powrotnego, lepiej już wcześniej zapewnić sobie wycieczkę objazdową autokarem. Oczywiście, o ile ktoś chce (albo musi) wracać tego samego dnia. Kilka osób, które spotkałem na promie brały ze sobą rowery z planem przejechania całej wyspy, na spokojnie, w kilka dni.

Na miejscu szybko dało się zauważyć, że Bornholm to rzeczywiście raj dla aktywnych turystów, szczególnie rowerzystów. Mały ruch samochodowy, uprzejmi kierowcy, szerokie drogi, w tym gęsta sieć ścieżek rowerowych oplatających całą wyspę. Trasy wydają się wygodne i bezpieczne. Dużym plusem są niewielkie odległości pomiędzy miejscami wartymi zobaczenia.

Nexo —> Svaneke

Tak też płynnie i bardzo szybko przemieściliśmy się autokarem z Nexo do Svaneke. Jest to najmniejsze miasto w Danii, charakteryzujące się kolorowymi domkami z centralnym ryneczkiem, przy którym jest miejscowy browar, wytwórnia cukierków oraz niewielka huta szkła. Jak na tak niewielką osadę, całkiem sporo się tam dzieje. W pamięci zapadło mi jednak coś innego. Mianowicie miejscowa rozrywka tubylców polegająca na wpuszczaniu kur do klatki, której podłożem jest kratowana plansza z numerami od 1 do 100. Gra polega na tym, że zainteresowani przed wpuszczeniem kur do środka obstawiają, na którą kratkę najszybciej kura “narobi” 🙂 . Ot, taka ciekawa miejscowa zabawa i hazard 🙂 . 

 

gra planszowa bornholm

Svaneke —> Hammershus

Kolejnym ciekawym punktem zwiedzania jest Zamek w Hammershus (ten ze zdjęcia głównego). Zamek, a w zasadzie jego ruiny są jednymi z największych w Skandynawii. Całe to miejsce zlokalizowane jest przy klifowym wybrzeżu. Obchodząc ruiny zamku dookoła, a także chodząc po klifach idzie się trochę zmęczyć. Generalnie teren na Bornholmie jest różnorodny i wymagający minimum sprawności. Są tam spore wzniesienia, ale także długie pasma równin. Z każdej strony wyspy jest trochę inaczej, jeśli chodzi o specyfikację terenu. Wyspa w każdym razie jest naprawdę różnorodna i to jest w niej piękne. Na przestrzeni małych odległości można całkowicie zmienić krajobraz.

klify wyspa bornholm dania

Hammershus —> Olsker

Z zamku Hammershus podjechaliśmy do Olsker, gdzie znajduje się jeden z czterech bornholmskich kościołów rotundowych. Niepowtarzalna architektura tych budowli, a także legendy związane z tymi kościołami rozbudzają wyobraźnię zwiedzających.

kościół Olsker Bornholm

Olsker —> Nexo

Z tego miejsca zaczyna się droga powrotna do portu w Nexo. O ile wcześniejsza droga prowadziła bardziej po pagórkowatych trasach z widokiem na wybrzeże, klify i morze to droga powrotna przepełniona była płasko położonymi kompleksami leśnymi.

Od czasu do czasu przejeżdża się przez bardziej zamieszkałe skrawki wyspy Bornholm. Co ciekawe, mieszkańcy często przed swoimi domostwami wystawiają różne rarytasy bez żadnej opieki. Potencjalny przechodzień-kupiec biorąc towar ze stolika wrzuca pieniądze do specjalnej skrzyneczki. Tak się prowadzi lokalne biznesy na wyspie Bornholm 🙂 . W drodze powrotnej nadal przejeżdża się obok urokliwych, kolorowych domków, wiatraków i przeróżnej przyrody. Na Bornholmie mają bardzo luźny stosunek do traw i chwastów, uznając je za część natury. Taka postawa mieszkańców też przyczynia się do tego, że Bornholm uznawany jest za zieloną wyspę. Dla ukazania swojej “wyjątkowości” na Bornholmie można spotkać flagi Danii z zielonym, a nie białym krzyżem.

Czy wyspa Bornholm to raj dla aktywnych turystów?

Różnorodny teren na wyspie Bornholm oraz wygodne drogi sprawiają, że na stosunkowo niewielkiej wyspie (długość linii brzegowej to zaledwie 140 km) można spędzić bardzo przyjemnie i aktywnie czas. Nawet przy objazdówce autokarem czy samochodem i szybkim zwiedzaniu poszczególnych miejsc jest sporo chodzenia, szczególnie w rejonie klifów i zamku. Z przeprowadzonych rozmów i zaobserwowanej sytuacji na miejscu potwierdzić też mogę, że Bornholm jak najbardziej może być rajem dla rowerzystów. Po za przychylną infrastrukturą i pięknymi krajobrazami na pewno przyczynia się do tego także ciepły stosunek mieszkańców do turystów. Na wyspie życie biegnie spokojniej i jakby trochę wolniej niż u nas. Można to zauważyć nawet podczas w miarę napiętego planu jednodniowego zwiedzania. Wyspa Bornholm to na pewno dobra opcja na krótki urlop.

Przeważnie na koniec takiej szybkiej, intensywnej, ale treściwej wycieczki czeka jeszcze powrót promem. Co przy zachodzie słońca na pełnym morzu jest kolejną niemałą atrakcją.

zachód słońca na morzu

Myślę, że tak samo jak miało to miejsce w przypadku Islandii, Bornholm to kolejna wyspa, na którą trzeba będzie wrócić, ale z rowerem 🙂 . A ten czekał na mnie już w Kołobrzegu, skąd zachody słońca są równie piękne! Przypomniałem sobie przy okazji też moją wycieczkę rowerową sprzed dwóch lat wzdłuż całego polskiego wybrzeża: https://nowapasja.pl/rowerowe-szalenstwo/ . A teraz zachęcam gorąco do inspirowania się moim sportowym projektem TreningSportowy.pl !

zachód słońca rower

Szerokości na podróżniczych drogach 🙂
Michał