Open post

Spokój i rozwój w czasie Pandemii. Czy to możliwe?

W obliczu różnych chorób, kryzysów czy żywiołów poszczególne grupy ludzi są (w pewnych zakresach) ograniczone zewnętrznie. Nierzadko jednak zdarza się też, że ograniczamy się my sami. Co więcej odgradzamy się też od innych, i nie chodzi tu tylko o zachowanie bezpiecznych odległości od siebie w czasie pandemii. Ciekawe spostrzeżenia na ten temat ma dwóch przyjaciół, którzy tworzą wspólnie bloga https://www.theminimalists.com/ i podcasty z nim związane. W podcaście zatytułowanym “How to Live Through This” Joshua Fields Millburn i Ryan Nicodemus przedstawiają swój pogląd na życie w czasie pandemii.

PODCAST w PIGUŁCE:

POŻĄDANE ASPEKTY ZACHOWAŃ W CZASIE PANDEMII (według autorów):

  • Nie chodzi tylko o przetrwanie pandemii w domu. Można w tym czasie zrobić ogrom konstruktywnych rzeczy, także tych nowych dla samego siebie. Autorzy twierdzą, że czas ten jest dobry aby wyjść ze swojej strefy komfortu i nie obumierać wewnętrznie.
  • Większość ludzi musi zmieniać swoje życiowe plany, ale nie jest to powód do panikowania i popadania w depresje. Co więcej w tym czasie w swoim życiu można wiele zmienić na lepsze. Nie wykluczone jest też odnalezienie sobie ….. nowej pasji.
  • Nieocenieni w trudnych czasach są ludzie, którzy wykazują spokój i opanowanie, a także pozytywne nastawienie.

    ” kiedy zatłoczona uciekinierami łódź napotka sztorm lub piratów i każdy będzie spanikowany, wszyscy będą straceni. Jeśli choć jedna osoba zachowa spokój to wystarczy, aby pokazało to drogę do ocalenia” – to refleksyjna myśl, która padła w trakcie podcastu.

  • Podziękowanie pracownikom sklepu (apteki) za to, że są w tych trudnych czasach dla nas, wykonując swoją pracę – daje nadzieję na przyszłość im i nam wszystkim. W tłumie egoistycznie i chaotycznie działających ludzi jest to działanie niezwykle budujące.
  • Prospołeczne podejście do drugiego człowieka z życzliwością, opanowaniem i wdzięcznością podtrzymuje na duchu wszystkich dookoła.
  • Ludzie w przyjaznej atmosferze chętniej pomagają sobie wzajemnie, tworząc wspólnotę! Jeśli masz nadmiar jakiegoś produktu to podziel się z najbliższymi lub potrzebującymi.

    “Zanim kupisz 67 rolek papieru dla siebie, pomyśl o innych!”

NIEPOŻĄDANE ASPEKTY ZACHOWAŃ W CZASIE PANDEMII (według autorów):

  • Mało solidarnym zachowaniem jest gromadzenie jak największej ilości potrzebnych rzeczy tylko dla siebie. Nie twórzmy fortecy z papieru toaletowego czy jedzenia i nie odgradzajmy się w ten sposób od innych.
  • Najgorsze co można robić to panikować i reagować na tę panikę. Panika nakręca panikę. Dotyczy to zarówno mediów i jak życia społecznego.

Jakie Zmiany Nas Czekają?

Problem sprzedaży produktów i usług jest już aktualny, ale jeszcze bardziej się rozszerza. Co więcej nie wiadomo jak dużo firm nie otworzy się z powrotem po kryzysie gospodarczym. Powinniśmy być bardzo wdzięczni za to co mamy teraz, bo może za chwilę nam tego zabraknąć albo znacząco się zmienić. Niektóre rzeczy doceniamy dopiero po czasie. Trzeba być na to wszystko przygotowanym, ale żyć w miarę możliwości rozsądnie. Ciężko powiedzieć jak długo będą trwały zmiany w gospodarce i życiu codziennym ludzi. Autorzy przewidują czas od kilku tygodni do kilkunastu miesięcy. Tak naprawdę gotowym i elastycznym trzeba być na wszystko.

Dla wielu ludzi to czas nowych adaptacji w ekonomii, medycynie czy technologii.

Jak można wykorzystać okres w czasie pandemii?

  • To czas, który można wykorzystać naprawdę mądrze i twórczo!
    • zabierz się za czytanie zalegających książek na Twojej półce, na które wcześniej nie miałeś czasu
    • jeśli masz takie ambicje i chęci napisz własną książkę lub poradnik
    • uruchom własnego bloga albo naucz się jak to zrobić
    • nagraj swoje podcasty – tematyka nieskończona
    • naucz się nowych umiejętności: nauka gry na gitarze czy praktykowanie jogi
    • w produktywny sposób zapoznaj się z nowoczesnymi technologiami – to może okazać się bardzo przydatne w najbliższych czasach
  • Masz teraz prawdopodobnie więcej czasu – wykorzystaj to!
    • brak czasu to powszechna wymówka – teraz nie masz tej wymówki
    • możesz siedzieć na Netflixie całe dnie, ale co z tego będziesz miał?
    • spróbuj przynajmniej wykreować coś nowego
  • Uważaj na to co czytasz! Autorzy Podcastu zalecają bycie świadomym co dzieje się na świecie, ale nie wpadać w otchłań negatywnych informacji związanych z pandemią. Pojedyncze informacje (z rana lub wieczora) wystarczą. Natomiast ciągłe i przeważnie negatywne wiadomości “z ostatniej chwili” mogą Cię załamać. Mamy być jedynie poinformowani, a nie zatopieni w tych wiadomościach.

Ciekawostka Podcastu:

Może potrzebujemy jako ludzkość takiego resetu, takiego globalnego wyzwania? Może potrzebujemy odnalezienia się w nowej rzeczywistości i wyjścia po za strefę dotychczasowego komfortu?

Kiedy jak nie teraz zatrzymać się na chwilę, wraz z całym światem i przemyśleć wszystko od nowa?

Myśl Podcastu:

Minimalizm informacyjny (medialny), Maksymalizm twórczy (budujący)!

To nie czas na panikę, ale czujność oraz świadome i odpowiedzialne działanie! Rozsądnie dysponując tym czasem można nawet odnaleźć swoją …… nową pasję!

Materiał napisany na podstawie podcastu “How to Live Through This” – link TUTAJ!

Michał Schlegel / TreningSportowy.pl

Open post
malta do góry nogami

MALTA widziana do góry nogami – dosłownie!

Malta to małe, wyspiarskie państwo, o którym mówi się dużo i dobrze. Niemal afrykański klimat, środek morza Śródziemnego, europejskie standardy, angielski język. Do tego liczne zabytki i bujna przyroda. To wszystko zwabia turystów z całego świata. Sama Valetta, czyli stolica Malty to miasto reklamowane jako muzeum pod gołym niebem. Z ogromem zabytków na małej przestrzeni oraz najbardziej słoneczną aurą w Europie. Nie bez powodu jest zapisana na kartach światowego dziedzictwa UNESCO, a w 2018 roku została wybrana Europejską Stolicą Kultury. Lecąc tam spodziewałem się naprawdę wiele …… i się nie zawiodłem.

Jest tam wszystko: wspomniane słońce, ciepły klimat, pomocni ludzie, super architektura (np. Valetta, Mdina, Rabat) i cudowna przyroda (np. klify Dingli). Dodając do tego świąteczny wystrój i klimat wyspy, który panował tam w połowie grudnia, ciężko wyobrazić sobie lepsze warunki do zwiedzania. Od początku widząc co się dzieje i jak jest na miejscu postanowiliśmy zwiedzać Maltę na “czuja”. Chodziliśmy tam gdzie nas poniosło. Ponosiło nas wszędzie, bo wszędzie było coś atrakcyjnego, wszędzie się coś działo. Diabelski młyn, fontanna, mury miasta, port, wybrzeże, pałac, palmy, jarmarki, kościoły – wszystko to widziane z jednego miejsca. I to jeszcze od razu po wyjściu z autobusu z lotniska.

malta fontanna
pierwsze minuty Valetta

To jeden z tych wypadów, w których sam dokładnie nie wiem gdzie byłem, gdzie wchodziłem, ale mam wrażenie, że byłem wszędzie.

Malta urzekła mnie tak mocno, że nawet standardowe spacerowanie na nogach wydawało mi się zbyt normalne. Postanowiłem zatem “pozwiedzać” wyspę nie dość, że spontanicznie to jeszcze do góry nogami 🙂 .  

malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami

Nieważne gdzie się poszło czy na główny plac, przed pałac, przed kościół, na przypadkową uliczkę, do portu, wyjechało dalej na klify czy wybrzeże, wszędzie było po prostu pięknie!

Valetta to architektoniczne cudo, Sliema (tam mieliśmy nocleg) to kurort apartamentowo-rozrywkowy, Mdina i Rabat to także architektoniczne perełki w niesamowicie wysublimowanym klimacie, Dingli Cliffs to całe pasmo wspaniałych, skalistych klifów na południu wyspy. Centralna część wyspy, przez którą przejeżdżaliśmy też jest obfita w niebanalną zabudowę. Stosunkowo mała część wyspy jest pusta, pod tym kątem, aby była tam tylko ziemia czy zieleń.

Cała Malta wydaje się taką wybuchową mieszanką fajnych miejsc z Włoch, Francji, Turcji, Maroka czy Wielkiej Brytanii. O tym ostatnim państwie najbardziej przypominają specyficzne, czerwone budki telefoniczne, często spotykane na Malcie.

Malta budka telefoniczna

Malta chociaż jest małym państewkiem to wcale nie jest wszędzie tak blisko jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Głównie jest tak za sprawą mocno pofałdowanej i krętej linii brzegowej oraz pagórkowatych uliczek. Mimo, że teoretycznie wszędzie jest blisko, naprawdę jest tam co chodzić.

Na Malcie jest dobrze rozwinięta sieć publicznych autobusów, które w zasadzie jeżdżą wszędzie i w sporych ilościach, jednak niezbyt punktualnie i czasami mocno okrężnymi drogami. Na miejscu okazało się również, że na Malcie działają stacje rowerów miejskich, te same co np. w Poznaniu, czyli NextBike.

Jakby ktoś szukał na Malcie parku do Street Workout’u to jedyny jaki znalazłem był w Sliemie przy samym wybrzeżu. Malutki, ale zawsze 🙂

street workout malta sliema

VALETTA w różnych odsłonach:

malta kurort
valetta nocą
valetta nocą
valetta schody
pompka
valetta widok
malta widok

DINGLI CLIFFS w różnych odsłonach:

skok klify malta
łąweczka maltańska
klify zachód słońca malta

Malta to wyspa, na której byłem tylko kilka dni, ale gdzie nie pojechałem tam było wspaniale 🙂 Polecam wszystkim, szczególnie aktywnym podróżnikom.

Michał Schlegel / TreningSportowy.pl

Open post
korzyści treningu sportowego , spotykanie znanych ludzi, Adam Małysz

(Nie)oczywiste korzyści Treningu Sportowego!

Każdy z nas wie, że uprawianie sportu lub po prostu bycie aktywnym w codziennym życiu daje mnóstwo korzyści zdrowotnych. Większość ludzi dla tego powodu też trenuje. Niektórzy bo chcą, niektórzy bo muszą. Po za pożytkiem zdrowotnym jest też szereg innych zalet prowadzenia sportowego życia. Ostatnio coraz częściej zauważam korzyści treningu sportowego, także w aspekcie społecznym i psychicznym. Na początek przypomnimy sobie jednak te fundamentalne “oczywistości”.

Zdrowotne korzyści treningu sportowego:

1) Sylwetka (wygląd), którą sami tworzymy według swojego upodobania, wiedzy i możliwości, a nie według dzieła “przypadku”. Spalanie tkanki tłuszczowej, budowanie mięśni czy modelowanie ciała to mniej lub bardziej czasochłonny proces, wymagający minimalnej dyscypliny.

2) Lepsza kondycja (forma). Przekłada się na życie codzienne, w którym mniej się męczysz, poprawiasz swoją wydolność, masz większą odporność.

3) Z punktu medycznego obniżenie ciśnienia krwi, wydajniejsza praca serca i układu krwionośnego, a także zapobieganie chorobom cywilizacyjnym.

4) Sprawność ogólna. Jesteś w stanie więcej zrobić z własnym ciałem. Więcej Twoich mięśni, kości, stawów jest “pobudzonych” do życia.

korzyści sportu TreningSportowy.pl

 

Społeczne korzyści treningu sportowego:

1 ) Poznajesz znanych oraz inspirujących ludzi sportu i nie tylko. Tak, główne zdjęcie odnosi się właśnie do tego punktu. Na swojej sportowej ścieżce poznałem już wielu sportowców, ale jeszcze żadnego tak znanego jak Adam Małysz, w tak oryginalnym miejscu, jak środek powiatowej drogi, w otoczeniu pola rzepaku 🙂 . Miało to miejsce w ramach biegu Wings for Life.

2) Otaczasz się na co dzień ludźmi, którzy mają sportową pasję, podobną do Twojej. Spędzasz z nimi aktywnie czas, motywujecie się wzajemnie i robicie szybszy progres w fajnej atmosferze wsparcia i zdrowej rywalizacji.

3) Bierzesz udział w fajnych wydarzeniach i akcjach sportowych. Poznajesz mnóstwo nowych osób, polepszasz swój warsztat sportowy (umiejętności i wiedzę), a także nabywasz niezastąpione doświadczenie. Nie rzadko można też podpiąć się i wspomóc akcje charytatywne, przy okazji trochę się ruszając (#walczJasiu).

walcz Jasiu

wspólna zabawa korzyści treningu sportowego

korzyści Treningu Sportowego

 

Psychiczne korzyści treningu sportowego:

1 ) Dobre samopoczucie (psychiczne). Jest to mocno skorelowane z korzyściami zdrowotnymi. Rozładowanie negatywnych emocji, czystość myślenia i lepsze nastawienie do codziennych spraw pomoże naszej głowie zrobić porządek z napięciami i stresem.

2) Automotywacja do działania i satysfakcja, napędzana osiąganymi wynikami i efektami. Wypływają z tego też dodatkowe pokłady energii – chce Ci się po prostu więcej

3) Masz lepszy nastrój, praca mózgu jest bardziej twórcza a koncentracja wzmożona co sprawia, że Twoje horyzonty się poszerzają. 

4) Masz się w życiu czym zająć 🙂 Czy to w wolnych chwilach czy bardziej profesjonalnie. Pomaga to w uniknięciu wielu psychicznych przypadłości, jak choćby stanów depresyjnych. 

Amatorski sport to ogrom profitów zdrowotnych, społecznych i psychicznych. Nie sposób je wszystkie wymienić. Ważne jednak aby opierały się one na podstawowej wiedzy sportowej i dobrej zabawie 🙂

Wszystko o treningu sportowym, diecie i inspiracji znajdziesz na: TreningSportowy.pl – moim głównym projekcie sportowym! Gdzie w prosty i zrozumiały sposób wejdziesz w świat treningu 🙂

WWW: https://treningsportowy.pl/

Facebook: https://www.facebook.com/treningsportowy/

Instagram: https://www.instagram.com/treningsportowy.pl/

#pokonajlenia
Michał Schlegel

korzyści Treningu Sportowego

 

Open post

Miej Odwagę Zwyciężać!

Strach to często główny powód, który nie pozwala nam podjąć działania wymierzonego w określony cel. Boimy się niepowodzenia, odrzucenia, opinii innych oraz wchodzenia w coś nowego, nieznanego. Głównie to blokuje nas w realizacji własnych marzeń, ale potencjalnych powodów jest znacznie więcej. Jestem zbyt niski / wysoki, słabo / dobrze wykształcony, biedny / bogaty – wygodną wymówkę znajdziemy wszędzie. Przecież można powiedzieć, że jest się bogatym, dobrze wykształconym, więc po co robić coś WIĘCEJ ? Usprawiedliwień jest nieskończenie wiele. Mało kto się przyzna, że tak naprawdę boi się porażki lub …. sukcesu. Paradoksalnie to właśnie ewentualny sukces może nas paraliżować. Razem z nim pojawią się przecież nowe obowiązki m.in. wystąpienia przed tłumem ludzi czy zarządzanie jakimś większym projektem czy większymi pieniędzmi. Stając się osobą bardziej medialną trzeba będzie sobie poradzić z prasą, reflektorami a już na pewno z krytyką. Myśląc w kategoriach obawy przed tym wszystkim, powstrzymujemy się sami. Nie ogranicza nas wcale tak bardzo świat zewnętrzny i nasze cechy. Największym problemem są nasze myśli.

Bardzo przypadło mi do gustu rozbicie angielskiego słowa FEAR (strach, lęk) jako wyrażenia “False Evidence Appearing Real” – fałszywe dowody wyglądające na prawdziwe. Ten strach nie pozwala nam podejmować prób, przez co nie ruszamy się z miejsca. Strach często odbiera pewność siebie i sprawia, że jesteśmy przekonani o naszym mizernym przeznaczeniu. Jeśli on będzie wiodącą cechą w naszym życiu, nie odważymy się zwyciężać. Dopiero gdy zdamy sobie sprawę, że główne źródło strachu jest w nas, a szukanie zewnętrznych usprawiedliwień nie ma sensu – wówczas będzie mógł nastąpić przełom. Przełom polegajacy na realizacji swoich marzeń. O tym czy życie Cię niszczy czy wzmacnia decydujesz Ty sam.

Podjęcie działania często oznacza nowe problemy, ale czy to źle? Tylko ludzie na cmentarzu ich nie mają. PROBLEMY TO OZNAKA ŻYCIA ! Jeśli je masz to znaczy, że żyjesz i jesteś częścią tego świata. Co więcej rozwiązując problemy i potrafiąc się z nimi obchodzić stajemy się silniejszymi osobami. Ciężkie chwile często stwarzają nowe perspektywy. Można wówczas odbić się od przysłowiowego dna, a nie kurczowo trzymać się mielizny. Może to początek nowego (lepszego) rozdziału w życiu i szansa na zmianę? Trzeba na to patrzyć z dystansem. Każdy z nas ma jakieś problemy. Różnica tylko w tym, że są one bardziej lub mniej widoczne.

porażki dane są zwykłym ludziom po to, by uczynić ich ludźmi niezwykłymi

Ile jest świadectw zwykłych ludzi, którzy po jakimś przykrym incydencie w życiu stali się osobami niepełnosprawnymi, co paradoksalnie polepszyło ich życie w późniejszym czasie. Odnaleźli się oni w całkowicie innej dziedzinie, niż dotychczas.

człowiek ma w życiu albo wymówki, albo wyniki

Ludzie sami kreują swój wizerunek, niezależnie od zarobków, urody czy zdrowia, ale od tego jak sami się postrzegają. Esencją tego zagadnienia jest myśl Henry Forda

gdy myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, za każdym razem masz rację

Od Ciebie zależy czy jedna, dwie albo nawet pasmo porażek przerwie Twoją drogę do realizacji marzeń czy może każdy błąd będzie nauką i krokiem w przód do czegoś większego. Wyobraź sobie Thomasa Edisona, ponadczasowego wynalazcy, który popełniał tysiące nieudanych prób, zanim wynalazł żarówkę i stał się legendą. Dla niego to nie były porażki, lecz eksperymenty, z których wyciągał wnioski. Nie rezygnował po nieudanej próbie, wręcz przybliżał się do celu. Wiedział bowiem, że to nie działa, dlatego trzeba wypróbować coś innego. Problemy mogą nas zmusić do takich zmian do jakich by normalnie nie doszło. Nie podejmowanie prób/zmian to najprostsza i najpewniejsza droga do zapewnienia sobie porażki.

Każdy człowiek od urodzenia wyposażony jest w drogocenne bogactwo jakim jest mózg. Dobrze ukierunkowane komórki mózgowe doprowadzą nas dokąd tylko zechcemy. Trzeba mieć zatem w życiu cel albo kilka celów. Nasza świadomość decyduje “co” robimy, a podświadomość “jak” to robimy. Jeśli nie wprowadzimy tego “co” to podświadomość nie musi się męczyć szukając “jak”. Tym samym ciągle zostajemy w tym samym miejscu. Dlatego tak ważne jest zadanie sobie pytania, czego tak naprawdę chcesz. Jeszcze lepiej jest to sobie zapisać i wracać do tego co jakiś czas, jak do życiowego drogowskazu. Po za tym pisząc kreujesz myśli, cele, emocje. Zapisuj wiele celów bo mają one różne okresy “wylęgania”. Toteż jedne przyjdą (zrealizują się) szybciej, drugie wolniej. Wszystko ma swój czas. Gdy tylko zaczniesz osiągać swoje cele, ludzie przekonają się do czego jesteś zdolny i będą twierdzić, że jesteś wybitny, niezwykły i oryginalny. Niech Twoje wyniki i działania mówią za Ciebie.

Cele wyznaczamy sobie dobrowolnie, ale zobowiązująco. Dobrze byłoby mieć też jeden nadrzędny cel życia, do którego prowadzą pośrednio lub bezpośrednio cele cząstkowe. Na przykład życiowym celem Disneya było “czynić ludzi zadowolonymi i radosnymi”. Cel o nazwie “służenie ludziom” przeważnie jest celem do ostatniego dnia życia. Zanim odpowiemy sobie na pytanie co i jak chcemy robić warto zadać sobie pytanie dlaczego chcemy to robić. To jest wartość, która będzie nami przewodzić w trudnych momentach. Mając jasno określony cel, nie ma czasu na pierdoły, złe nawyki i negatywne myślenie. Brnie się po prostu do przodu. Skup umysł na celu. Dołóż ciężką pracę i sprawdź co się stanie. Wizualizuj swoje działanie / przyszłość – mózg pomoże Tobie osiągnąć cel. Wielkie marzenia nie kosztują więcej niż małe.

Świat, w którym żyjemy, jest kombinacją obrazów wytworzonych we wszystkich ludzkich umysłach

To od nas zależy jak postrzegamy nasze otoczenie. Jeśli źle będzie źle, jeśli dobrze tak też będzie. Pozytywne myślenie przyciąga ludzi, którzy również cenią sobie pozytywną, twórczą energię. Łącząc takie siły robi się fantastyczne rzeczy. Zatem zaprogramuj się pozytywnie i mów o tym głośno. Umysł jest w stanie osiągnąć wszystko, co potrafi wymyślić i w co potrafi uwierzyć. Nie analizuj wszystkiego. Działaj. Komplementuj też innych i podnoś ich na duchu.

Życie jest jak chodzenie po linie. Człowiek w każdej chwili może upaść, ale cały czas stara się iść naprzód, dążąc do swojego życiowego celu. Osiąga po drodze także cele cząstkowe. Jeśli nie potrafimy złapać równowagi życiowej to nie jesteśmy w stanie posuwać się dalej naprzód po linie życia. Problemy finansowe lub inne nie mogą nas wstrzymywać i zabierać mnóstwa czasu. Zawieszamy się wówczas na tej przysłowiowej linie życia i nie idziemy do przodu. Wyłącznie od nas zależy czy pójdziemy po linie życia dalej czy będziemy zwisać w jednym miejscu, aż lina się urwie. Nikt inny za nas życia nie przeżyje i nie podejmie decyzji co zrobimy z własną drogą.

sukces jest przeważnie zwieńczeniem procesu przezwyciężania porażek

Musisz uświadomić sobie, jaki element Twojego życia zakłóca równowagę i jak ten element zharmonizować z innymi. Każda droga zaczyna się od myśli, pomysłu, które trzeba wprowadzić w życie. Zapisuj pomysły bo zanikają. Skąd brać pomysły?  Ano najlepiej z codzienności i codziennych problemów. Rozpoznawalna na cały świat tabliczka samochodowa “Baby on Board” została wymyślona przez kobietę, która bała się o swoje dziecko w trakcie jazdy w samochodzie. W ten sposób komunikowała innym uczestnikom ruchu, że jedzie z nią dziecko. Patent przyjął się na szeroką skalę. Tak też może być z Twoim pomysłem, który możesz sprzedać do realizacji. Wykorzystuj w kreatywności codzienność, ciężkie sytuacje, problemy – wszystko. Aby coś było pożyteczne zadowolone powinny być wszystkie strony. Zasiej ziarno i bądź cierpliwy. Zrób coś dobrego dla świata. Odwdzięcz się za to, że na nim jesteś.

Na świecie jest mnóstwo gór, zostań królem jednej z nich i pomagaj innym. Znajdą się ludzie, których nie zainteresuje Twoja droga, ale będą też tacy, dla których Twoja droga będzie inspiracją. Będą tacy, którzy Cię wyśmieją, skrytykują, ale także Ci, którzy pomogą. Aby dojść do zwycięstw trzeba odnieść pasmo porażek, problemów, które w trudzie doprowadzą nas do wymarzonego miejsca. Do tego właśnie potrzebna jest odwaga zwyciężania.

Często jednak sami nie wiemy co jest tym naszym “wymarzonym miejscem”. Przydatne w tym zakresie może okazać się zadawanie sobie wielu pytań, typu: na co czekam? jaki mam talent? co chce mieć? co lubię robić? jaki mam atut? Warto w swoje rozważania wpleść także ćwiczenia fizyczne. Zintegruje to ciało i ducha, dając całościowe poczucie siebie. Nieocenione mogą okazać się zwykłe spacery, na których po za ruchem, chłoniesz wszystko na co patrzysz. Szukaj piękna, zachwytu. Ludzie, których spotykasz powinni działać na Ciebie inspirująco i ekscytująco. Bądź też taki dla innych. Poznawaj ludzi, stwarzaj sobie nowe możliwości. Prawo przyciągania mówi, że doświadczysz wszystkiego o czym myślisz wystarczająco długo i intensywnie. Wypadałoby jednak w tym kierunku jeszcze długo i intensywnie działać, nie tylko o tym myśleć.

To o czym myślimy i co dostarczamy swojemu umysłowi jest równie ważne jak to co dostarczamy swojemu żołądkowi w pokarmie. Skoro staramy się unikać śmieciowego jedzenia, dlaczego by nie unikać śmieciowych informacji? Gdy będziesz mieć ukierunkowaną drogę na cel, najlepiej taki, który służy ludzkości, nie będziesz przejmować się byle jakimi rzeczami. Skupisz się na swoim życiowym celu i przestaniesz się chaotycznie poruszać w gąszczu niepotrzebnych informacji. Filtruj odpowiednią wiedzę i wartości z książek, kursów, szkoleń, rozmów z ludźmi. Dziel się myślami, wiedzą, doświadczeniem.

Gdy ktoś jest w ciemności, niech zapali od Ciebie światło ze świeczki. Ty nic nie stracisz a płomień pójdzie dalej i rozświetli czyjeś życie.

Twój umysł jest najpotężniejszym narzędziem we wszechświecie. Wykorzystaj to zmieniając świat w lepsze miejsce. Podłącz się pod siłę wszechświata. Miej odwagę zwyciężać!

 

Open post

Jak zostać ULTRAmaratończykiem 100 km? moja historia!

Bieganie to aktywność fizyczna, o której jeszcze 3 lata temu wiedziałem naprawdę niewiele. Przypadkowo spotykani na ulicy ludzie, którzy uprawiali tę dyscyplinę sportu nie sprawiali na mnie wówczas żadnego wrażenia. Obojętny też byłem na jakiekolwiek zawody i wydarzenia biegowe. Nie obracałem się w biegowym świecie i byłem ignorantem w tej dziedzinie. Ultramaraton był dla mnie całkiem obcym zjawiskiem.

Mając jednak przez większość życia sporo wspólnego ze sportem postanowiłem spróbować czegoś nowego, wyjść w nieznane i sprawdzić swoje możliwości na innej płaszczyźnie sportu. Wybór padł wówczas właśnie na bieganie. Zaczynało się od kilkusetmetrowych przebieżek. Niejednokrotnie były momenty zawahania na trasie biegu jak i takiego zawahania, które podpowiadało aby zostać w domu. Na szczęście coś jednak pchało mnie do przodu. Pomimo licznych wątpliwości wynikających z nowego zajęcia w życiu, metodą małych kroczków dochodziłem do coraz to lepszych rezultatów. Nowa rzecz, którą było bieganie, zaczęła przynosić lepsze samopoczucie i wniosła sporo świeżości do dotychczasowej aktywności.
W tym czasie utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma się co bać nowych rzeczy. Co więcej mogą one sprawiać nam wielką radość i pozostać z nami na dłużej. Tak też w mojej głowie narodził się projekt NowaPasja.pl – coś nowego, coś pasjonującego. No i bieganie …….. wciągnęło. Pierwszy rok mojego biegania to debiut na półmaratonie i maratonie. Drugi rok to zdobycie korony półmaratonów. Trzeci rok to zdobycie korony maratonów + to „coś więcej” .

Tym „czymś więcej” był ultramaraton górski na dystansie 109 kilometrów. Impreza odbyła się na Górze Kamieńsk – sztucznie usypanym wzniesieniu, najwyższym tego typu w środkowej Polsce. Ultramaraton był rozgrywany pod hasłem „setka na stulecie” i bezpośrednio odnosił się do 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Regulaminowo zawody miały odbywać się na dystansie równo 100 km. Finalnie wyszło tych kilometrów około 109, na co składało się 10 pętli o dystansie 10,9 km każda. Trasa okalała Górę Kamieńsk dookoła i obejmowała wbiegnięcie na górę, a następnie zbiegnięcie drugą stroną do punktu start/meta. Będąc zachwycony organizacją imprezy i samym faktem bycia w tym miejscu i robienia „czegoś więcej” nie za bardzo przeszkadzał mi fakt nadrobienia kilku kilometrów więcej. Mimo, że łatwo nie było, co potwierdza raport z biegu. Na 48 śmiałków startujących na tym dystansie tylko 26 ukończyło pełen dystans. Każdy kto ukończył minimum 5 pętli po tym ciężkim terenie otrzymywał tytuł ultramaratończyka. Mi to jednak nie wystarczało.

Pojechałem tam z konkretnym celem, którym było ukończenie biegu na pełnym dystansie. Założyłem tak, chociaż przebiegnięcie ponad 50 km po górzystym terenie było już dla mnie sporym wyzwaniem i ogromnym sprawdzianem wytrzymałości a tytuł ultramaratończyka jednym z cenniejszych tytułów wypracowanych w życiu. Robiłem jednak swoje, krok po kroku dążąc do celu nie bacząc na przeszkody, których było sporo. Poczynając od samego dystansu i górskiego ukształtowania terenu, przez ciemność i chłód w nocy w pustym lesie, kończąc na zmaganiach fizycznych i psychicznych ze samym sobą. Z trasy biegu najbardziej pamiętam moment, w którym na przedostatniej pętli, mając już prawie 100 km w nogach, sam w kompletnej ciemności lasu (w którym żyją wilki i dziki) około godziny 2 nad ranem próbowałem napić się wody z bukłaka, który dosłownie zamarzł. W ferworze walki nie odczuwałem tak bardzo zimna i zaskoczyła mnie późniejsza informacja, że tej nocy temperatura schodziła nawet do -9 stopni Celsjusza.

Wątpliwości i problemów związanych ze startem w ultramaratonie było pełno. Był to dla mnie totalny debiut, jeśli chodzi o bieg powyżej dystansu maratońskiego (42, 195 km) oraz pierwsze zawody w życiu rozgrywane na takim sporym wzniesieniu (łącznie 2 500 metrów wzniesienia i taka sama długość zbiegów na przestrzeni 109 km). Jechałem tam z pozytywnym nastawieniem, ale z drugiej strony wiedziałem, że w górskich biegach długodystansowych jestem kompletnym amatorem. Okazało się jednak, że strach ma tylko wielkie oczy. Ukończyłem bieg w dobrym zdrowiu i formie, zajmując 18 miejsce na 48 startujących. Czas jaki zajęło mi pokonanie górskich 109 kilometrów to 17 godzin i 23 minuty. Oprócz ogromnej satysfakcji na mecie czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka. Okazało się również, że wygrałem swoją kategorię wiekową na ultramaratonie, do którego podchodziłem z pewnym dystansem i obawą. Przezwyciężając strach i własne słabości można dochodzić do wielkich rzeczy i spełniać swoje marzenia. Dla mnie 3 lata temu pokonanie bariery 100km biegiem było tylko marzeniem, teraz jest już fantastycznym wspomnieniem.

O tym biegu będę pamiętać długo z wielu powodów:
– był to mój pierwszy ULTRAmaraton
– pierwsze zawody na górzystym terenie
– wspaniała organizacja i fajni, szaleni ludzie
– niecodzienne zawody rozegrane w znacznej części w ciemności i w nocy
– nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w zawodach w których musiałem mieć wyposażenie obowiązkowe: czołówki, folie ogrzewające, komórka, bukłak, bandaż, kurtka wiatrochronna, specjalne buty z tzw. bieżnikiem i wiele innych rzeczy
– przełamanie magicznej bariery 100 km
– tytuł ultramaratończyka
– wygranie kategorii wiekowej M20
– patriotyczna koszulka techniczna oraz czapka o świetnym wykonaniu
– bardzo fajny: medal, dyplom i certyfikat
– osobisty puchar czekający w domu 🙂
– zrobienie „czegoś więcej”

Edit: i na tym wspomnienia się nie skończyły. Kilka dni temu dostałem list, który przypomniał mi o tej wspaniałej przygodzie. Było w nim piękne zdjęcie w samochodzie z fotoradaru 🙂

Open post

Edynburg, SZKOCJA – “państwo” nr 7

W drugim tegorocznym wypadzie za granicę Nową Pasję wywiało ponownie do klimatycznej Wielkiej Brytanii. Tym razem jednak nie ubiegłoroczna Anglia a Szkocja stała się obiektem eksploracji 🙂 . W tej części Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii powstaje ogrom produkcji i scen filmowych. Szkocka tradycja i niebywała przyroda inspirowała do realizacji wielu dzieł, chociażby słynnego “Braveheart” Mela Gibsona. Nie ma się co za bardzo temu dziwić. Szkocja da się lubić. Mi osobiście Szkocja oddalona od zgiełku miast przypominała trochę Islandię. Sam Edynburg ciężko porównać do innego miasta. Jest po prostu wyjątkowy….

Dzień 1
Popołudniowy przylot do stolicy Szkocji wiązał się przede wszystkim ze znalezieniem hostelu, ogarnięciem mapek i zrobieniem planu na resztę dni. W tym mocno pomogła obsługa hotelowa, którą w większości stanowili Polacy. Szybko dowiedzieliśmy się co, gdzie i kiedy najlepiej zobaczyć. Okazało się, że nasze zakwaterowanie jest na jednej z główniejszych ulic miasta ze znakomitym połączeniem komunikacyjnym z lotniskiem, centrum i w zasadzie czymkolwiek gdzie się chciało jechać. Przez Princes Street (bo o tej ulicy mowa) przejeżdża większość pojazdów komunikacji miejskiej i pozamiejskiej Edynburga. Największą zaletą zakwaterowania na tej ulicy okazał się jednak ….. widok z okna. Widok wychodził idealnie na zamek na wzgórzu. Co więcej nocami zamek ten był podświetlany co dawało fantastyczny efekt. Mimo, że oprócz głównych zabytków Edynburg nie jest dobrze oświetlony to dało się już w pierwszy dzień odczuć magię tego miejsca. Niesamowite zabytki, kościoły, monumenty, “londyńskie” budki telefoniczne oraz piętrowe autobusy z rozległymi ogrodami w centrum miasta robiły wrażenie.

   

 

Dzień 2
Naszym celem było wzgórze Calton Hill. To miejsce naszpikowane jest zabytkowymi pomnikami i budowlami a ze szczytu rozprzestrzenia się widok na całe miasto. Panorama z tego miejsca ma 360 stopni i obejmuje zasięgiem wzroku kolejne fantastyczne, jeszcze większe pasmo wzniesień – Holyrood Park. To z kolei ogromny królewski park z kilkoma szczytami, jeziorami, urwiskami czy wąwozami. Największym wzniesieniem tego miejsca jest góra Artura. Występują tam jeszcze drobne ruiny – pozostałości opactwa Holyrood. W pobliżu parku zlokalizowany jest niezwykle malowniczo położony cmentarz z przepięknymi, zabytkowymi płytami. Cmentarz, którym można się zachwycić. Połączenie klimatycznych zabytków z niebanalną przyrodą Szkocji jest obłędne.

 

Dzień 3
Tego dnia była sobota. A w sobotę rano się biega na parkrunie 🙂 .Zatem przed kolejnym punktem turystycznym pojechaliśmy na przedmieścia Edynburga na start tutejszego biegu. Szkoci to jednak trochę leniuszki i parkrun zaczynają pół godziny później niż rozgrywany jest on w Polsce. Kilka minut przed startem tłumów jeszcze nie było, a finalnie zebrała się całkiem pokaźna pół tysięczna grupka biegaczy. Sama trasa bardzo płaska i bardzo łatwa. Podobna do tej z Gdyni. Biegnie się 2,5 kilometra bulwarem i nawrotka. Bardziej intrygowało jednak otoczenie tego miejsca. Bulwar bowiem przylegał do niemal wyschniętego wybrzeża zatoki od Morza Północnego.

Szkocja jak się okazało nie skończyła zadziwiać. Popołudniu wybraliśmy się do największego parku w obrzeżach Edynburga. Był to Pentland Hill. Miejsce. w którym mieliśmy nadzieję spotkać słynne, szkockie, “włochate” krowy. Tak też się zresztą stało i to z dużą nadwyżką, bo mieliśmy też przyjemność się spotkać z włochatymi bykami 🙂 . Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego, po za tym, że te zwierzęta żyją sobie w tym parku na wolności. Co jeszcze ciekawsze kucyki i małe koniki były odgrodzone od szlaków, którymi przemieszczali się ludzie a “włochate” byki i krowy nie 🙂 . Co prawda wyglądały całkiem przyjaźnie, ale bliskiego “selfika” z nimi nie ryzykowaliśmy 😛 . Jadąc tam mieliśmy głównie w planach zobaczyć te zwierzęta. Nie spodziewaliśmy się, że będzie w tym parku aż tak pięknie. Tak malownicze krajobrazy widziałem jedynie na Islandii, stąd to moje wcześniejsze porównanie. Szkocja tak samo zachwyca zabytkami w mieście, jak przyrodą w terenie. W tych wędrownych wypadach towarzyszyła nam także świetna pogoda. Co jeszcze bardziej upiększało widoki…

 

Dzień 4
Chociaż Islandia w mojej opinii nadal pozostaje na pierwszym miejscu jeśli chodzi o najładniejszy krajobraz, to w mieście przewagę ma Szkocja. Dopiero tego dnia na spokojnie był czas pozwiedzać centrum Edynburga. Wcześniej jedynie przejazdem albo nocą. Jest to stolica pełna zabytków i przyrody. Niemal na każdej ulicy jest jakaś zabytkowa wieżyczka, rzeźba, wybijająca się kamienica, kościół czy inna rzucająca się w oczy budowla. Zamek, pałac, teatry, muzea, galerie, jest wszystko.  Z drugiej strony są liczne parki, te małe i te duże. Są także niesamowicie bajkowe i urocze dzielnice, takie jak otoczone zielenią Dean Village leżące w dolinie rzeki. To dzielnica starych domów i mostów ze scenerią gotową na plan filmowy. Dalej wiodą leśne ścieżki wzdłuż rzeki, prowadzące do innych mostów i wodospadów. Bajka w realu.

 

Dzień 5
To już dzień wieczornego powrotu, ale jakże dobrze spożytkowany. To tego dnia zajrzeliśmy do szkockich galerii i muzeów. Szczególnie polecamy Muzeum Narodowe Szkocji. Jest ono darmowe, a spędzić tam można niemal cały dzień. Muzeum jest podzielone na wystawy tematyczne. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. Jest Szkocja w przeszłości, Szkocja niepodległa, szkocka garderoba i kuchnia, sprawy techniczne, innowacyjne i nie tylko. Mnóstwo atrakcji. Największym powodzeniem cieszy się chyba sekcja techniczna bowiem można wypróbować wiele, ciekawych rzeczy samodzielnie. Dużo frajdy przynosi rozmowa z drugą osobą po kablach, generator fal morskich czy beczka elektryczna napędzana nogami 🙂 . Można się też przenieś w świat kierowcy formuły 1 albo kosmonauty.

 

Wielkie wrażenie po sobie zostawia także gmach i dziedziniec Uniwersytetu w Edynburgu. Typowa brytyjska cegła ze specyficznym klimatem i licznymi wieżyczkami. Uczyć się w takim budynku to trochę jak uczyć się w Hogwarcie 🙂 . Nie dziwi specjalnie też, że J.K. Rowling również inspirowała się szkocką architekturą tworząc swoje bestsellery. Na zakończenie wyjazdu trzeba było sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie ze Szkotem w kilcie i ze świadomością dobrze spędzonego czasu zmierzać ku lotnisku.

 

Dziękuję za cudownie spędzony czas w przepięknej Szkocji mojej dziewczynie Asi 🙂

 

 

Open post

Jak zrobić EUROTRIP w 1 dzień ?

Czy jest możliwe odwiedzić kilka europejskich państw i miast w 1 dzień? Czy jest możliwe zrobić to nie wyjeżdżając z Polski? Czy da się być w kilku najatrakcyjniejszych miastach Europy w promieniu kilkunastu kilometrów? i to w jednym województwie? Odpowiedź na wszystkie powyższe pytania brzmi – oczywiście, że tak 🙂 . Wszystko jest możliwe, jeśli się chce i troszeczkę się pokombinuje. Czasami jednak na niektóre sprawy trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka. Właśnie na taki nieco groteskowy EUROTRIP wybraliśmy się niedawno w ramach objazdówki turystycznej po pojezierzu wielkopolskim oraz pojezierzu kujawskim.

Pierwszą atrakcją turystyczną był Rzym. “Wieczne miasto” w troszeczkę mniejszym wydaniu od oryginału 🙂 . W kujawsko-pomorskim Rzymie mieszka nieco ponad 100 osób.

Po historycznym mieście, nadszedł czas na historyczne stworzenia. Tak trafiliśmy do Parku Dinozaurów ZAUROLANDIA w Rogowie, po drugiej stronie jeziora rogowskiego. Można tutaj spotkać kilkadziesiąt naturalnej wielkości dinozaurów i poznać ich historię. Znajduje się tu także wystawa skamieniałości z różnych epok geologicznych i całe mnóstwo pobocznych atrakcji m.in. labirynty, park linowy, kolejki elektryczne czy quady.

Idąc dalej tropem archeologicznych podróży trafiliśmy do Biskupina. To miejsce, w którym można poczuć klimat starożytnej osady, wraz z jej wszystkimi dobrodziejstwami.

Nieopodal Biskupina zlokalizowana jest inna turystycznie brzmiąca wieś z cyklu kujawski EUROTRIP. To Wenecja, której nadano taką nazwę po powrocie jednego z jej ówczesnych włodarzy z włoskiej i osławionej Wenecji. Polska wersja Wenecji nie jest tak efektowna jak włoska imienniczka, aczkolwiek posiada swoje atrakcje takie jak: Muzeum Kolei Wąskotorowej, ruiny zamku czy neogotycki kościół. Polską Wenecję zamieszkuje kilkaset osób.

A kilkanaście kilometrów dalej od Wenecji znajduje się ……… Paryż. Kolejna polska wieś, nazwana przez ówczesnego włodarza na cześć większego odpowiednika. Dzisiejsza wieś liczy sobie ponad 100 mieszkańców.

W drodze powrotnej z Kujaw do Poznania zahaczyliśmy jeszcze o jeden ciekawy przystanek …… Czechy.

Tym samym jednodniowy EUROTRIP został zrealizowany w 100%. Letnie dni są w miarę długie, więc można je bardzo przyjemnie pożytkować, łącząc przeróżne pasje i poszerzać swoje horyzonty. Nawet gdy są one z lekkim przymrużeniem oka 😉 .

Rzym, Wenecja, Paryż i Czechy w kilka godzin i w kilkadziesiąt kilometrów? wszystko jest możliwe 🙂