Open post
systematyczny trening maratończyk poznań

7 Sposobów na Systematyczny Trening

Bazując na często spotykanym problemie, dotyczącym braku konsekwencji i wytrwałości w treningu, wychodzę z 7 propozycjami jak można ten stan sprawnie, ale skutecznie zmienić. Zainspirowany swoim setnym parkrun’em (cyklicznym, cosobotnim biegiem na 5 km) będę opierał się przede wszystkim na świecie biegowym. Oczywiście przełożenie będzie to miało również na inne sporty. Co ciekawe, bieganie nie jest dla mnie sportem wiodącym, a to właśnie z nim często jestem kojarzony 🙂 . To zasługa właśnie poniższych sposobów na systematyczny trening.

 

7 Sposobów na Systematyczny Trening:

1) ZNALEZIENIE ODPOWIEDNIEJ DLA SIEBIE GRUPY SPORTOWEJ!

Niby banał, a jednak jakże pomocny. Poczujesz przynależność do grupy podobnych osób do siebie, z podobnymi wartościami i zainteresowaniami. Masz w kalendarzu zarezerwowany z góry czas na trening, wszak z grupą musisz się spotkać o danej godzinie, w konkretnym miejscu. To jak umówione spotkanie np. do lekarza. Tyle, że lepiej samemu zapobiegać chorobom ruszając się systematycznie.

W grupie spotkasz także osoby, które Cię zmotywują, pomogą lub nauczą nowych rzeczy. W grupie po prostu będzie Ci się bardziej chciało coś robić. Jest tu także ważny element zdrowej rywalizacji oraz drużynowego brania udziału w zawodach sportowych. Każda z tych rzeczy po trochu kilka lat temu doprowadziła mnie do poznańskiego klubu biegowego Maratończyk Poznań, w którym jestem do dzisiaj, rozwijając i bawiąc się wzajemnie. 🙂

systematyczny trening 100 parkrun

2) AKTYWNOŚĆ ZE ZNAJOMYMI

Podobne do punktu pierwszego, ale nie do końca. Tutaj możliwości są bardziej wszechstronne. Mając grupkę aktywnych osób można zrobić w zasadzie wszystko. Zaczynając od gier zespołowych, przez gimnastykę, siłownię, kajaki, długie wyprawy rowerowe, na bieganiu kończąc. Zalety są przybliżone do tych z grup sportowych: wspólnota, pomoc, wsparcie, wielostronna motywacja i inspiracja. Często w takich przypadkach sport uprawia się raźniej i odważniej. Buduje się także większe więzi między sobą.

3) POSZUKANIE MENTORA / TRENERA / INSPIRACJI

Osoby lub wydarzenia, które nam pomogą w odniesieniu określonego celu sportowego możemy szukać w zasadzie wszędzie. Internet, książki, szkolenia, warsztaty, social media – tam to znajdziemy. Z doświadczenia wiem, że nie zawsze trzeba szukać daleko, a czasami taka pomoc czeka tuż za rogiem, np. w sąsiedztwie lub właśnie w pobliskim klubie sportowym. Wiedza, doświadczenie, inspiracja czy praktyczne porady kompetentnych osób mogą zmienić całkowicie podejście do sportu i nie tylko. Tak w moim przypadku było między innymi z Street Workout’em. Poszedłem na pierwszy trening z ciekawości i na dobre się wciągnąłem.

sposób na systematyczny trening

4) USTALANIE CELÓW SPORTOWYCH

Jeśli nie wiemy pod jaki adres zmierzamy, ciężko nam będzie tam trafić. Naszym gps’em może być chociażby osoba/osoby z punktu 3, ale niekoniecznie. Dobrym rozwiązaniem jest posiadanie swojego planu drogi. Zaczynając przygodę z bieganiem założyłem sobie, że przebiegnę koronę półmaratonów i koronę maratonów, uwieńczając to ultramaratonem górskim. Tak też się stało. Po drodze oczywiście pytałem się nie raz o przysłowiową “drogę” do celu, ale to było jedynie wsparcie. Wiedziałem co chcę zrobić i do tego dążyłem. Można mieć marzenie, cel, wizualizację, pragnienie, wizje, cokolwiek, ale najważniejsze to …..

5) PODZIAŁ CELÓW NA POZIOMY / ETAPY

Jeśli mówimy tu o zdrowym podejściu do sprawy, każda przeciętna osoba, która nigdy nie biegała nie będzie zaczynać od ultramaratonu kończąc na wolnych marszobiegach. Tak się w sumie może właśnie skończyć w przypadku za wysokich przeciążeń organizmu, skutkujących długotrwałą rehabilitacją. Wniosek tutaj jest jeden – zaczynajmy systematyczny trening od indywidualnie dobranego poziomu. W systematyczności chodzi o to aby robić coś konsekwentnie, najlepiej progresując przy tym dystansem, ciężarem, liczbą powtórzeń czy serii. To trochę jak w grze, najpierw trzeba przejść pierwszy level aby móc zagrać w drugim. W bieganiu co prawda jest możliwe zaliczyć maraton, nie przebiegając nigdy wcześniej półmaratonu, ale w sumie i tak ten półmaraton trzeba przebiec w ramach tego maratonu 🙂 .  Wszystko ma swoje miejsce i czas.

6) PORÓWNYWANIE SIĘ DO SIEBIE Z WCZORAJ

Sporym błędem wielu ludzi uprawiających sport jest, że większą uwagę przykuwają do tego jak wyglądają na tle innych, aniżeli do siebie samego z np. poprzednich zawodów czy treningu. Nigdy nie będziesz mieć pewności czy Twój “obiekt odniesienia” trenuje na uczciwych zasadach i ile go to wszystko kosztuje. Możliwe, że dowiedziawszy się jak to wygląda u niego na co dzień wcale by to nie było już takie inspirujące i godne porównań. Patrz się na siebie i wymagaj od siebie. Nic tak nie motywuje do dalszej pracy jak własny postęp.

7) DOBRA ZABAWA!

Jeśli trening będzie dla Ciebie tylko i wyłącznie smutnym obowiązkiem to z systematycznym treningiem możesz mieć spory problem. Nawet jeśli sport to dla Ciebie kara, którą musisz wykonywać z powodów zdrowotnych, masz taki wachlarz różnych dyscyplin do wyboru, że na pewno znajdziesz coś dla siebie. Jakikolwiek ruch powodujący radość na Twojej twarzy będzie najlepszym sposobem na systematyczny trening!

systematyczny trening radość

#pokonajlenia

Michał / TreningSportowy.pl

Open post
korzyści treningu sportowego , spotykanie znanych ludzi, Adam Małysz

(Nie)oczywiste korzyści Treningu Sportowego!

Każdy z nas wie, że uprawianie sportu lub po prostu bycie aktywnym w codziennym życiu daje mnóstwo korzyści zdrowotnych. Większość ludzi dla tego powodu też trenuje. Niektórzy bo chcą, niektórzy bo muszą. Po za pożytkiem zdrowotnym jest też szereg innych zalet prowadzenia sportowego życia. Ostatnio coraz częściej zauważam korzyści treningu sportowego, także w aspekcie społecznym i psychicznym. Na początek przypomnimy sobie jednak te fundamentalne “oczywistości”.

Zdrowotne korzyści treningu sportowego:

1) Sylwetka (wygląd), którą sami tworzymy według swojego upodobania, wiedzy i możliwości, a nie według dzieła “przypadku”. Spalanie tkanki tłuszczowej, budowanie mięśni czy modelowanie ciała to mniej lub bardziej czasochłonny proces, wymagający minimalnej dyscypliny.

2) Lepsza kondycja (forma). Przekłada się na życie codzienne, w którym mniej się męczysz, poprawiasz swoją wydolność, masz większą odporność.

3) Z punktu medycznego obniżenie ciśnienia krwi, wydajniejsza praca serca i układu krwionośnego, a także zapobieganie chorobom cywilizacyjnym.

4) Sprawność ogólna. Jesteś w stanie więcej zrobić z własnym ciałem. Więcej Twoich mięśni, kości, stawów jest “pobudzonych” do życia.

korzyści sportu TreningSportowy.pl

 

Społeczne korzyści treningu sportowego:

1 ) Poznajesz znanych oraz inspirujących ludzi sportu i nie tylko. Tak, główne zdjęcie odnosi się właśnie do tego punktu. Na swojej sportowej ścieżce poznałem już wielu sportowców, ale jeszcze żadnego tak znanego jak Adam Małysz, w tak oryginalnym miejscu, jak środek powiatowej drogi, w otoczeniu pola rzepaku 🙂 . Miało to miejsce w ramach biegu Wings for Life.

2) Otaczasz się na co dzień ludźmi, którzy mają sportową pasję, podobną do Twojej. Spędzasz z nimi aktywnie czas, motywujecie się wzajemnie i robicie szybszy progres w fajnej atmosferze wsparcia i zdrowej rywalizacji.

3) Bierzesz udział w fajnych wydarzeniach i akcjach sportowych. Poznajesz mnóstwo nowych osób, polepszasz swój warsztat sportowy (umiejętności i wiedzę), a także nabywasz niezastąpione doświadczenie. Nie rzadko można też podpiąć się i wspomóc akcje charytatywne, przy okazji trochę się ruszając (#walczJasiu).

walcz Jasiu

wspólna zabawa korzyści treningu sportowego

korzyści Treningu Sportowego

 

Psychiczne korzyści treningu sportowego:

1 ) Dobre samopoczucie (psychiczne). Jest to mocno skorelowane z korzyściami zdrowotnymi. Rozładowanie negatywnych emocji, czystość myślenia i lepsze nastawienie do codziennych spraw pomoże naszej głowie zrobić porządek z napięciami i stresem.

2) Automotywacja do działania i satysfakcja, napędzana osiąganymi wynikami i efektami. Wypływają z tego też dodatkowe pokłady energii – chce Ci się po prostu więcej

3) Masz lepszy nastrój, praca mózgu jest bardziej twórcza a koncentracja wzmożona co sprawia, że Twoje horyzonty się poszerzają. 

4) Masz się w życiu czym zająć 🙂 Czy to w wolnych chwilach czy bardziej profesjonalnie. Pomaga to w uniknięciu wielu psychicznych przypadłości, jak choćby stanów depresyjnych. 

Amatorski sport to ogrom profitów zdrowotnych, społecznych i psychicznych. Nie sposób je wszystkie wymienić. Ważne jednak aby opierały się one na podstawowej wiedzy sportowej i dobrej zabawie 🙂

Wszystko o treningu sportowym, diecie i inspiracji znajdziesz na: TreningSportowy.pl – moim głównym projekcie sportowym! Gdzie w prosty i zrozumiały sposób wejdziesz w świat treningu 🙂

WWW: https://treningsportowy.pl/

Facebook: https://www.facebook.com/treningsportowy/

Instagram: https://www.instagram.com/treningsportowy.pl/

#pokonajlenia
Michał Schlegel

korzyści Treningu Sportowego

 

Open post

Trening Cardio czy Interwały? Podstawy

CARDIO czy INTERWAŁY?

Co lepsze? Który sposób spali więcej tłuszczu, który da lepsze efekty? To niezwykle często pojawiające się pytania. Dzisiaj ogarniemy ten temat krótko i konkretnie. Najpierw trzeba jednak zrozumieć jak te sposoby działają.

CARDIO:

– to praca w stałym (lub zbliżonym) tempie i umiarkowanym tętnie (najczęściej w przedziale 50% – 70% tętna maksymalnego)
– to w miarę łatwy i średnio intensywny trening, który spala tkankę tłuszczową w trakcie wysiłku (czas trwania przeważnie 30-60 minut)
– słabo działa na przyspieszenie metabolizmu i generalnie na zmiany “po treningowe”
– przeważnie wskazane jest na początek dla słabo wytrenowanych osób, ponieważ mniej męczy i jest bezpieczniejsze niż mocne interwały. Chociaż wszystko zależy od możliwości trenującego i intensywności tych ćwiczeń
– długotrwały i jednostajny wysiłek cardio przy wyższych “obrotach” powoduje często podwyższenie kortyzolu (hormonu stresu)
– przykładowe propozycje treningu cardio to spacery, marsze, truchtanie, bieganie, rower, orbitrek, ergometr itp.

INTERWAŁY:

– to przede wszystkim przeplatanie maksymalnej (lub dużej) intensywności z umiarkowaną (małą) intensywnością na treningu
– działają na zasadzie szybko/wolno/szybko/wolno, czyli według reguły praca/odpoczynek/praca/odpoczynek
– co do zasady to w miarę krótkie treningi (około 10-20 minutowe) charakteryzujące się dużą intensywnością
– można wprowadzać wiele różnych kombinacji interwałów w zależności od typu treningu i priorytetów (biegowy, siłowy, crossfitowy, itd.)
– interwały podkręcają metabolizm, co daje lepsze efekty także “po treningowo” np. w kwestii spalania tłuszczu czy kwestii sylwetkowych
– z tym rodzajem treningu lepiej poradzą sobie osoby już trochę aktywne fizycznie

WNIOSEK:

Jak to w sporcie bywa nie ma tutaj złotej reguły co jest jednoznacznie lepsze. Są to metody po prostu inne. Cardio wpływa bardziej na wydolność tlenową, z kolei Interwały w zależności od konkretnej specyfikacji na wydolność beztlenową i/lub tlenową. Wybór zależy oczywiście od indywidualnych możliwości oraz celów jakie chce się osiągnąć. Interwały wydają się dawać lepsze efekty i bardziej ukształtują sylwetkę. W większości przypadków nie stoi jednak nic na przeszkodzie aby połączyć oba sposoby w swoim planie treningowym. Każdy ma swoje preferencje i upodobania dotyczące ćwiczeń. To też jest ważne w kontekście wytrwania w rytmie treningowym. Coś co lubisz robić będziesz trenować po prostu chętniej i częściej. Osobiście preferuję i częściej ćwiczę interwały, ale cardio od czasu do czasu także wplatam w swój trening.

A Tobie co bardziej odpowiada CARDIO czy INTERWAŁY?
Jeśli chcesz więcej merytorycznej wiedzy dotyczącej treningu sportowego wpadaj na moją stronkę poświęconą w 100% temu zagadnieniu. Powyższy artykuł to przykład jednego z kilkunastu już merytorycznych maili wysyłanych do moich czytelników 🙂

Wejdź na TreningSportowy.pl , korzystaj z darmowych materiałów i  #pokonajlenia  🙂

Michał Schlegel

Open post

Ponad 1000 km rowerem w 5 dni

Wyprawa 1000 km rowerem była jednym z moich głównych celów na rok 2018 i jak się okazało jest to pierwszy tegoroczny cel wykonany w całości w ramach projektu NowaPasja.pl.
Co więcej, cel ten został zrealizowany ze sporą nadwyżką kilometrów, a także przy skróconej długości misji do 5 dni. Start i meta zaplanowane w rodzinnym Poznaniu,
a za “półmetek” obrałem sobie Zakopane, gdzie czekała za mną wyjątkowa dla mnie osoba, co jeszcze bardziej nakręcało mnie do żwawego przebierania nogami 🙂

Podział na poszczególne dni jazdy wyglądał następująco:
1) dzień pierwszy, trasa: Poznań -> Częstochowa
2) dzień drugi, trasa: Częstochowa -> Zakopane
3) dzień trzeci, trasa: Zakopane -> Katowice
4) dzień czwarty, trasa: Katowice -> Wrocław
5) dzień piąty, trasa: Wrocław -> Poznań

Przez pierwsze 2 dni wyprawy miałem kompana w podróży, natomiast po półmetku w Zakopanym trzeba było sobie radzić samemu 🙂
W Zakopanym był 1 dzień przerwy regeneracyjno – towarzyskiej, natomiast cała reszta wyprawy to całkiem spory kawał roboty do wykonania,
co według mojego smartwatcha ostatecznie wyniosło 1085.24 kilometrów. Myślę, że jest to w miarę rzetelne podliczenie, chociaż czasami zapomniało się zatrzymać zegarek
na przerwie albo nie włączyć po niej 😛 z moich “papierowych” obliczeń też jednak wychodził końcowy dystans w granicach 1100 km, więc osobiście uznaję dystans 1085.24 km za oficjalny 🙂


Na ten wynik złożyło się wspomniane 5 dni mocnego kręcenia pedałami:

 

Dzień 1: Poznań -> Częstochowa, 281.98 km

To było typowe rozpoczęcie przygody z “wysokiego C”. Mój dotychczasowy dzienny rekord wynosił 260 km z zeszłorocznej wyprawy rowerowej wzdłuż polskiego wybrzeża. Co więcej nie jestem przekonany co do tego czy w ostatnim czasie moje miesięczne kilometraże na rowerze po Poznaniu i okolicach przekraczały poziom 280 km, tak naprawdę szczerze w to wątpię 😛 ale projekt NowaPasja.pl powstał m.in. właśnie po to aby przesuwać swoje granice i kroczyć z fascynacją przez życie. Z czystej ciekawości i odrobiny szaleństwa postanowiłem przejechać trasę Poznań – Częstochowa w jeden dzień. Pamiętam jak kilka lat temu moja pierwsza, jakakolwiek dłuższa wyprawa rowerowa po za Poznań to była właśnie pielgrzymka rowerowa do Częstochowy, która trwała 4 dni. Przed tamtą wyprawą uważałem to za spore wyzwanie i trochę się obawiałem takiego dystansu, a teraz zrobiłem to nie w 4 dni a w 1! Dodatkowo wtedy jechała większa, zwarta grupa, samochód serwisowy, który wiózł nasze bagaże, ktoś inny zajmował się nawigacją itd. Teraz to wszystko trzeba było robić na własną rękę.

Autentycznie zaciekawiony co z tego wszystkiego będzie spotkałem się z moim kompanem podróży, który towarzyszył mi w ten pierwszy najdłuższy kilometrażowo dzień i przed godziną 4 rano wyruszyliśmy spod galerii Posnania zdobyć Jasną Górę w jeden dzień. Godzina wczesna, ale konieczna do wyruszenia gdyż nawet Google Maps podpowiadało, że rowerem pojedziemy tam około 14 godzin, a trzeba doliczyć też przerwy i postoje w ciekawych miejscach. Uwzględniając to wszystko założyliśmy, że około 20 godziny powinniśmy być na miejscu i tak też się stało. Zrobiliśmy trzy dłuższe postoje: w Jarocinie, w Kaliszu i w Wieluniu. Jechaliśmy po różnych nawierzchniach tak jak nam podpowiadał GPS rowerowy, i o ile jest to fajna opcja na wypoczynkowy i krajobrazowy wypad za miasto to przy misji 1000 km rowerem w 5 dni jest już opcją średnią i ryzykowną. Głównie dlatego, że niejednokrotnie prowadzi przez nieutwardzone, polne ścieżki co nie sprzyja rozwijaniu prędkości albo co gorsza drogi pokryte luźnym piaskiem czy tak dziurawe, że uniemożliwia rozwinięcie prędkości w ogóle. Taka wolna jazda po “wybojach” zresztą bardziej męczy aniżeli szybsza jazda po utwardzonej, prostej drodze. W ten dzień robiliśmy kilka modyfikacji trasy i zaliczyliśmy właśnie wiele takich “krajobrazowych” dróg, ale też sporo ścieżek rowerowych, dróg gminnych, powiatowych i krajowych. W sumie przy bardzo pięknej, słonecznej pogodzie przez cały dzień dojechaliśmy do tabliczki Częstochowa około 20 godziny tak jak zakładaliśmy. Dopiero sama Częstochowa przywitała nas burzą i ulewą 🙂 15 minut w samej Częstochowie w trakcie oberwania chmury wystarczyło abyśmy nie mieli suchej nitki na sobie 🙂

Tym sposobem pierwszy i zarazem najdłuższy etap podróży stał się faktem, wcale nie takim strasznym jak to się niektórym wydawało 😛 My zdążyliśmy jeszcze na Apel Jasnogórski a rzeczy już się suszyły w pokoju hotelowym na kolejny dzień podróży. A w sportowym CV można już dopisać nowy rekord długości trasy w jeden dzień na rowerze 🙂

       

 

Dzień 2: Częstochowa -> Zakopane, 234.12 km

Po najdłuższym dniu, nadszedł dzień najtrudniejszy. Kilometraż także spory i w większości pod górkę. Ale coś za coś – rozpoczęły się ciężkie podjazdy (często nachylenia 9 %), ale także super zjazdy i piękne widoki. Były też pewne nieoczekiwane problemy techniczne z bagażnikiem u kolegi, ale też w miarę sprawnie sobie z tym poradziliśmy. Tego dnia dłuższe przerwy były w Jaworznie i w Wadowicach, a także tam gdzie były problemy ze sprzętem na trasie. Tego dnia dojeżdżając do Zakopanego w późnych godzinach wieczornych można było doświadczyć wszystkiego 😛 pięknego zachodu słońca, lekkiej mżawki, lekkiej burzy, mgły, wiatru i pod koniec leśnej ciemności. W przeciągu ostatniej godziny przed Zakopanem pogoda była kapryśna 😛 ale i tak było wspaniale i pierwszy cel wyprawy, czyli trasa Poznań – Zakopane w 2 dni rowerem został przypieczętowany. Dzień odpoczynku na półmetku w Zakopanem i czas spędzony z moją dziewczyną, która była na miejscu, a następnie przygotowania na 3 dniowy powrót już samotnie, trochę dłuższą trasą.

 

Dzień 3: Zakopane -> Katowice, 181.36 km

Dzień odpoczynku trochę mnie rozleniwił, po drugie będąc w Zakopanem na rowerze trzeba było porobić sobie fotki na Krupówkach czy pod Wielką Krokwią, pożegnać się z dziewczyną i znajomymi, co sprawiło, że tego dnia z Zakopanego wyjechałem grubo po 11 godzinie. Miało być w ten dzień co prawda łatwo bo z “górki”, ale nie do końca tak było 😛 pierwsze utrudnienie to remont i korki na Zakopiance, którą chciałem sobie trochę nadrobić czas. Stojąc w korkach spotkałem jednak starego górala na rowerze, którego się spytałem o jakąś alternatywę szybkiego wyjazdu stąd. Zaproponował mi drogę wolniejszą, ale za to niesamowicie malowniczą, której nie będę żałował. Powiedział tylko, że trzeba podjechać pod górę jak “skurczybyk”, ale później już czekają na mnie bajeczne widoki. Nieświadomy tego o jak wielkich rozmiarach “górze” mówimy, zaufałem jemu i pojechałem jak powiedział. W trakcie wspinaczki pod górę, okazało się, że to wzniesienie, na którym nieraz problemy mają kolarze górscy w ramach Tour de Pologne. Mnie ta góra dobiła i jej szczyt zdobywałem prowadząc rower. Od razu przyszła mi do głowy taka myśl, że “jak stary Góral mówi do Ciebie, nizinny mieszczuchu, że góra jest jak skurczybyk to łatwo nie będzie” 😛 ale było tak jak powiedział, i za to mu niesamowicie dziękuję, że będzie ciężko, ale warto. Na szczycie owej góry znajduje się wioska Ząb, jedna z najwyżej położonych osad w całej Polsce i słynna za sprawą Kamila Stocha, który właśnie tutaj się wychowywał. Widoki z tego miejsca były obłędne. To wszystko dzięki spotkanemu przypadkowo góralowi bo inaczej pewnie cisnąłbym się Zakopianką w spalinach samochodów po równiejszej trasie szybkiego ruchu. Było przepięknie, ale było już też popołudnie a ja w zasadzie nie wyjechałem za daleko po za Zakopane 😛 wziąłem się zatem do roboty i przez wiele kilometrów nie robiłem żadnej przerwy nabijając kilometry do Katowic.

Po drodze spotykałem wielu kolarzy, jeden z nich wyjechał sobie na całodzienny wypadzik po górach i towarzyszył mi przez około 30 km. Czas uciekał szybko, ale było przyjemnie, piękne trasy, widoki, pomocni i wspierający ludzie. W tym wszystkim nie wiem nawet kiedy pobiłem swój kolejny rekord rowerowy 😛 tym razem rekord prędkości (przynajmniej taki oficjalny), który wyniósł 72 km/h. Nie jest to może demoniczna prędkość, ale nie posiadając hamulców tarczowych w rowerze, nie miałem ciśnienia na pobijanie rekordów prędkości, więc pobił się samowolnie 😛 po drodze, również przypadkowo napotykałem się na wiele ciekawych miejsc, np. największy w Polsce park rozrywki EnergyLandia w Zatorze. Tego dnia robiłem krótsze przerwy, właśnie w tego typu miejscach, dłuższe przerwy miałem bliżej Katowic, w Oświęcimiu i w Tychach. To był dzień najobfitszy w atrakcje na trasie 🙂

 

Dzień 4: Katowice -> Wrocław, 193.24 km

Późny przyjazd do Katowic dzień wcześniej spowodował, że przyspieszone, rowerowe zwiedzanie miasta i okolic trzeba było przełożyć na rano. Fotka pod Spodkiem, przejazd przez park śląski, fotka pod Stadionem Śląskim i generalnie wyjechanie z całej aglomeracji śląskiej także zabrało sporo czasu. Na ten dzień przewidziane były 3 większe postoje: w Strzelcach Opolskich, w Opolu i w Brzegu. Wszystko szło zgodnie z planem. W tym dniu wkradało się lekkie ogólne zmęczenie tą całą intensywną wyprawą, ale najbardziej dokuczliwy okazywał się wiatr, którym kompletnie się nie przejmowałem przed wyjazdem i w zasadzie przez pierwsze dwa dni wyprawy także. Okazuje się, że w Polsce wiatry są z reguły zachodnie, stąd też przez pierwsze dwa dni wiatr nie przeszkadzał, a w zasadzie pomagał. Teraz kiedy miało być już lżej bo z “górki” okazało się, że wiatr potrafi mocno dokuczyć rowerzyście. Dochodziło momentami do tak absurdalnych zjawisk, że nie pedałując ledwo zjeżdżałem z górek przy mocniejszym wietrze 😛 wiatr w drodze powrotnej do domu nie był moim sprzymierzeńcem, ale w ten dzień przechodził samego siebie 😛 natomiast bardzo miło z tego dnia będę wspominał drogę krajową nr 94 prowadzącą z granic województwa Śląskiego i Opolskiego do samego Opola. Ponad 50 km szerokiego pobocza z pięknym asfaltem. W zasadzie miałem autostradę rowerową tylko dla siebie 🙂

 

Dzień 5: Wrocław -> Poznań, 194.54 km

Poranek we Wrocławiu podobny do tego z Katowic, czyli szybka rowerowa objazdówka po mieście, zahaczenie o starówkę i SkyTower i jak najszybszy wyjazd z miasta. Zaplanowane dłuższe postoje: w Trzebnicy, w Gostyniu i w Śremie. W ten dzień mimo nie najdłuższej i nizinnej już trasy postoi było więcej albowiem każdy kto trochę więcej jeździ rowerem wie, że czasami samo siedzenie na siodełku sprawia ból 😛 na szczęście żadnych kondycyjnych i mięśniowych problemów nie było, rower też się spisywał znakomicie, więc trzeba było walczyć jedynie z wiatrem, upałem i sfinalizować wyprawę w Poznaniu 🙂 tak mi się już spieszyło do domu, że w pewnym momencie zjechałem z bocznych utwardzonych dróg i chciałem trochę sobie skrócić trasę w okolicach Doliny Baryczy i jak w większości takich kombinacji ……. utknąłem w piasku lepszym niż nad polskim morzem 😛 wydostawszy się już z takiej nawierzchni trzymałem się już tylko dróg asfaltowych i połykałem kolejne kilometry najpierw docierając do tabliczki Wielkopolska, przejeżdżając przez kolejne coraz lepiej znane mi miasta: Gostyń, Śrem, Kórnik i w końcu przez Czapury dojeżdżając do upragnionej tabliczki Poznań – zamykając klamrą moją najdłuższą w życiu wyprawę rowerową 🙂

 

Dziękuję wszystkim za wsparcie, dobre słowo, koledze Pawłowi za towarzystwo przez pierwsze 2 dni wyprawy, na pewno nie będzie to ostatnia taka wyprawa w ramach NowaPasja.pl 🙂

Cel: 1000 km rowerem – ZALICZONE 🙂

Dedykuję tę eskapadę mojej wspaniałej dziewczynie Asi 🙂