Open post
san siro mediolan

Mediolan – ekspresowe zwiedzanie miasta!

Do Mediolanu wpadłem tylko na dwa dni. Miałem opóźniony lot, a także mocno oddalony od centrum hostel. Moje sportowe cele związane z tym miastem, czyli przede wszystkim zaliczenie mediolańskiego parkrun’u oraz zobaczenie stadionu San Siro też nie były zlokalizowane blisko siebie. Wypad zapowiadał się bardzo intensywnie i taki też był. Na tej podstawie przedstawię czy warto wbiec tu na chwilę czy na Mediolan trzeba poświęcić jednak więcej czasu. Nie mając w zanadrzu zbyt wiele czasu od razu przystąpiłem do zwiedzania, zaczynając od klasyki.

Wśród rekomendowanych atrakcji w Mediolanie najczęściej spotkamy się z hasłem katedry Duomo oraz galerii Wiktora Emanuela II. Mogę z całą pewnością potwierdzić, że są to obiekty, które koniecznie trzeba zobaczyć. Oba znajdują się obok siebie na placu Piazza Duomo w samym centrum miasta.

Katedra Duomo di Milano to jedna z najpiękniejszych budowli sakralnych jakie widziałem na własne oczy. Wykonana w całości z przeróżnych zdobień, z uwagą o każdy detal robi niesamowite wrażenie za dnia i nocą. Szczególnie nocą, jeśli wyjdzie się ze stacji metra na samym środku placu na jej wprost. 

 

mediolan katedra nocą
duomo mediolan
katedra mediolan
drzwi katedry Duomo

W najbliższym sąsiedztwie mediolańskiej katedry znajduje się słynna galeria Wiktora Emanuela II. Uznawana za jedną z najpiękniejszych galerii świata, naprawdę robi takie wrażenie. Wspaniałe mozaiki, marmury i freski czy olbrzymie, oszklone kopuły robią potężne wrażenie. W galerii znajdują się przede wszystkim butiki najbardziej ekskluzywnych marek odzieżowych oraz wykwintne restauracje. Główne korytarze są jednak ogólnodostępne dla wszystkich. To właśnie w tej galerii i w jej najbliższych okolicach często można spotkać największych sympatyków mody, ale także nierzadko bezdomnych szukających dachu nad głową. Kontrast w tym miejscu bywa przeogromny.

galeria emanuela wewnątrz

Generalnie dookoła placu Duomo znajduje się mnóstwo przepięknych kamienic, muzeów, teatrów, galerii sztuki, butików czy przeróżnych rzeźb. Pod osłoną nocy wygląda to wszystko naprawdę zjawiskowo.

mediolan nocą

Co ciekawe jedną z pierwszych rzeczy, na którą natknąłem się spacerując dookoła katedry był sklep piłkarski z koszulką Krzysztofa Piątka (napastnika AC Milan) w witrynie sklepu. De facto był to też dzień tygodnia – Piątek 🙂 .

ac milan krzysztof piątek

Pożyteczną informacją zwiedzając Mediolan jest to, że można korzystać z zabytkowych kraników, których w mieście jest pełno, jako z źródła wody pitnej. Nie raz z tej możliwości skorzystałem. Mieszkańcy, jak i turyści też korzystają z tej opcji dosyć często. Jest dodatkowo pewien trick, którym można zmienić strumień wody z trybu “kran” na tryb “fontanna” 🙂 . Wystarczy zatkać palcem główną dziurę przez którą leci woda jak z kranu, a przez specjalnie wydrążoną dziurkę u góry poleci strumień niczym w fontannie. Co ułatwia bezpośrednie napicie się lub schłodzenie się przed ciepłem.

kranik mediolan

Centrum miasta późną nocą pochłonęło mi tyle czasu, że chcąc wrócić do hostelu okazało się, że wszystkie wejścia do metra są pozamykane. Czekał mnie zatem kilku kilometrowy spacer na północ miasta, gdzie miałem swoją kwaterę. Mediolan czym dalej od centrum, tym mniej oczarowywał pięknem, ale klimatu odebrać mu nie można było. Co więcej zaskakiwał niektórymi swoimi rozwiązaniami np. stołami do ping-ponga na środku skrzyżowania, na których rozgrywano mecze nawet późną nocą, a w zasadzie wczesnym rankiem 🙂 .

mediolan ping pong

Drugi i zarazem ostatni dzień w Mediolanie to sobota. Tak naprawdę dopiero w ten dzień zobaczyłem Mediolan za jasna 🙂 . Intensywny dzień zacząłem od udania się na miejscowy parkrun. Jest on oddalony o kilka kilometrów od centrum na północ miasta. Kiedy dotarłem do Parco Nord Milano powitała mnie niesamowicie piękna aura. Lekka rosa i mgła unosząca się w parku nad pozostałościami po antycznym teatrze. Spodobało mi się tam od razu. Później było tylko lepiej. Po krótkiej chwili natrafiłem na dwóch sympatycznych Polaków, mieszkających w Mediolanie i chodzących od pewnego czasu na parkrun. Do Mediolanu przeprowadzili się z ….. Poznania. Tak więc rozmów nie było końca 🙂 . Parkrun przebiegłem w ich towarzystwie, a potem skorzystałem z ich oferty podwiezienia mnie do centrum. Przy moim mocno ograniczonym czasie na zwiedzanie Mediolanu i napiętym grafiku atrakcji do zobaczenia – ta pomoc okazała się zbawienna 🙂 .

parkrun mediolan

Okazało się, że Mediolan to nie tylko wysublimowane zabytki i architektura, ale także całkiem inspirująca nowoczesność. Wśród nowszych budowli prym wiedzie leśny wieżowiec. Pokryty niemal w całości zielenią sprawia niesamowite wrażenie i wygląda po prostu niecodziennie.

leśny wieżowiec

Abstrahując od katedry w Mediolanie godne zobaczenia są niemal wszystkie kościoły jakie się napotka na mieście. Za namową pewnej osoby wchodziłem do każdego kościoła napotkanego mniej lub bardziej przypadkowo i rzeczywiście przeważnie było … warto! To jakie perełki kryją się pod niektórymi dachami kościołów w Mediolanie to naprawdę coś wspaniałego. Szczególnie zapadł mi w pamięci kościół św. Maurycego, schowany w miejskiej dżungli, nie będący hitem przewodników i niezbyt zachęcająco wyglądający na zewnątrz, w środku olśniewa. Ilość wspaniałych fresków na ścianach i pod dachem kościoła, wszystkie pozostałe zdobienia tworzą wspaniałe wnętrze. Wejście i zwiedzanie tego kościoła jest bezpłatne. Polecam wszystkim, choćby tylko dla samej sztuki.
Inne mediolańskie kościoły również nie odbiegają szykiem, jak choćby bazylika św. Ambrożego (zdjęcie drugie)

freski
bazylika mediolan

Następnie z centrum udałem się pieszo na San Siro. Co prawda trochę czasu to zajmuje, ale klimat wielu mediolańskich uliczek wynagradza włożony wysiłek. Żeby nie było metro w Mediolanie działa całkiem sprawnie, ale nie oszukujmy się, za dużo z niego nie zobaczymy. Niektóre alejki, ulice czy parki napotkane “po drodze” naprawdę robią robotę. Zbliżając się do San Siro nie wyczuwa się, że za chwilę zobaczy się ogromny obiekt sportowy, a tak właśnie się dzieje. Ten mogący pomieścić do 85 tysięcy kibiców stadion sprawia wrażenie naprawdę giganta. Stojąc przed nim czuje się naprawdę maleńkim. Mając porównanie z innymi kolosami typu Camp Nou czy Allianz Arena, San Siro wydaje się być największym gigantem z zewnątrz. Stadion ma ciekawą, już starszą fasadę. Nie jest to stadion specjalnie piękny, ale jego gabaryty i odmienna konstrukcja robią ogromne wrażenie.

san siro mediolan

Wracając spod stadionu już metrem wysiadłem na stacji Monumentale, czyli pod cmentarzem monumentalnym. Jest to na pewno następne miejsce, które mogę bardzo polecić zwiedzającym. Wielki, zabytkowy cmentarz w centrum miasta, pełen zieleni, grobowców, rzeźb czy katakumb. Dosłownie galeria sztuki i historii w lesie, w sercu miasta. Niezwykłe. Już samo wejście na cmentarz monumentalny robi wrażenie, a dalej jest jeszcze lepiej.

cmentarz monumentalny mediolan
cmentarz mediolan
grobowce mediolan
katakumby mediolan

Nieopodal Munumentale, znajduje się Castello Sforzesco, ceglany zamek połączony bezpośrednio z parkiem Sempione i Łukiem Pokoju. Cały ten obszar jest mocno eksploatowany przez turystów i miejscowych. Sam park jest jednym z ulubionych miejsc odpoczynku mieszkańców miasta.

zamek sforzesco mediolan
sempione mediolan

Chodząc sporo po Mediolanie można naprawdę stwierdzić, że to miasto ma urok. Ogrom zabytkowych budynków, pomników, rzeźb, ciasne uliczki, stare, zabytkowe tramwaje połączone w kontraście z nowoczesnością tworzą wspaniały klimat tego miasta. Dobrym potwierdzeniem i podsumowaniem może być dworzec centralny w Mediolanie, wyglądający niczym pałac lub bardzo prestiżowe muzeum. Niesamowite, zabytkowe wnętrze dworca połączone jest z nowoczesnymi tablicami informacyjnymi czy rozkładami jazdy. Mediolan atrakcyjny jest nawet na dworcu 🙂 .

dworzec Mediolan

O Mediolanie mówi się różnie. Jedni mówią, że ładny jest tylko w centrum, że brudny, że zawodzi. Drudzy się zachwycają jego architekturą i klimatem. Moim zdaniem prawda leży gdzieś po środku. Bo mimo ekspresowego tempa jakie sobie założyłem i otaczaniu się najlepszymi i najpiękniejszymi miejscami w Mediolanie, widziałem też tą mniej atrakcyjną stronę miasta pełną brudu, bezdomnych czy nachalnych naciągaczy. Szczególnie Ci ostatni są mocno uprzykrzający życie turystom, próbując na siłę wciskać turystom co się da. Ignorując naganiaczy da się jednak bez większych problemów korzystać z uroków miasta. Przez kilkanaście godzin zwiedzania zobaczyłem wszystko co chciałem plus kilka spontanicznych miejscówek.

Te dwa dni w Mediolanie miałem bardzo intensywne, ale też efektywne. Uważam, że w moim przypadku dłuższy czas pobytu nie byłby konieczny. Dla tych, którzy zanurzają się głęboko w daną kulturę ten czas jest na pewno za krótki. Jednak jeśli ktoś tak jak ja lubi poznawać nowe miejsca bez zagłębiania się w szczegóły jak najbardziej odnajdzie się w szybkim zwiedzaniu Mediolanu. Znacznym ułatwieniem jest to, że większość atrakcji turystycznych znajduje się blisko siebie w centrum. Mediolan dla mnie jest dopiero drugim obszarem Włoch, które zwiedziłem, po Neapolu i okolicach.

Warto dodać, że lądując lub wylatując z lotniska Mediolan-Bergamo, po drugiej stronie lotniska jest ogromna galeria handlowa ORIOCENTER. Wyposażyć można się w niej w artykuły spożywcze, odzieżowe i inne, po cenach na pewno dużo lepszych niż na samym lotnisku.

#pokonajlenia

Michał Schlegel / TreningSportowy.pl

Open post

Pompeje – Neapol, WŁOCHY państwo nr 6

W końcu NowaPasja.pl dotarła do Włoch na spokojne zwiedzanie, a nie jak do tej pory w przesiadkowym pośpiechu. W mojej opinii to polecane i często odwiedzane przez wiele osób państwo, okazało się nie być, jak to często bywa, przereklamowane. Przynajmniej jeśli chodzi o regiony Kampanii, po której krążyłem wraz ze swoją dziewczyną oraz paczką znajomych. Co więcej te kilka intensywnych dni na włoskiej ziemi sprawiło spore zamieszanie na mojej top liście ulubionych europejskich państw. Ale po kolei jak do tego doszło ……..

Dzień 1: Pompeje
Bardzo wczesny wylot z lotniska w Gdańsku do Neapolu, poprzedzony niecodzienną imprezą urodzinową. Mianowicie jedna z uczestniczek naszej wyprawy tego dnia obchodziła urodziny oraz pierwszy raz leciała samolotem. Dla uczczenia tych wydarzeń i na odwagę o 3 rano lało się Piccolo 🙂 Nie zapomnę także, jaki ubaw zapewniliśmy Panu w sklepie spożywczym zastanawiając się kilka minut przed półką z alkoholem jaki trunek wybrać na poranny toast i przed lotem samolotem, wybierając ostatecznie Piccolo 🙂

Będąc już na miejscu, na włoskiej ziemi, grubo przed południem nie traciliśmy czasu i od razu ruszyliśmy zwiedzać ruiny starożytnych Pompejów. Jest to miejsce zniszczone, ale także częściowo zachowane przez erupcję wulkanu Wezuwiusz. Popiół wulkaniczny, zasypując Pompeje niemal 2 000 lat temu, utrwalił budowle, przedmioty i niektóre ciała w taki sposób, że współcześnie jesteśmy w stanie obejrzeć oblicze starożytnego, rzymskiego miasta. Niesamowita gratka dla miłośników historii, ale myślę, że także dla zwykłych podróżników takich jak my. W końcu niecodziennie można się poruszać po prawdziwych, starożytnych ulicach, wejść do starożytnej świątyni czy zobaczyć starożytne łaźnie, teatry i domostwa. I to wszystko w jednym miejscu – prawdziwym, zachowanym starożytnym mieście.

Nieopodal ruin starożytnych Pompejów, są także “współczesne” Pompeje, w których życie płynie dalej. Jest to w miarę skromna mieścina, jednak z całkiem pokaźną i sławną Bazyliką Matki Bożej Różańcowej. Eksplorując z Asią różne ciekawe zakamarki tego miasteczka trafiliśmy na wysoki dach jednego z hoteli, na którym tak długo cieszyliśmy się widokami, że zostaliśmy (przypadkowo lub nie) odcięci od drogi powrotnej 🙂 . Zamknięci przez jakiś czas na dachu znaleźliśmy rozwiązanie awaryjne. Dla fajnych widoków warto jednak czasami ryzykować 🙂 .

wieża Bazyliki z bliska:

Dzień 2: rejs Sorrento – Amalfi – Positano
Tego dnia zwiedzaliśmy przepiękne, włoskie wybrzeże z lądu i wody. Pogoda dopisała widokom. Na statku po jednej stronie mieliśmy ciągły widok na wybrzeże Kampanii (regionu, po którym się głównie przemieszczaliśmy), po drugiej stronie od czasu do czasu ukazywały się różne małe wysepki. Wszystko razem było tak zachwycające, że ciężko do tej pory mi wskazać, które z odwiedzonych miejscowości, położonych nad samym morzem Tyrreńskim było najbardziej fascynującym miejscem. Tego dnia konkurentami po ten tytuł były Sorrento, Positano i Amalfi. Wszystkie urzekały pięknem, najbardziej chyba Positano, ale to już kwestia indywidualnego gustu.

Sorrento:

Positano:

 

Amalfi:

 

Dzień 3: Ravello
Po kłopocie bogactwa z poprzedniego dnia część ekipy się rozdzieliła, jadąc do swojego głównego celu podróży. Natomiast my z Asią stanęliśmy przed spontanicznym dylematem, który kierunek wybrać. Najlepsze w tym wszystkim, że idąc na dworzec w Pompejach nie wiedzieliśmy jeszcze dokładnie czy jedziemy w stronę Neapolu i szukamy transportu na wyspę Ischia czy jedziemy w całkowicie drugą stronę do Sorrento, skąd tym razem drogą lądową przez dopiero co odwiedzone Positano i Amalfi, pojedziemy dalej do Ravello. Nasz dylemat rozwiązał ……… rzut monetą 🙂 traf padł na drugą opcję, co przyjęliśmy z aprobatą. Jak się potem okazało był to strzał (rzut) w dziesiątkę 😛

Co prawda sam początek tego dnia nie zanosił się specjalnie dobrze bo musieliśmy czekać około 2 godzin w kolejce na autobus kursujący z Sorrento do Amalfi, a następnie do Ravello, ale jak się okazało było warto czekać. Bardzo warto. Nie dojechawszy jeszcze do celu już mówiliśmy, że warto było wsiąść w ten autobus, chociażby dla samej jazdy. Mianowicie busy te kursują wąskimi drogami na skalistym wybrzeżu, widzianym przez nas dzień wcześniej z perspektywy statku. Wysokie przepaście, ostre zakręty, górskie serpentyny, wspaniałe widoki to wszystko sprawiało, że sama podróż autobusem była już fascynująca. Warto w tym miejscu wspomnieć, że autobusy te były tak oblegane, że nie było w nich pustego miejsca i to dosłownie. Wszystkie miejsca siedzące i ….. stojące były zajęte, a autobus przez większość około 2 godzinnej drogi jedzie pół metra od przepaści 🙂

W Amalfi przesiadka do równie zatłoczonego busa już do samego Ravello i …… jeszcze bardziej ekstremalne przeżycia z jazdy. Ravello jest położone wysoko nad Amalfi i żeby tam dojechać trzeba przemierzyć mnóstwo wąskich i ciasnych uliczek, bardzo ostrych zakrętów oraz spore wzniesienia. To jednak nic trudnego dla bardzo ….. długich autobusów 🙂 . Momentami aż nie chciało się nam wierzyć w jaki sposób nasz autobus manewrował pomiędzy przeszkodami. Zdarzało się czasami, że było tak ciasto i kręto, że pokonywaliśmy jeden zakręt nad jakąś przepaścią na kilka razy 🙂 . To naprawdę trzeba przeżyć, aby zrozumieć 🙂 Widoki i wrażenia z samej jazdy podobne do tych już z docelowego miejsca. Było po prostu fascynująco.

Droga powrotna też była niezwykle ekscytująca ponieważ mieliśmy około 3 godziny na to aby wrócić busem z Ravello do Amalfi, następnie z Amalfi do Sorrento, skąd mieliśmy ostatni pociąg do Pompejów. Uwzględniając fakt, że same podróże trwały tyle ile mieliśmy czasu, musieliśmy jeszcze liczyć, że uda nam się w ogóle dostać do tych zatłoczonych autobusów. Zresztą stanie w kolejkach i oczekiwanie na te autobusy też zapadło nam dobrze w pamięci. Pamiętam bardzo dobrze jaka radość panowała wśród czekających ludzi gdy udało im się dostać do autobusu. A Ci co zdobyli miejsca siedzące byli w ogóle w siódmym niebie.

Dzięki takiej radosnej “integracji” w busie do Sorrento panowała imprezowa atmosfera, a wysiadających po drodze ludzi żegnało ogłuszające “Ciao” 🙂 . Co najciekawsze wszystko potoczyło się w taki sposób, że wysiedliśmy z autobusu pod samym dworcem dosłownie minutę przed odjazdem ostatniego w tym dniu pociągu.  Pędem licząc na cud rzuciliśmy się na peron. Wpadliśmy do pociągu co do sekundy zgodnie z jego odjazdem, a on ……. ruszył z 20 minutowym opóźnieniem 😛 całą kilkugodzinną drogę w busie byliśmy w lekkim stresie co zrobić jak nie zdążymy na ostatni pociąg, a on jak to we Włoszech ….. poczekał na wszystkich i ze standardowym kilkunastominutowym opóźnieniem powoli wyruszył w drogę.

Dzień 4: Wezuwiusz i Neapol
Ostatni dzień zwiedzania poświęciliśmy najpierw na sprawcę całego zamieszania związanego z Pompejami, czyli na, do niedawna aktywny, wulkan Wezuwiusz. Widok z jego szczytu rozprzestrzenia się na cały Neapol. Podjechać na Wezuwiusz można do pewnego miejsca autobusem. Potem czeka kilkunastominutowy spacer. We Włoszech zaskoczyło mnie wiele rzeczy. Jedną z nich było nieustanne trąbienie, czyli sposób w jaki kierowcy autobusów dają znać innym kierowcom, jadącym z drugiej strony, że zbliżają się do zakrętu. To praktyka często stosowana właśnie na górzystym terenie, typu droga na Wezuwiusz. Zmotoryzowanym Włochom czynność ta weszła jednak tak w krew, że trąbią na okrągło, często też tam gdzie nie jest to wcale konieczne :). Być może chcą zawsze zaznaczać, że są obecni w ruchu 🙂 . Taka całkiem ciekawa kultura jazdy.

Inną ciekawostką jest ogromna we Włoszech ilość Fiatów. Co prawda, ta marka samochodów pochodzi właśnie z Włoch, ale ilość tych pojazdów mnie osobiście przeraziła. Wszędzie Pandy, Punto i Seicento. Nie bez kozery piszę to w tym miejscu bo np. jedynymi samochodami obsługi na szczycie Wezuwiusza, gdzie podjazdy były naprawdę spore, były właśnie stare Pandy z napędem na cztery koła. Co najlepsze dawały one sobie radę bez zarzutów, nawet z załadunkiem lub z kilkoma osobami na pokładzie. Dla mnie to była spora ciekawostka bo w Polsce raczej rzadko spotyka się takie stare Fiaty Panda z napędem na cztery koła. W zasadzie na początku myślałem, że to są Fiaty Uno, bo z wyglądu przypominają bardziej ten model.

Dochodząc na koronę wulkanu można stwierdzić lakonicznie, że to wielka dziura w skale. Jednak nie do końca byłoby to precyzyjnym podsumowaniem. Wnętrze krateru jest wyłożone specyficzną warstwą wulkaniczną. Z niektórych miejsc wydobywają się kłęby dymu. Nawierzchnia po której chodzą turyści też jest inna niż znana ze zwykłych górskich szlaków. Pełno występuje też tam jaszczurek. To razem tworzy klimat tego miejsca. Jeśli dodać do tego fantastyczne widoki na niemal cały Neapol to w sumie robi całkiem porządne wrażenie.

W drugiej części tego dnia podjechaliśmy na szybkie zwiedzanie stolicy Kampanii, czyli Neapolu. To miasto niezwykłego kontrastu, które da się pokochać, mimo wielu nieprzyjemnych i ubogich miejsc. Niesamowite kościoły, zamki, pałace, place oraz galerie to tylko niektóre elementy składające się na urok tego miejsca. Drugą stroną miasta są wąskie, ubogie, często niebezpieczne i brudne ulice. W tych miejscach ukryte są jednak także prawdziwe perełki i rzadko spotykany klimat.

 

Na koniec jeszcze ciekawostka kulinarna prosto z Włoch. To, że we Włoszech jest całe mnóstwo różnych rodzajów pizzy nikogo nie dziwi, ale pizza z frytkami myślę, że niejednego może zaskoczyć 🙂