Open post

Jak zostać ULTRAmaratończykiem 100 km? moja historia!

Bieganie to aktywność fizyczna, o której jeszcze 3 lata temu wiedziałem naprawdę niewiele. Przypadkowo spotykani na ulicy ludzie, którzy uprawiali tę dyscyplinę sportu nie sprawiali na mnie wówczas żadnego wrażenia. Obojętny też byłem na jakiekolwiek zawody i wydarzenia biegowe. Nie obracałem się w biegowym świecie i byłem ignorantem w tej dziedzinie. Ultramaraton był dla mnie całkiem obcym zjawiskiem.

Mając jednak przez większość życia sporo wspólnego ze sportem postanowiłem spróbować czegoś nowego, wyjść w nieznane i sprawdzić swoje możliwości na innej płaszczyźnie sportu. Wybór padł wówczas właśnie na bieganie. Zaczynało się od kilkusetmetrowych przebieżek. Niejednokrotnie były momenty zawahania na trasie biegu jak i takiego zawahania, które podpowiadało aby zostać w domu. Na szczęście coś jednak pchało mnie do przodu. Pomimo licznych wątpliwości wynikających z nowego zajęcia w życiu, metodą małych kroczków dochodziłem do coraz to lepszych rezultatów. Nowa rzecz, którą było bieganie, zaczęła przynosić lepsze samopoczucie i wniosła sporo świeżości do dotychczasowej aktywności.
W tym czasie utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma się co bać nowych rzeczy. Co więcej mogą one sprawiać nam wielką radość i pozostać z nami na dłużej. Tak też w mojej głowie narodził się projekt NowaPasja.pl – coś nowego, coś pasjonującego. No i bieganie …….. wciągnęło. Pierwszy rok mojego biegania to debiut na półmaratonie i maratonie. Drugi rok to zdobycie korony półmaratonów. Trzeci rok to zdobycie korony maratonów + to „coś więcej” .

Tym „czymś więcej” był ultramaraton górski na dystansie 109 kilometrów. Impreza odbyła się na Górze Kamieńsk – sztucznie usypanym wzniesieniu, najwyższym tego typu w środkowej Polsce. Ultramaraton był rozgrywany pod hasłem „setka na stulecie” i bezpośrednio odnosił się do 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Regulaminowo zawody miały odbywać się na dystansie równo 100 km. Finalnie wyszło tych kilometrów około 109, na co składało się 10 pętli o dystansie 10,9 km każda. Trasa okalała Górę Kamieńsk dookoła i obejmowała wbiegnięcie na górę, a następnie zbiegnięcie drugą stroną do punktu start/meta. Będąc zachwycony organizacją imprezy i samym faktem bycia w tym miejscu i robienia „czegoś więcej” nie za bardzo przeszkadzał mi fakt nadrobienia kilku kilometrów więcej. Mimo, że łatwo nie było, co potwierdza raport z biegu. Na 48 śmiałków startujących na tym dystansie tylko 26 ukończyło pełen dystans. Każdy kto ukończył minimum 5 pętli po tym ciężkim terenie otrzymywał tytuł ultramaratończyka. Mi to jednak nie wystarczało.

Pojechałem tam z konkretnym celem, którym było ukończenie biegu na pełnym dystansie. Założyłem tak, chociaż przebiegnięcie ponad 50 km po górzystym terenie było już dla mnie sporym wyzwaniem i ogromnym sprawdzianem wytrzymałości a tytuł ultramaratończyka jednym z cenniejszych tytułów wypracowanych w życiu. Robiłem jednak swoje, krok po kroku dążąc do celu nie bacząc na przeszkody, których było sporo. Poczynając od samego dystansu i górskiego ukształtowania terenu, przez ciemność i chłód w nocy w pustym lesie, kończąc na zmaganiach fizycznych i psychicznych ze samym sobą. Z trasy biegu najbardziej pamiętam moment, w którym na przedostatniej pętli, mając już prawie 100 km w nogach, sam w kompletnej ciemności lasu (w którym żyją wilki i dziki) około godziny 2 nad ranem próbowałem napić się wody z bukłaka, który dosłownie zamarzł. W ferworze walki nie odczuwałem tak bardzo zimna i zaskoczyła mnie późniejsza informacja, że tej nocy temperatura schodziła nawet do -9 stopni Celsjusza.

Wątpliwości i problemów związanych ze startem w ultramaratonie było pełno. Był to dla mnie totalny debiut, jeśli chodzi o bieg powyżej dystansu maratońskiego (42, 195 km) oraz pierwsze zawody w życiu rozgrywane na takim sporym wzniesieniu (łącznie 2 500 metrów wzniesienia i taka sama długość zbiegów na przestrzeni 109 km). Jechałem tam z pozytywnym nastawieniem, ale z drugiej strony wiedziałem, że w górskich biegach długodystansowych jestem kompletnym amatorem. Okazało się jednak, że strach ma tylko wielkie oczy. Ukończyłem bieg w dobrym zdrowiu i formie, zajmując 18 miejsce na 48 startujących. Czas jaki zajęło mi pokonanie górskich 109 kilometrów to 17 godzin i 23 minuty. Oprócz ogromnej satysfakcji na mecie czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka. Okazało się również, że wygrałem swoją kategorię wiekową na ultramaratonie, do którego podchodziłem z pewnym dystansem i obawą. Przezwyciężając strach i własne słabości można dochodzić do wielkich rzeczy i spełniać swoje marzenia. Dla mnie 3 lata temu pokonanie bariery 100km biegiem było tylko marzeniem, teraz jest już fantastycznym wspomnieniem.

O tym biegu będę pamiętać długo z wielu powodów:
– był to mój pierwszy ULTRAmaraton
– pierwsze zawody na górzystym terenie
– wspaniała organizacja i fajni, szaleni ludzie
– niecodzienne zawody rozegrane w znacznej części w ciemności i w nocy
– nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w zawodach w których musiałem mieć wyposażenie obowiązkowe: czołówki, folie ogrzewające, komórka, bukłak, bandaż, kurtka wiatrochronna, specjalne buty z tzw. bieżnikiem i wiele innych rzeczy
– przełamanie magicznej bariery 100 km
– tytuł ultramaratończyka
– wygranie kategorii wiekowej M20
– patriotyczna koszulka techniczna oraz czapka o świetnym wykonaniu
– bardzo fajny: medal, dyplom i certyfikat
– osobisty puchar czekający w domu 🙂
– zrobienie „czegoś więcej”

Edit: i na tym wspomnienia się nie skończyły. Kilka dni temu dostałem list, który przypomniał mi o tej wspaniałej przygodzie. Było w nim piękne zdjęcie w samochodzie z fotoradaru 🙂

Open post

Moja droga po KORONĘ MARATONÓW 2018!

W ubiegłym roku postawiłem sobie za cel zdobycie korony polskich półmaratonów, czyli przebiegnięcie w jednym roku co najmniej 5 półmaratonów. Cel został osiągnięty i podnosząc sobie poprzeczkę na rok 2018 założyłem zdobycie korony dystansu królewskiego, czyli korony maratonów. Zasady zdobycia statuetki są podobne jak przy półmaratonach. Z tą różnicą, że można to rozłożyć na 2 lata, ponieważ dystans 42 kilometrów i 195 metrów powtórzony pięciokrotnie dla większości ludzi jest ogromnym wysiłkiem. Ja założyłem, że ukończę swój cel w 1 rok kalendarzowy. Chociaż przed tym rokiem miałem na koncie tylko jeden zaliczony maraton. Moja droga po tę koronę prowadziła od historycznego maratonu w Dębnie z początku kwietnia aż po poznański maraton rozgrywany w październiku na ulicach mojego miasta. Dojście do zaplanowanego celu wymagało zatem ode mnie pięciu poniższych kroków:

MOJE MARATONY 2018 (w chronologicznej kolejności od kwietnia do października):

2 MARATONY KWIETNIOWE:

1. MARATON DĘBNO (czas: 4:06:24) – to najstarszy maraton rozgrywany w Polsce. Jego początki sięgają 1966 roku. Wówczas ze względu na obchody 1000-lecia Państwa Polskiego zorganizowano pierwszy bieg, w niepełnym jednak dystansie maratońskim. Od 1969 roku bieg rozgrywa  się już na standardowym dystansie 42 km 195 m. Maraton w Dębnie wielokrotnie posiadał rangę mistrzostw Polski. Nadal jest uważany za jeden z najszybszych i najważniejszych maratonów w Polsce. W dniu zawodów całe miasteczko żyje imprezą i tworzy się wspaniała atmosfera biegowego święta. W pamięci zapada przede wszystkim zaangażowanie samych mieszkańców, którzy pomagają biegaczom na trasie, zraszając wodą z ogródka czy częstując przysmakami. Dla mnie zapamiętany również z powodu ……. zgubienia swojego medalu 😛 . Do teraz nie wiem w jakich okolicznościach, gdzie i kiedy 😛 . Na szczęście organizatorzy po zweryfikowaniu mojego startu nie mieli problemu z przysłaniem mi innego medalu. Stąd też na zdjęciu z Dębna medal jest srebrny, a w kolekcji maratońskiej brązowy 😛 . Na tej imprezie panowała bowiem zasada, że dla najszybszych były przeznaczone złote medale. Natomiast dla biegaczy trochę wolniejszych srebrne, a dla najwytrwalszych  i dla gubiących medale brązowe 😛

 

2. CRACOVIA MARATON (KRAKÓW) (czas: 3:52:00) – dla mnie była to najdalsza podróż na maraton, ale osiągnąłem tam najlepszy wynik. Czas 3:52:00 w maratonie co prawda nie jest rewelacyjny, ale dla kogoś trenującego na co dzień także inne sporty, jest całkiem satysfakcjonującym wynikiem. Start i meta na rynku głównym w Krakowie oraz trasa biegu poprowadzona obok wielu zabytkowych miejsc Krakowa takich jak Wawel rzeczywiście współtworzą „bieg z historią w tle” jak zachwalają organizatorzy.

 

3 MARATONY WRZEŚNIOWO-PAŹDZIERNIKOWE:

3. WROCŁAW MARATON (czas: 3:56:20) – to bieg, który rozpoczął się i kończył na zmodernizowanym stadionie Olimpijskim. Trasa w znacznym stopniu przebiegała przez zabytkowe centrum Wrocławia i liczne mosty. Zachwyt biegaczy, podobnie jak i mój, wzbudził również projekt medalu, który otrzymaliśmy na mecie. Połączono na nim krasnala – symbol miasta z obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Finalnie opracowano projekt sympatycznego krasnala z flagą Polski.

 

4. MARATON WARSZAWSKI (czas: 4:08:06) – w tym roku przypadł jubileusz 40 maratonu w Warszawie, który zorganizowano z rozmachem na niemal 8 tysięcy maratończyków. Trasa biegu została poprowadzona obok najciekawszych miejsc stolicy. Łazienki Królewskie, Belweder, Plac Trzech Krzyży, Krakowskie Przedmieście, Pałac Prezydencki, Stadion Narodowy a nawet Pałac Kultury i Nauki – wszystko było w zasięgu wzroku biegaczy na trasie maratonu, a czasami nawet na wyciągnięcie ręki. Nowością i szczególną atrakcją okazało się jednak poprowadzenie trasy przez ogród zoologiczny. Było to na tyle nietypowe i ciekawe, że wielu maratończyków w ZOO zwalniało, przyglądając się zwierzętom. Niektórzy wręcz zatrzymywali się i uwieczniali te chwile na zdjęciach. Dla mnie był to najtrudniejszy technicznie maraton. Mnóstwo zakrętów i podbiegów dosyć szybko dały mi się we znaki.

 

5. POZNAŃ MARATON (czas: 3:54:11) – ostatni z pięciu kroków do zdobycia korony polskich maratonów 2018, trzeba było postawić na „domowym” terenie w Poznaniu. Tutaj zawsze biegnie się najlepiej. Nie dość, że zna się dobrze każdy zakamarek trasy, a wśród biegnących i dopingujących jest mnóstwo znajomych twarzy to nawet przebiega się kawałek po krawędzi mojego osiedla – Ogrody! Co więcej w Poznaniu wzdłuż trasy nigdy nie brakuje kibiców z ciekawymi, motywującymi czy rozśmieszającymi transparentami oraz licznych zespołów muzycznych umilających wysiłek biegaczom. Na uwagę zasługuje też sama meta zlokalizowana na poznańskich targach. Dobiega się do niej po rozłożonym ogromnym, niebieskim dywanie przy aplauzie najliczniejszej i najgłośniejszej widowni w Polsce.

 

Tak wyglądała moja droga po koronę polskich maratonów. Długie bieganie miało być jedynie moją odskocznią od innych aktywności sportowych. Stało się jednak dominującym wyzwaniem bieżącego roku. Człowiek pokonując swoje słabości i przekraczając strefę komfortu otwiera się na nowe możliwości. Coś co w przeszłości wydawało się być sufitem, staje się podłogą. Jesteśmy wówczas o piętro wyżej. Rozwój osobisty nie jest drogą łatwą, ale wartą poświęcenia. Bywa też przyjemny, jeśli podejdzie się do tego z głową. Czasami warto zawalczyć o swoje marzenia i dać sobie szansę na ich spełnienie.