Open post
malta do góry nogami

MALTA widziana do góry nogami – dosłownie!

Malta to małe, wyspiarskie państwo, o którym mówi się dużo i dobrze. Niemal afrykański klimat, środek morza Śródziemnego, europejskie standardy, angielski język. Do tego liczne zabytki i bujna przyroda. To wszystko zwabia turystów z całego świata. Sama Valetta, czyli stolica Malty to miasto reklamowane jako muzeum pod gołym niebem. Z ogromem zabytków na małej przestrzeni oraz najbardziej słoneczną aurą w Europie. Nie bez powodu jest zapisana na kartach światowego dziedzictwa UNESCO, a w 2018 roku została wybrana Europejską Stolicą Kultury. Lecąc tam spodziewałem się naprawdę wiele …… i się nie zawiodłem.

Jest tam wszystko: wspomniane słońce, ciepły klimat, pomocni ludzie, super architektura (np. Valetta, Mdina, Rabat) i cudowna przyroda (np. klify Dingli). Dodając do tego świąteczny wystrój i klimat wyspy, który panował tam w połowie grudnia, ciężko wyobrazić sobie lepsze warunki do zwiedzania. Od początku widząc co się dzieje i jak jest na miejscu postanowiliśmy zwiedzać Maltę na “czuja”. Chodziliśmy tam gdzie nas poniosło. Ponosiło nas wszędzie, bo wszędzie było coś atrakcyjnego, wszędzie się coś działo. Diabelski młyn, fontanna, mury miasta, port, wybrzeże, pałac, palmy, jarmarki, kościoły – wszystko to widziane z jednego miejsca. I to jeszcze od razu po wyjściu z autobusu z lotniska.

malta fontanna
pierwsze minuty Valetta

To jeden z tych wypadów, w których sam dokładnie nie wiem gdzie byłem, gdzie wchodziłem, ale mam wrażenie, że byłem wszędzie.

Malta urzekła mnie tak mocno, że nawet standardowe spacerowanie na nogach wydawało mi się zbyt normalne. Postanowiłem zatem “pozwiedzać” wyspę nie dość, że spontanicznie to jeszcze do góry nogami 🙂 .  

malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami malta do góry nogami

Nieważne gdzie się poszło czy na główny plac, przed pałac, przed kościół, na przypadkową uliczkę, do portu, wyjechało dalej na klify czy wybrzeże, wszędzie było po prostu pięknie!

Valetta to architektoniczne cudo, Sliema (tam mieliśmy nocleg) to kurort apartamentowo-rozrywkowy, Mdina i Rabat to także architektoniczne perełki w niesamowicie wysublimowanym klimacie, Dingli Cliffs to całe pasmo wspaniałych, skalistych klifów na południu wyspy. Centralna część wyspy, przez którą przejeżdżaliśmy też jest obfita w niebanalną zabudowę. Stosunkowo mała część wyspy jest pusta, pod tym kątem, aby była tam tylko ziemia czy zieleń.

Cała Malta wydaje się taką wybuchową mieszanką fajnych miejsc z Włoch, Francji, Turcji, Maroka czy Wielkiej Brytanii. O tym ostatnim państwie najbardziej przypominają specyficzne, czerwone budki telefoniczne, często spotykane na Malcie.

Malta budka telefoniczna

Malta chociaż jest małym państewkiem to wcale nie jest wszędzie tak blisko jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Głównie jest tak za sprawą mocno pofałdowanej i krętej linii brzegowej oraz pagórkowatych uliczek. Mimo, że teoretycznie wszędzie jest blisko, naprawdę jest tam co chodzić.

Na Malcie jest dobrze rozwinięta sieć publicznych autobusów, które w zasadzie jeżdżą wszędzie i w sporych ilościach, jednak niezbyt punktualnie i czasami mocno okrężnymi drogami. Na miejscu okazało się również, że na Malcie działają stacje rowerów miejskich, te same co np. w Poznaniu, czyli NextBike.

Jakby ktoś szukał na Malcie parku do Street Workout’u to jedyny jaki znalazłem był w Sliemie przy samym wybrzeżu. Malutki, ale zawsze 🙂

street workout malta sliema

VALETTA w różnych odsłonach:

malta kurort
valetta nocą
valetta nocą
valetta schody
pompka
valetta widok
malta widok

DINGLI CLIFFS w różnych odsłonach:

skok klify malta
łąweczka maltańska
klify zachód słońca malta

Malta to wyspa, na której byłem tylko kilka dni, ale gdzie nie pojechałem tam było wspaniale 🙂 Polecam wszystkim, szczególnie aktywnym podróżnikom.

Michał Schlegel / TreningSportowy.pl

Open post
san siro mediolan

Mediolan – ekspresowe zwiedzanie miasta!

Do Mediolanu wpadłem tylko na dwa dni. Miałem opóźniony lot, a także mocno oddalony od centrum hostel. Moje sportowe cele związane z tym miastem, czyli przede wszystkim zaliczenie mediolańskiego parkrun’u oraz zobaczenie stadionu San Siro też nie były zlokalizowane blisko siebie. Wypad zapowiadał się bardzo intensywnie i taki też był. Na tej podstawie przedstawię czy warto wbiec tu na chwilę czy na Mediolan trzeba poświęcić jednak więcej czasu. Nie mając w zanadrzu zbyt wiele czasu od razu przystąpiłem do zwiedzania, zaczynając od klasyki.

Wśród rekomendowanych atrakcji w Mediolanie najczęściej spotkamy się z hasłem katedry Duomo oraz galerii Wiktora Emanuela II. Mogę z całą pewnością potwierdzić, że są to obiekty, które koniecznie trzeba zobaczyć. Oba znajdują się obok siebie na placu Piazza Duomo w samym centrum miasta.

Katedra Duomo di Milano to jedna z najpiękniejszych budowli sakralnych jakie widziałem na własne oczy. Wykonana w całości z przeróżnych zdobień, z uwagą o każdy detal robi niesamowite wrażenie za dnia i nocą. Szczególnie nocą, jeśli wyjdzie się ze stacji metra na samym środku placu na jej wprost. 

 

mediolan katedra nocą
duomo mediolan
katedra mediolan
drzwi katedry Duomo

W najbliższym sąsiedztwie mediolańskiej katedry znajduje się słynna galeria Wiktora Emanuela II. Uznawana za jedną z najpiękniejszych galerii świata, naprawdę robi takie wrażenie. Wspaniałe mozaiki, marmury i freski czy olbrzymie, oszklone kopuły robią potężne wrażenie. W galerii znajdują się przede wszystkim butiki najbardziej ekskluzywnych marek odzieżowych oraz wykwintne restauracje. Główne korytarze są jednak ogólnodostępne dla wszystkich. To właśnie w tej galerii i w jej najbliższych okolicach często można spotkać największych sympatyków mody, ale także nierzadko bezdomnych szukających dachu nad głową. Kontrast w tym miejscu bywa przeogromny.

galeria emanuela wewnątrz

Generalnie dookoła placu Duomo znajduje się mnóstwo przepięknych kamienic, muzeów, teatrów, galerii sztuki, butików czy przeróżnych rzeźb. Pod osłoną nocy wygląda to wszystko naprawdę zjawiskowo.

mediolan nocą

Co ciekawe jedną z pierwszych rzeczy, na którą natknąłem się spacerując dookoła katedry był sklep piłkarski z koszulką Krzysztofa Piątka (napastnika AC Milan) w witrynie sklepu. De facto był to też dzień tygodnia – Piątek 🙂 .

ac milan krzysztof piątek

Pożyteczną informacją zwiedzając Mediolan jest to, że można korzystać z zabytkowych kraników, których w mieście jest pełno, jako z źródła wody pitnej. Nie raz z tej możliwości skorzystałem. Mieszkańcy, jak i turyści też korzystają z tej opcji dosyć często. Jest dodatkowo pewien trick, którym można zmienić strumień wody z trybu “kran” na tryb “fontanna” 🙂 . Wystarczy zatkać palcem główną dziurę przez którą leci woda jak z kranu, a przez specjalnie wydrążoną dziurkę u góry poleci strumień niczym w fontannie. Co ułatwia bezpośrednie napicie się lub schłodzenie się przed ciepłem.

kranik mediolan

Centrum miasta późną nocą pochłonęło mi tyle czasu, że chcąc wrócić do hostelu okazało się, że wszystkie wejścia do metra są pozamykane. Czekał mnie zatem kilku kilometrowy spacer na północ miasta, gdzie miałem swoją kwaterę. Mediolan czym dalej od centrum, tym mniej oczarowywał pięknem, ale klimatu odebrać mu nie można było. Co więcej zaskakiwał niektórymi swoimi rozwiązaniami np. stołami do ping-ponga na środku skrzyżowania, na których rozgrywano mecze nawet późną nocą, a w zasadzie wczesnym rankiem 🙂 .

mediolan ping pong

Drugi i zarazem ostatni dzień w Mediolanie to sobota. Tak naprawdę dopiero w ten dzień zobaczyłem Mediolan za jasna 🙂 . Intensywny dzień zacząłem od udania się na miejscowy parkrun. Jest on oddalony o kilka kilometrów od centrum na północ miasta. Kiedy dotarłem do Parco Nord Milano powitała mnie niesamowicie piękna aura. Lekka rosa i mgła unosząca się w parku nad pozostałościami po antycznym teatrze. Spodobało mi się tam od razu. Później było tylko lepiej. Po krótkiej chwili natrafiłem na dwóch sympatycznych Polaków, mieszkających w Mediolanie i chodzących od pewnego czasu na parkrun. Do Mediolanu przeprowadzili się z ….. Poznania. Tak więc rozmów nie było końca 🙂 . Parkrun przebiegłem w ich towarzystwie, a potem skorzystałem z ich oferty podwiezienia mnie do centrum. Przy moim mocno ograniczonym czasie na zwiedzanie Mediolanu i napiętym grafiku atrakcji do zobaczenia – ta pomoc okazała się zbawienna 🙂 .

parkrun mediolan

Okazało się, że Mediolan to nie tylko wysublimowane zabytki i architektura, ale także całkiem inspirująca nowoczesność. Wśród nowszych budowli prym wiedzie leśny wieżowiec. Pokryty niemal w całości zielenią sprawia niesamowite wrażenie i wygląda po prostu niecodziennie.

leśny wieżowiec

Abstrahując od katedry w Mediolanie godne zobaczenia są niemal wszystkie kościoły jakie się napotka na mieście. Za namową pewnej osoby wchodziłem do każdego kościoła napotkanego mniej lub bardziej przypadkowo i rzeczywiście przeważnie było … warto! To jakie perełki kryją się pod niektórymi dachami kościołów w Mediolanie to naprawdę coś wspaniałego. Szczególnie zapadł mi w pamięci kościół św. Maurycego, schowany w miejskiej dżungli, nie będący hitem przewodników i niezbyt zachęcająco wyglądający na zewnątrz, w środku olśniewa. Ilość wspaniałych fresków na ścianach i pod dachem kościoła, wszystkie pozostałe zdobienia tworzą wspaniałe wnętrze. Wejście i zwiedzanie tego kościoła jest bezpłatne. Polecam wszystkim, choćby tylko dla samej sztuki.
Inne mediolańskie kościoły również nie odbiegają szykiem, jak choćby bazylika św. Ambrożego (zdjęcie drugie)

freski
bazylika mediolan

Następnie z centrum udałem się pieszo na San Siro. Co prawda trochę czasu to zajmuje, ale klimat wielu mediolańskich uliczek wynagradza włożony wysiłek. Żeby nie było metro w Mediolanie działa całkiem sprawnie, ale nie oszukujmy się, za dużo z niego nie zobaczymy. Niektóre alejki, ulice czy parki napotkane “po drodze” naprawdę robią robotę. Zbliżając się do San Siro nie wyczuwa się, że za chwilę zobaczy się ogromny obiekt sportowy, a tak właśnie się dzieje. Ten mogący pomieścić do 85 tysięcy kibiców stadion sprawia wrażenie naprawdę giganta. Stojąc przed nim czuje się naprawdę maleńkim. Mając porównanie z innymi kolosami typu Camp Nou czy Allianz Arena, San Siro wydaje się być największym gigantem z zewnątrz. Stadion ma ciekawą, już starszą fasadę. Nie jest to stadion specjalnie piękny, ale jego gabaryty i odmienna konstrukcja robią ogromne wrażenie.

san siro mediolan

Wracając spod stadionu już metrem wysiadłem na stacji Monumentale, czyli pod cmentarzem monumentalnym. Jest to na pewno następne miejsce, które mogę bardzo polecić zwiedzającym. Wielki, zabytkowy cmentarz w centrum miasta, pełen zieleni, grobowców, rzeźb czy katakumb. Dosłownie galeria sztuki i historii w lesie, w sercu miasta. Niezwykłe. Już samo wejście na cmentarz monumentalny robi wrażenie, a dalej jest jeszcze lepiej.

cmentarz monumentalny mediolan
cmentarz mediolan
grobowce mediolan
katakumby mediolan

Nieopodal Munumentale, znajduje się Castello Sforzesco, ceglany zamek połączony bezpośrednio z parkiem Sempione i Łukiem Pokoju. Cały ten obszar jest mocno eksploatowany przez turystów i miejscowych. Sam park jest jednym z ulubionych miejsc odpoczynku mieszkańców miasta.

zamek sforzesco mediolan
sempione mediolan

Chodząc sporo po Mediolanie można naprawdę stwierdzić, że to miasto ma urok. Ogrom zabytkowych budynków, pomników, rzeźb, ciasne uliczki, stare, zabytkowe tramwaje połączone w kontraście z nowoczesnością tworzą wspaniały klimat tego miasta. Dobrym potwierdzeniem i podsumowaniem może być dworzec centralny w Mediolanie, wyglądający niczym pałac lub bardzo prestiżowe muzeum. Niesamowite, zabytkowe wnętrze dworca połączone jest z nowoczesnymi tablicami informacyjnymi czy rozkładami jazdy. Mediolan atrakcyjny jest nawet na dworcu 🙂 .

dworzec Mediolan

O Mediolanie mówi się różnie. Jedni mówią, że ładny jest tylko w centrum, że brudny, że zawodzi. Drudzy się zachwycają jego architekturą i klimatem. Moim zdaniem prawda leży gdzieś po środku. Bo mimo ekspresowego tempa jakie sobie założyłem i otaczaniu się najlepszymi i najpiękniejszymi miejscami w Mediolanie, widziałem też tą mniej atrakcyjną stronę miasta pełną brudu, bezdomnych czy nachalnych naciągaczy. Szczególnie Ci ostatni są mocno uprzykrzający życie turystom, próbując na siłę wciskać turystom co się da. Ignorując naganiaczy da się jednak bez większych problemów korzystać z uroków miasta. Przez kilkanaście godzin zwiedzania zobaczyłem wszystko co chciałem plus kilka spontanicznych miejscówek.

Te dwa dni w Mediolanie miałem bardzo intensywne, ale też efektywne. Uważam, że w moim przypadku dłuższy czas pobytu nie byłby konieczny. Dla tych, którzy zanurzają się głęboko w daną kulturę ten czas jest na pewno za krótki. Jednak jeśli ktoś tak jak ja lubi poznawać nowe miejsca bez zagłębiania się w szczegóły jak najbardziej odnajdzie się w szybkim zwiedzaniu Mediolanu. Znacznym ułatwieniem jest to, że większość atrakcji turystycznych znajduje się blisko siebie w centrum. Mediolan dla mnie jest dopiero drugim obszarem Włoch, które zwiedziłem, po Neapolu i okolicach.

Warto dodać, że lądując lub wylatując z lotniska Mediolan-Bergamo, po drugiej stronie lotniska jest ogromna galeria handlowa ORIOCENTER. Wyposażyć można się w niej w artykuły spożywcze, odzieżowe i inne, po cenach na pewno dużo lepszych niż na samym lotnisku.

#pokonajlenia

Michał Schlegel / TreningSportowy.pl

Open post
zamek wyspa bornholm

Wyspa Bornholm (Dania) – raj dla aktywnych turystów?

Wyspa Bornholm jest często polecana jako raj dla turystów preferujących aktywne formy spędzania wolnego czasu. Szczególnie chwalą ją sobie turyści-rowerzyści. W związku z tym postanowiłem przeznaczyć jeden dzień na sprawdzenie tych informacji. Ze względu na mocno ograniczony czasowo i w zasadzie spontaniczny wyjazd na wyspę, nie zabrałem ze sobą jednak roweru. Ale bez obaw, co miałem zobaczyć, zobaczyłem 🙂 . Na wycieczkę poświęciłem tylko jeden dzień. Przy dobrym zorganizowaniu transportu jest się w stanie zwiedzić spory kawałek wyspy w bardzo krótkim czasie. Jedną z opcji, którą polecam jest rozpoczęcie podróży z samego rana z Kołobrzegu, skąd odpływa prom na wyspę Bornholm, a dokładnie do miejscowości Nexo. Rejs trwa około 4 godzin i w zależności od warunków pogodowych potrafi sam w sobie przysporzyć mniejsze lub większe atrakcje. Katamaran pasażerski Kołobrzeskiej Żeglugi Pasażerskiej daje jednak radę i nawet da się lubić za wystrój i atmosferę.

katamaran na wyspę Bornholm

Katamaran dopływa do portu w malutkiej miejscowości Nexo, skąd można wyruszyć w dalszą podróż po wyspie różnymi środkami transportu. Mając jednak jedynie 6 godzin do rejsu powrotnego, lepiej już wcześniej zapewnić sobie wycieczkę objazdową autokarem. Oczywiście, o ile ktoś chce (albo musi) wracać tego samego dnia. Kilka osób, które spotkałem na promie brały ze sobą rowery z planem przejechania całej wyspy, na spokojnie, w kilka dni.

Na miejscu szybko dało się zauważyć, że Bornholm to rzeczywiście raj dla aktywnych turystów, szczególnie rowerzystów. Mały ruch samochodowy, uprzejmi kierowcy, szerokie drogi, w tym gęsta sieć ścieżek rowerowych oplatających całą wyspę. Trasy wydają się wygodne i bezpieczne. Dużym plusem są niewielkie odległości pomiędzy miejscami wartymi zobaczenia.

Nexo —> Svaneke

Tak też płynnie i bardzo szybko przemieściliśmy się autokarem z Nexo do Svaneke. Jest to najmniejsze miasto w Danii, charakteryzujące się kolorowymi domkami z centralnym ryneczkiem, przy którym jest miejscowy browar, wytwórnia cukierków oraz niewielka huta szkła. Jak na tak niewielką osadę, całkiem sporo się tam dzieje. W pamięci zapadło mi jednak coś innego. Mianowicie miejscowa rozrywka tubylców polegająca na wpuszczaniu kur do klatki, której podłożem jest kratowana plansza z numerami od 1 do 100. Gra polega na tym, że zainteresowani przed wpuszczeniem kur do środka obstawiają, na którą kratkę najszybciej kura “narobi” 🙂 . Ot, taka ciekawa miejscowa zabawa i hazard 🙂 . 

 

gra planszowa bornholm

Svaneke —> Hammershus

Kolejnym ciekawym punktem zwiedzania jest Zamek w Hammershus (ten ze zdjęcia głównego). Zamek, a w zasadzie jego ruiny są jednymi z największych w Skandynawii. Całe to miejsce zlokalizowane jest przy klifowym wybrzeżu. Obchodząc ruiny zamku dookoła, a także chodząc po klifach idzie się trochę zmęczyć. Generalnie teren na Bornholmie jest różnorodny i wymagający minimum sprawności. Są tam spore wzniesienia, ale także długie pasma równin. Z każdej strony wyspy jest trochę inaczej, jeśli chodzi o specyfikację terenu. Wyspa w każdym razie jest naprawdę różnorodna i to jest w niej piękne. Na przestrzeni małych odległości można całkowicie zmienić krajobraz.

klify wyspa bornholm dania

Hammershus —> Olsker

Z zamku Hammershus podjechaliśmy do Olsker, gdzie znajduje się jeden z czterech bornholmskich kościołów rotundowych. Niepowtarzalna architektura tych budowli, a także legendy związane z tymi kościołami rozbudzają wyobraźnię zwiedzających.

kościół Olsker Bornholm

Olsker —> Nexo

Z tego miejsca zaczyna się droga powrotna do portu w Nexo. O ile wcześniejsza droga prowadziła bardziej po pagórkowatych trasach z widokiem na wybrzeże, klify i morze to droga powrotna przepełniona była płasko położonymi kompleksami leśnymi.

Od czasu do czasu przejeżdża się przez bardziej zamieszkałe skrawki wyspy Bornholm. Co ciekawe, mieszkańcy często przed swoimi domostwami wystawiają różne rarytasy bez żadnej opieki. Potencjalny przechodzień-kupiec biorąc towar ze stolika wrzuca pieniądze do specjalnej skrzyneczki. Tak się prowadzi lokalne biznesy na wyspie Bornholm 🙂 . W drodze powrotnej nadal przejeżdża się obok urokliwych, kolorowych domków, wiatraków i przeróżnej przyrody. Na Bornholmie mają bardzo luźny stosunek do traw i chwastów, uznając je za część natury. Taka postawa mieszkańców też przyczynia się do tego, że Bornholm uznawany jest za zieloną wyspę. Dla ukazania swojej “wyjątkowości” na Bornholmie można spotkać flagi Danii z zielonym, a nie białym krzyżem.

Czy wyspa Bornholm to raj dla aktywnych turystów?

Różnorodny teren na wyspie Bornholm oraz wygodne drogi sprawiają, że na stosunkowo niewielkiej wyspie (długość linii brzegowej to zaledwie 140 km) można spędzić bardzo przyjemnie i aktywnie czas. Nawet przy objazdówce autokarem czy samochodem i szybkim zwiedzaniu poszczególnych miejsc jest sporo chodzenia, szczególnie w rejonie klifów i zamku. Z przeprowadzonych rozmów i zaobserwowanej sytuacji na miejscu potwierdzić też mogę, że Bornholm jak najbardziej może być rajem dla rowerzystów. Po za przychylną infrastrukturą i pięknymi krajobrazami na pewno przyczynia się do tego także ciepły stosunek mieszkańców do turystów. Na wyspie życie biegnie spokojniej i jakby trochę wolniej niż u nas. Można to zauważyć nawet podczas w miarę napiętego planu jednodniowego zwiedzania. Wyspa Bornholm to na pewno dobra opcja na krótki urlop.

Przeważnie na koniec takiej szybkiej, intensywnej, ale treściwej wycieczki czeka jeszcze powrót promem. Co przy zachodzie słońca na pełnym morzu jest kolejną niemałą atrakcją.

zachód słońca na morzu

Myślę, że tak samo jak miało to miejsce w przypadku Islandii, Bornholm to kolejna wyspa, na którą trzeba będzie wrócić, ale z rowerem 🙂 . A ten czekał na mnie już w Kołobrzegu, skąd zachody słońca są równie piękne! Przypomniałem sobie przy okazji też moją wycieczkę rowerową sprzed dwóch lat wzdłuż całego polskiego wybrzeża: https://nowapasja.pl/rowerowe-szalenstwo/ . A teraz zachęcam gorąco do inspirowania się moim sportowym projektem TreningSportowy.pl !

zachód słońca rower

Szerokości na podróżniczych drogach 🙂
Michał

Open post

Co robić w Dublinie? Aktywnie i efektywnie!

Jeśli planujesz szybki wypad do stolicy Irlandii z lekkim zabarwieniem sportowym to ten artykuł jest dla Ciebie! Spędziłem w Dublinie niespełna 2 dni, ale wszystko co chciałem tam zrobić i zobaczyć zrealizowałem. Wszystkie główne atrakcje da się obejść na pieszo. Trochę kilometrów się uzbiera, ale warto. Już z perspektywy samolotu “zielona wyspa” wydaje się ciekawa. Nawet przy kapryśnej pogodzie. Potem jest tylko lepiej 🙂

 

Zanim wyszedłem na prawdziwe zwiedzanie miasta trafiłem do swojego nietypowego miejsca noclegu. Zgodnie z opisem był to hostel przerobiony z byłej kaplicy. Pokoje, korytarze i pomieszczenia sanitarne wyposażone były w oryginalne kościelne witraże. Układ budynku także przypominał klasztorny szyk. Zameldowany w hostelu ruszyłem w miasto. Miałem do wykorzystania niespełna 40 godzin, więc trzeba było ten czas dobrze spożytkować. Przed wyjazdem stworzyłem listę co robić w Dublinie aby było aktywnie i efektywnie.

Na mojej liście życzeń znalazły się 3 sportowe tematy, czyli zobaczenie dwóch największych stadionów w Irlandii: Croke Park oraz Aviva Stadium, a także przebiegnięcie parkrun FairView. Po za tym chciałem zobaczyć i zwiedzić browar, w którym produkuje się Guinnessa oraz przespacerować się po słynnej dzielnicy Temple Bar. Wszystko udało się zrealizować. Cała reszta była spontaniczna i też wyszła nie najgorzej 🙂

Wszędzie gdzie jadę na mojej liście turystycznych priorytetów są miejscowe stadiony. Nie inaczej było tym razem. Pierwszy stadion to Croke Park. Jest to bastion sportów gaelickich z “fosą” i koleją pod stadionem. Zlokalizowany jest bardzo blisko domostw, co daje niezwykły kontrast wielkości.

Drugim stadionem sporych rozmiarów i na pewno nieszablonowego kształtu jest Aviva Stadium. Obiekt już z daleka rzuca się w oczy i przypomina kształtem olbrzymią miskę 🙂 . I tak jak poprzednik na tle pobliskich domostw wygląda nieziemsko. Jest niecodzienny!


Trzecią sportową atrakcją dla mnie w Dublinie było zaliczenie nowego zagranicznego parkrunu w ramach globalnej inicjatywy darmowych sobotnich biegów na 5 km. Przedtem uczestniczyłem w dwóch wyspiarskich parkrunach w Londynie i Edynburgu. To wszystko w ramach mojego sportowo-inspiracyjnego projektu TreningSportowy.pl – pokonajlenia, do którego Cię serdecznie zapraszam!

Parkrun jest na wyspach bardzo rozpowszechniony i jedynym problemem jest wybór, z którego biegu skorzystać. Różnych lokalizacji w Dublinie i w okolicy jest kilkanaście. Wybrałem parkrun FairView. Przyjemny, zielony, mały park w pobliżu stadionu Croke Park. To właśnie w centralnej części tego parku w każdą sobotę o 9:30 czasu lokalnego zbierają się uczestnicy tej lokalizacji i społeczności parkrun. Na miejsce przybyłem trochę wcześniej i miałem całkiem przyjemną konwersację z koordynatorami i wolontariuszami biegu. Tego dnia byłem jedynym turystą spoza Irlandii, który zawitał na parkrun FairView. Jak to jest w zwyczaju większości lokalizacji w Europie debiutantów na danej trasie, a tym bardziej zagranicznych turystów wita się gromkimi brawami. Tutaj jednak przywitanie było nadzwyczaj miłe. Potem trzy okrążenia dookoła parku – 5 km, 11 miejsce, chwila oddechu i prawdziwy pieszy maraton dopiero się zaczynał wśród atrakcji turystycznych Dublina!

Miasto pełne pubów, momentami nowoczesne, momentami klimatyczne, z wieloma zabytkami i kościołami. Rzeka Liffey przepływająca przez samo centrum Dublina świetnie komponuje się z licznymi mostami i resztą zabudowy miasta. Najważniejsze budynki i dzielnice zlokalizowane są w pobliżu rzeki. Prym wiedzie tutaj pełna życia dzielnica Temple Bar – dzielnica pubów i klubów. Gdzie zawsze się coś dzieje a miasto staje się nagle festiwalowe.


Przechodząc kilka ulic dalej od Temple Bar możemy znaleźć się już w historycznej dzielnicy Dublina, gdzie znajdziemy zamek, katedry, monumenty i mnóstwo innych zabytków. Wśród nich robiący wrażenie z zewnątrz polski kościół w Dublinie.

polski kościół w Dublinie

Nie gorzej, choć z kolei trochę nowocześniej wygląda bezpośrednie otoczenie rzeki Liffey:

Ostatnim punktem programu był Guinness Storehouse. Miejsce na tyle oblegane, że trzeba zapisywać się na zwiedzanie internetowo na konkretną godzinę. W weekend i tak nie uniknie się sporych kolejek bo dużo osób przychodzi też “z ulicy” i robi się kilka kolejek. W środku poznaje się proces całej produkcji piwa w innowacyjnym budynku i za pomocą nowoczesnych urządzeń. Doświadczyć tam można wielu wystaw i pokazów, które przybliżają nam wszystkie procesy wytwarzania Guinnessa. Można też spróbować samodzielnie pod okiem barmana nalać piwa z idealną pianką oraz zdegustować pintę ciemnego piwa z widokiem na cały Dublin. Cały obiekt ma 7 pięter i zwiedzanie go zajmuje około 2 godzin. Cena wejścia wynosi około 25 euro. Z zewnątrz mury Guinnessa wyglądają jak forteca i ma to swój magiczny klimat.

Po mieście jeździ sporo “cystern” Guinnessa 🙂

Na zakończenie warto też wspomnieć o lotnisku w Dublinie, które w nocy wygląda wprost kosmicznie 🙂