Tbilisi-Batumi-Kutaisi, GRUZJA państwo nr 3

TBILISI

Po zachodnich eskapadach z projektem NowejPasji.pl nadszedł czas na urozmaicenie geograficzne i wschodni kurs. Wybór padł na Gruzję. Podobnie jak w poprzedniej wyprawie powitało mnie mikro lotnisko tanich przewoźników lotniczych mieszczące się tym razem w Kutaisi. Wylądowałem planowo po 23 i od razu ruszyłem do wykupionej wcześniej marszrutki (taksówki zbiorowej, bardzo popularnej w Gruzji), która prosto z lotniska zawoziła ludzi do stolicy Gruzji – Tbilisi. Trasa z Kutaisi do Tbilisi to lekko ponad 200 kilometrów, które zostaną dobrze zapamiętane przeze mnie ze względu na szaleńczą jazdę naszego kierowcy, klimat marszrutki (zadymiony papierosami, lekko zdezelowany busik), momentami niesamowicie dziurawą drogę i ….. piękne widoki zza oknem 🙂 Dochodziła północ czasu miejscowego a my mknęliśmy przez centralną Gruzję raz po raz widząc za oknem piękne oświetlone kościoły czy zamki na wzgórzach. Kilka z nich wyglądało naprawdę bajkowo. Zanotowałem także dużo gruzińskich flag porozwieszanych przy tego typu obiektach. Przy drogach było porozstawiane wiele stoisk i straganów z wikliną, misami, dzbanami i innymi gospodarczymi narzędziami. Poza podświetlanymi niektórymi zabytkami i kramami mało co było jednak widać w mroku nocy przejeżdżając przez niewielkie i nieoświetlone miejscowości. Jednak już wtedy Gruzja wydawała się niezwykle klimatycznym i ciekawym miejscem. Korzystając momentami z lepszej drogi ucinałem sobie drzemkę ponieważ nie miałem przewidzianego innego noclegu na tę noc, szczególnie, że nie wiedziałem jak długo pojedziemy do celu słysząc wcześniej o kiepskiej jakości gruzińskich dróg publicznych. Te okazały się nie takie złe jak je przedstawiano, przynajmniej na trasach pomiędzy największymi miastami w Gruzji. W pewnym momencie gdy większość pasażerów, w tym ja, była pochłonięta spaniem busik zatrzymał się przed całodobowym sklepem. Większość z nas (głównie Polaków – turystów) chciała już wychodzić z nadzieją, że to przystanek końcowy. Jak się szybko okazało stanęliśmy jedynie na postój w dość odludnym miejscu z gastronomią, z której o 2 w nocy korzystał tylko nasz kierowca, który uczynił sobie jakąś większą ucztę bo nie było go prawie przez godzinę. Przy tym dość nowoczesnym obiekcie nie było w zasadzie nic oprócz mnóstwa bezpańskich psów proszących o jedzenie. Kraj ten widziany przeze mnie jedynie w mroku przez kilka godzin i z perspektywy zdezelowanego busika wydawał się zachwycający ale też nieco ubogi. Jak się później okazało było to całkiem trafne spostrzeżenie.

Była 3 nad ranem kiedy dotarliśmy do Parku Pushkina przy Placu Wolności w samym centrum Tbilisi, gdzie na dobre zaczęła się moja gruzińska przygoda. Miejsce od razu robiło wrażenie. Wokoło ciekawa, historyczna zabudowa z wieloma zabytkami i pomnikami. Do tego mrok z delikatnym, barwnym podświetleniem najważniejszych obiektów i brak ludzi dookoła. To wszystko sprawiało wrażenie trochę bajkowego świata.

Od samego początku byłem w samym centrum, jednak nie posiadałem żadnej mapki miasta. Choć dla mnie to nie problem aby spontanicznie zwiedzać obce miasto kierując się intuicją to dosłownie po 15 minutach od przyjazdu, jedną z niewielu osób, które spotkałem na ulicy był Gruzin, zamykający swój sklep i podarował mi mapkę Tbilisi. Nie tyle zachwycony byłem tą mapką co tym jak potraktował mnie ten sklepikarz, który sam od siebie zagadał i zaproponował mapkę. Mały gest a Gruzja stawała się coraz fajniejsza 🙂 mając tę mapkę już u siebie można było zacząć planować trasę zwiedzania jednak w miejscu, w którym byłem wszystko dookoła mnie ciekawiło i tym sposobem i tak nawigowałem się póki co sam. Tym samym trafiałem na wiele ciekawych miejscówek, do których być może nie trafiłbym z mapą a w nocy robiły fantastyczne wrażenie. Szczególnie do gustu przypadły mi niektóre budzące grozę rzeźby, które w okolicznościach nocy i z tłem jak z upiornych filmów robiły wspaniały efekt. W nocy rewelacyjny efekt robiło znacznie więcej rzeczy w tym bardzo dobrze znana ikona nowoczesności w Tbilisi, czyli most pokoju. Ten innowacyjny i oryginalny obiekt wykonany ze szkła i stali na stałe wkomponował się w strukturę starego Tbilisi, tworząc ciekawy (i trochę kontrowersyjny) dla oka kontrast. Nocne zwiedzanie, które już niejednokrotnie praktykowałem w innych miejscach po raz kolejny zdawało egzamin, nastrajając pozytywnie na dalsze dni wyprawy. Całe spektrum najróżniejszych rzeźb, figur, pomników i tym podobnym dzieł oraz finezyjnie podświetlane budynki, sprawiały naprawdę zachwycające wrażenie. Docenić też trzeba pomysłowość niektórych monumentów, jak np. ulicznego latarnika zapalającego lampę, odzwierciedlonego w realnych wymiarach i wyglądzie. Zafascynowany centrum Tbilisi około 4 nad ranem stwierdziłem, że skorzystam z mapy i pójdę w dalszy zakątek miasta, wracając do centrum już za jasna. Na nocną przechadzkę wybrałem jedne z większych i reprezentacyjnych ulic miasta, w tym najważniejszą, przy której zlokalizowane są najważniejsze gruzińskie instytucje – Parlament, Muzeum Narodowe oraz liczne kościoły i teatry. Przed tym wypadem wypatrzyłem od razu polski akcent w Tbilisi, a była nim restauracjo-pijalnia, która nazywa się WARSZAWA. Mieści się ona blisko Parku Pushkina (tego, do którego przywożą turystów niektóre marszrutki) przy ulicy Pushkina. Miejsce wyglądało klimatycznie i zachęcało cenowo, więc jego lokalizacja została zapamiętana i jeden obiad w stolicy Gruzji trzeba było zaplanować w tym miejscu. Tymczasem ruszyłem jednak w drogę, w nieznane. Po drodze spotykało mnie notorycznie coś co do tej pory w zasadzie mi się nie przytrafiało. Były to……… taksówki. W Tbilisi nie ma jednak zwykłych taksówek. Są to taksówki natrętne, które jak widzą człowieka to na niego trąbią, żeby z niej skorzystał. Teraz wyobraź sobie, że około 5 rano nie było tłumów ludzi na ulicach a ja maszerowałem wolnym krokiem po głównych ulicach miasta. Nieważne czy taksówka jechała w moją stronę czy przeciwną, zwalniała i trąbiła na mnie. Miejscowi muszą być chyba przyzwyczajeni do tego dźwięku bo inaczej mało kto w tym mieście mógłby spać spokojnie.  Dla mnie na początku było to nawet pomocne po długiej nieprzespanej nocce jednak później irytowało to lekko. Swoją drogą ciekawe skąd w nocy bierze się tak wiele taksówek skoro nie mają za bardzo kogo wozić o tej porze i w zasadzie każda jedna przejeżdżająca obok mnie była pusta.
Nocna eskapada zaprowadziła mnie w daleki zakątek miasta aż do Vake Parku. Tam zastałem miejski stadion piłkarski a także mój pierwszy gruziński …….. świt.

Za dnia miasto nie straciło wiele na uroku. Uwydatniło się jednak kilka wyjątkowych zachowań, które spostrzegłem u Gruzinów. Po pierwsze całkiem spora garstka ludzi przechodząc w pobliżu kościoła (cerkwi) zatrzymuje się, robi znak krzyża, pochyla głowę lub wypowiada krótką modlitwę. Kiedy zatrzymywałem się przy jakimś budynku albo patrzyłem na mapę raz po raz ktoś podchodził i oferował pomoc. Niektórzy mężczyźni (hetero) witając się całują się w policzki a następnie idą ze sobą “pod ramię”. Większość psów ma czipowane uszy. Połowa jeżdżących samochodów nie posiada zderzaków albo jest w zapłakanym stanie (dotyczy to również marszrutek). Bywają miejsca, w których obok spalonego lub zdezelowanego auta stoi nowy, świecący Bentley 🙂 kontrast taki widziałem także na biednych dzielnicach gdzie przy rozwalających się domach były zaparkowane drogie samochody. W niektórych miejscach wspinając się na zamieszkane wzniesienia ni stąd ni zowąd jest się u kogoś na dachu albo na balkonie 🙂 To tylko niektóre z zachowań, które utkwiły mi w pamięci. Najbardziej jednak zapamiętałem sytuację z publicznej siłowni w parku, w której stały maszyny do ćwiczeń. Dwóch Gruzinów, którzy byli z dziećmi przez dłuższy czas ćwiczyli na sprzęcie i podeszli do innej maszyny, która była zepsuta. Długo się nie zastanawiając podeszli do swojego auta wyciągnęli kasetkę z narzędziami i zaczęli naprawiać sprzęt. A nie chodziło tu jedynie o przykręcenie śrubki. To kolejny przykład małej rzeczy, która buduje wspaniały wizerunek Gruzinów. Fajne wrażenie po sobie zostawił też gospodarz domu gościnnego Georgian House, który poczęstował mnie dzbanem prawdziwego wina gruzińskiego domowej roboty, kieliszkiem czaczy (coś na wzór połączenia wina i mocnej wódki) oraz kawałkiem chaczapuri (ciasto drożdżowe z nadzieniem serowym lub innym). Bardzo klimatycznie wyglądała też Jego klimatyczna, “alkoholowa” piwniczka. 

FOTORELACJA z najciekawszych miejsc w TBILISI:

Rike Park, w tle całkowicie opustoszałe centrum kongresowe. W dalekim tle dom prezydencki.
łaźnie z charakterystycznymi kopułami. W oddali Świątynia Metechi
łaźnie i okolice
relaks z widokiem na Tbilisi “z dachu”
Tbilisi nocą
ruiny twierdzy Narikala usytuowane na wzgórzu pomiędzy łaźniami a ogrodem botanicznym
domy na skale nad rzeką Kurą
najlepiej miasto prezentuje się z góry dlatego perspektywa….. 1
…..2
…..3 “okno na miasto”
….. i gdzieś gdzie nikogo nie było, ale było wysoko to wlazłem 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Swoją drogą na jednym z mało uczęszczanych wzniesień nad miastem spotkałem kilku młodych Gruzinów, którzy strasznie się zdziwili na widok turysty w tym miejscu więc zaczęli się dopytywać skąd jestem itd. Kiedy powiedziałem im, że jestem z Polski to jedynymi dwiema rzeczami, które kojarzyli z Polską były Warszawa i Lewandowski 🙂 wspinając się dalej, mało uczęszczaną drogą na jedną z powyższych górek przechodziłem obok EUMM GRUZJA -misji obserwacyjnej Unii Europejskiej w Gruzji.

 

 

 

w mojej wycieczce nie mogło zabraknąć oczywiście stadionu piłkarskiego dlatego jest i ten – Dinamo Tbilisi. Ocena obiektu: bardzo dobra.
żeby nie przekłamywać rzeczywistości trzeba zaznaczyć, że wiele domostw wygląda tak…
… a tak wygląda kafejka internetowa na dworcu autobusowym

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dla mnie jednak nie ma wątpliwości, że Tbilisi to bardzo ciekawe, urozmaicone miasto z:

…pięknymi budowlami. Tutaj Sobór Trójcy Świętej, największy obiekt sakralny w Gruzji i jedna z największych świątyń prawosławnych na świecie
…pięknymi widokami i górzystym otoczeniem miasta
… i z inspirującymi rzeźbami, figurami i innymi atrakcjami
i pysznym jedzeniem 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

BATUMI

Zanim przejdziemy do kolejnego punktu wyprawy muszę wspomnieć o atrakcyjnym, gruzińskim przewoźniku autobusowym. Z Tbilisi do Batumi (ponad 300 km) jechałem przewoźnikiem firmy METRO GEORGIA. Autobus komfortowy, nowoczesny w pełni klimatyzowany, ogrom miejsca na nogi, wygodne fotele, każdy ma swój ekran z muzyką, filmami i grami, co godzinę rezerwowy kierowca przechodzi przez przejście dolewając ludziom wody lub ciepłej herbaty, cena niska (kilkadziesiąt złotych). Co ciekawe nikt od pasażerów nie chciał biletów. Wszyscy wchodzili do środka a przed wyjazdem kierowcy podliczyli po prostu czy ilościowo nie ma więcej osób niż sprzedanych biletów i pojechaliśmy. Fajna i szybka opcja o ile liczebność się zgadza 🙂 w połączeniu z przepięknymi urokami centralnej Gruzji widzianymi za okna była to prawdopodobnie moja najprzyjemniejsza podróż autobusowa w życiu. Trochę inna od tej znanej z gruzińskiej rozklekotanej i zadymionej tytoniem marszrutki 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

W ten przyjemny sposób dotarłem do Batumi nazywanego często gruzińskim Las Vegas. Rzeczywiście robi takie pierwsze wrażenie jeśli wjeżdża się do miasta od północnej strony i jest dobra pogoda. Jeszcze kilkanaście kilometrów przed Batumi są same zapadnięte, zniszczone domy i bydło na ulicach. Przy wjeździe do miasta zaczynają się jednak ekskluzywne kurorty wypoczynkowe a z oddali na półwyspie nad Morzem Czarnym wyłaniają się olbrzymie (jak na gruzińskie realia) i artystycznie skonstruowane wieżowce. Robi to mocne wrażenie w pierwszej chwili. Później z tym miejscem bywało już różnie….

Jak to już mam chyba w zwyczaju zwiedzanie zacząłem znowu po ciemku. Ale po raz kolejny też tego nie żałowałem. Nowoczesne, wysokie i przede wszystkim oryginalne budynki w mieście, finezyjnie podświetlane robiły dobrą robotę. Zacząłem od placu i wieży Piazza, blisko której miałem hotel a do którego z kolei poprowadził mnie kolejny pomocny, przypadkowy Gruzin. Dalej była wieża z zegarem astronomicznym oraz oryginalnie wyglądający hotel Sheraton. Świetnie nocą wygląda także teatr w Batumi oraz co ciekawe w ogóle nie podświetlony najwyższy budynek całego regionu należący do Uniwersytetu Technologicznego. Ciekawie nocą wygląda również kamienista plaża i palmy rosnące przy bulwarze nadmorskim.

wieża przy placu Piazza
wieża z zegarem astronomicznym
pokaźny Sheraton

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

teatr w Batumi
budynek Uniwersytetu Technologicznego u szczytu, którego uruchamiana w sezonie jest karuzela z 8 gondolami
kamienista plaża z widokiem na palmy i szczyt hotelu Sheraton

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiele wysokich budynków, nowoczesne hotele i kasyna oraz świetne nocne iluminacje centrum sprawiają, że w rzeczy samej Batumi przypomina wyglądem trochę takie małe Las Vegas. Nawet niektóre bardziej wystawne ulice kojarzyły się mi z tym miastem. Patrząc na niektóre aleje można faktycznie było zwątpić gdzie się jest.
Jedna, wymowna rzecz jednak na pewno odróżniała Batumi od Las Vegas a było tą rzeczą – brak ludzi na ulicach. Wiadomo, że nie byłem tam w sezonie ale nawet biorąc to pod uwagę mało było widać miejscowych a po 22 w zasadzie po mieście chodziłem sam, czasami napotykając jedynie na patrole policyjne. Dopiero w trakcie pobytu w Batumi i zdziwiony całkowitym opustoszeniem miasta w godzinach nocnych znalazłem na YouTubie filmik z całkiem sporymi zamieszkami na ulicach tego miasta kilka dni wcześniej. W trakcie mojego pobytu żadne niebezpieczeństwo nie było jednak odczuwalne o ile nie przeraża kogoś samotne zwiedzanie obcego miasta w nocy – a to pomału stało się moim standardem. W zasadzie jak mam być szczery w każdym mieście gruzińskim, w którym byłem czułem się znacznie bardziej komfortowo niż w chwilę wcześniej zwiedzanym Paryżu, patrząc pod kątem potencjalnych, nocnych zagrożeń. A piękno podświetlonego, specyficznego Batumi nie pozwalało zajmować głowy czymś innym niż podziwianiem tego zakątka Gruzji.

Po nocy przychodzi jednak dzień i …… czar Batumi pryska. Nadal jest to miasto ciekawe ze względu na swoją niekonwencjonalną architekturę i palmowe przepełnienie, jednak już nie tak wyjątkowe jak w nocy. Możemy tu odszukać:

niespotykanego kształtu sieciówkę McDonalda
Colosseum
odwróconą restaurację

 

 

 

 

 

 

 

Hulka
stare zjeżdżalnie pomiędzy starymi i nowymi blokowiskami
i mnóstwo Eco taksówek bez świateł i zderzaków 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Był też dla mnie dosyć zaskakujący polski akcent, o którym nie wiedziałem a natrafiłem na niego przez przypadek na miejscu. Była to ulica upamiętniająca śp. Lecha i Marię Kaczyńskich. Co prawda z doniesień medialnych przypominało mi się coś na ten temat oraz to, że generalnie Lech Kaczyński był w Gruzji bardzo ceniony. Jednak ten ekskluzywny kurort nastawiony na rozrywkę w sezonie turystycznym w żaden sposób nie sklejał mi tych dwóch wątków a tymczasem na mojej drodze stanął taki oto znak….

Ulica ta jest dojazdem do miasta od strony Turcji a także drogą transferową do lotniska i leży wzdłuż brzegu Morza Czarnego tuż przy promenadzie. Bulwar w Batumi jest długi, jednostajny ale przy tym bardzo ładny z szerokimi alejkami spacerowymi i ścieżkami rowerowymi wśród palm, jednak w tym czasie bez jakichkolwiek użytkowników. Bardzo mało osób uprawiało tam jakikolwiek sport a warunki i infrastrukturę do tego mają nie najgorszą.Częściej zaczepiały mnie jakieś psiaki aniżeli spotykałem ludzi na rowerach czy biegających po promenadzie. Psiaki w Gruzji są jednak różne tak jak i ich właściciele. Natrafiłem na całkiem zabawnie wyglądające igraszki pewnych Gruzinów z Amstaffem, któremu nie chcieli dać jedzenia znajdującego się w reklamówce i biedak sam musiał wziąć sprawy w swoją mocną paszczę 🙂 Oczywiście zdobył to o co walczył wchodząc właścicielowi na głowę za potrzebą 🙂

 

Jak widać za dnia też trochę atrakcji i niespodzianek ten kurort może dostarczyć, jednak zaznawszy tego miasta nocą czekałem z utęsknieniem na noc, szczególnie, że miałem już w planie coś specjalnego. W międzyczasie udało się zrobić jeszcze kilka fajnych ujęć za dnia.
  i powoli nadchodził upragniony wieczór, w którym wszystko dookoła stawało się jakby znowu bardziej magiczne. Tym razem jednak noc i jej uroki w Batumi wykorzystałem jeszcze lepiej albowiem wybrałem się na plac tańczących fontann, które robiły niesamowite wrażenie i były lepsze od jakichkolwiek wcześniej spotkanych. Świetnie zsynchronizowana muzyka z fontannami, wiele ekwilibrystyki w poczynaniach tańczącej do rytmu wody, dobrze dopasowana iluminacja, duży a w zasadzie długi rozmiar basenu z fontannami, pomosty między fontannami i wiele innych tym podobnych, przybocznych rzeczy tworzyło rewelacyjne, niezapomniane widowisko. Tym bardziej, że podobnie jak we wcześniejszą noc czym późniejsza pora tym spotkanie innego człowieka graniczyło z cudem. Miało się wrażenie, że ten cały spektakl jest wystawiany wyłącznie indywidualnie dla osób, które sporadycznie pojawiały się przy fontannach. Momentami tak też wyjątkowo czułem się i ja 🙂

prywatny pokaz tańczących fontann w Batumi 🙂

 

…1…
…2…
…3…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Choć dla mnie bezdyskusyjnie w Batumi najlepsze były owe fontanny nocą, to ogólnie to miasto zostanie przeze mnie zapamiętane jako jedne z najlepszych nocnych miejscówek w jakich byłem, przy czym nie ukrywam, że ważnym czynnikiem wpływającym na taką ocenę była tu niemalże nierealna, bajkowa świadomość wyjątkowości w tych dniach, która objawiała się tym, że miasto szczególnie nocą, mimo, że mocno przed sezonem oferowało już nie lada atrakcje, które były skierowane do pojedynczych osób, które mogły poczuć się niezwykle wyjątkowo.

 

KUTAISI

Trzecie miasto, które było punktem mojej wycieczki po Gruzji początkowo miało być jedynie dla mnie miejscem przylotu i odlotu. Wyjazd rozplanowałem ostatecznie jednak tak, że zostawiłem jeden cały dzień przed powrotem do Polski i dałem szansę Kutaisi na pokazanie swoich walorów. I się nie zawiodłem bo to choć w miarę małe miasto to ma kilka fajnych atrakcji.

Najbardziej znana i rzeczywiście największa atrakcja miasta to katedra Bagrati. To katedra gruzińskiego Kościoła Prawosławnego, wybudowana w XI w., przez wiele lat wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Budowla sama w sobie ma wielki urok dawnych czasów a jej lokalizacja na wzgórzu oraz wiele zielonej powierzchni dookoła dodają dodatkowej maestrii temu miejscu.
Miejsce niezwykle refleksyjne, przy którym człowiek czuje się trochę jak w przeszłości. Wszystko tam nieco zwalnia a wiem to od nie byle kogo bo od mojego kaukaskiego przewodnika po Kutaisi. I było już nas dwóch pogrążonych w kontemplacji 🙂

Drugą znaną ikoną Kutaisi jest innowacyjny i ciekawie skonstruowany budynek parlamentu gruzińskiego znajdujący się z dala od centrum miasta.

Pana zakładającego kapelusze
oraz po raz kolejny spotkane w Gruzji grę świateł, wody i skałek

 

W mieście jest jeszcze kilka fajnych miejscówek, jednak same miasto odstaje dosyć mocno od Tbilisi i Batumi i jeden dzień w zupełności wystarczy na ogarnięcie tego miasta. Oczywiście z ostateczną oceną miasta poczekałem do nocy gdyż wtedy odkrywam na ogół najciekawsze miejsca i tym właśnie sposobem trafiłem po raz kolejny na ciekawe miejsca. Miasto choć wydawało się niezbyt bogate, miało swój klimat i na krótki pobyt jak najbardziej jest w porządku.

 

 

Ja tymczasem zbierając się na lotnisko w Kutaisi w drogę powrotną do Polski natrafiłem na drogowskaz, który wskazywał kierunek na ….. Poznań. Znając zatem dokładną odległość do domu i kierunek drogi ruszyłem na maluteńkie lotnisko z trzema bramkami, jednym sklepem i jedną kawiarnią nieopodal Kutaisi. Lotnisko malutkie ale za to papierologii wiele. Pierwszy raz się spotkałem aby lecąc jedynie z bagażem podręcznym musieć wyrabiać przed lotem specjalną kartę pokładową. Wiele osób w tym miejscu było tym zdziwionym. Jedynym wytłumaczeniem na takie procedury jest chyba to, że lotnisko obsługuje tylko kilka lotów dziennie a pracowników wcale tak mało nie było więc muszą mieć dodatkową pracę 🙂

cel powrotu i
środek powrotu. Cały budynek lotniska na jednym zdjęciu 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Po ustronnej Islandii i zatłoczonym Paryżu w Gruzji mam wrażenie nastąpiła mieszanka tych dwóch światów. Z jednej strony np. wypełnionego ludźmi centrum Tbilisi, z drugiej wystarczyło pójść na jedno z dalszych, okalających stolicę Gruzji wniesień aby doświadczyć czystego piękna natury, unikalnych budowli i monumentów a także pięknego widoku i spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *